Największy błąd drzemek – wyznanie matki czwórki dzieci
– Znowu nie śpi! – wyszeptałam przez zaciśnięte zęby, patrząc na małą Zosię, która leżała w łóżeczku z szeroko otwartymi oczami. Była trzecia nad ranem, a ja czułam, jak łzy frustracji napływają mi do oczu. W pokoju obok spała reszta mojej gromadki: siedmioletni Kuba, pięcioletnia Ola i trzyletni Staś. Każde z nich miało swoje „problemy ze snem”, ale przy Zosi czułam się kompletnie bezradna.
Mój mąż, Tomek, przewracał się z boku na bok, udając, że śpi. Wiedziałam, że słyszy każdy mój westchnienie, ale od tygodni nie miał już siły na nocne wstawanie. – Może ją nakarm – mruknął w końcu, nie otwierając oczu. – Przecież dopiero co jadła! – syknęłam, czując, jak narasta we mnie złość. Zosia zaczęła popłakiwać, a ja, zrezygnowana, wzięłam ją na ręce i zaczęłam kołysać.
Wtedy, w tej ciszy przerywanej tylko jej cichym kwileniem, poczułam, jak ogarnia mnie bezsilność. Przecież to już moje czwarte dziecko. Powinnam wiedzieć, jak je uśpić, jak sprawić, by spało spokojnie. Przecież z Kubą, Olą i Stasiem jakoś sobie radziłam. Ale czy na pewno? Przypomniałam sobie te wszystkie nieprzespane noce, kłótnie z Tomkiem, łzy bezradności i poczucie winy, że nie jestem wystarczająco dobrą matką.
Rano, kiedy dzieci szykowały się do przedszkola i szkoły, a ja z Zosią na rękach próbowałam ogarnąć kuchnię, Tomek spojrzał na mnie z wyrzutem. – Może powinnaś po prostu pozwolić jej płakać? – zapytał. – Przecież nie możesz być przy niej cały czas. – Nie rozumiesz – odpowiedziałam cicho. – Ona jest taka malutka… Nie chcę, żeby czuła się samotna. – A my? – zapytał. – My też jesteśmy.
Te słowa uderzyły mnie mocniej, niż się spodziewałam. Przez chwilę poczułam się, jakbyśmy byli po przeciwnych stronach barykady. On – zmęczony, sfrustrowany, tęskniący za dawnym życiem. Ja – rozdarta między potrzebami dzieci a własnym poczuciem winy.
Po południu, kiedy Zosia w końcu zasnęła, usiadłam z kubkiem zimnej kawy i zaczęłam przeglądać fora dla mam. Wszędzie te same rady: rutyna, ciemność, cisza, nie przesadzać z noszeniem. Ale jedna wypowiedź przykuła moją uwagę. „Największy błąd drzemek? Zbyt długie czekanie z położeniem dziecka spać. Noworodki nie powinny być zbyt długo aktywne, bo wtedy są przemęczone i nie mogą zasnąć.”
Zatrzymałam się. Przypomniałam sobie, jak zawsze czekałam, aż Zosia zacznie marudzić, zanim próbowałam ją uśpić. Zawsze myślałam, że to najlepszy moment. Ale co, jeśli to właśnie był mój błąd?
Wieczorem, kiedy Tomek wrócił z pracy, opowiedziałam mu o tym, co przeczytałam. – Myślisz, że to może być to? – zapytał sceptycznie. – Nie wiem, ale spróbuję.
Następnego dnia zaczęłam obserwować Zosię uważniej. Zamiast czekać, aż zacznie płakać, kładłam ją do łóżeczka, gdy tylko widziałam, że zaczyna się wiercić, trzeć oczka, ziewać. Na początku protestowała, ale po kilku minutach zasypiała. Nie zawsze, ale coraz częściej.
Po kilku dniach zauważyłam, że jest spokojniejsza. Ja też byłam spokojniejsza. Wieczorne kłótnie z Tomkiem ustały, bo oboje mieliśmy więcej siły i cierpliwości. Dzieci przestały narzekać, że mama jest wiecznie zmęczona i rozdrażniona.
Pewnego wieczoru, kiedy Zosia spała, a starszaki oglądały bajkę, Tomek usiadł obok mnie na kanapie. – Wiesz, chyba naprawdę coś się zmieniło – powiedział. – Jesteś inna. – Może po prostu mniej zmęczona – uśmiechnęłam się. – Ale wiesz, co jest najdziwniejsze? Że przez tyle lat robiłam ten sam błąd i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Przypomniałam sobie, jak często oceniałam inne mamy. Jak mówiłam sobie: „Ja bym tak nie zrobiła”, „Moje dzieci śpią, bo mam dobrą rutynę”. A tymczasem sama nie wiedziałam, jak bardzo się mylę.
Kilka dni później napisałam o tym na Facebooku. Opisałam swoją historię, przyznałam się do błędu. Komentarze posypały się lawiną. Jedne pełne wsparcia, inne krytyczne. „Każde dziecko jest inne”, „Nie ma jednej recepty”, „Nie przesadzaj, dzieci i tak nie śpią”. Ale były też takie, które dziękowały mi za szczerość. „Dzięki, spróbuję u siebie”, „Nie wiedziałam, że to może mieć znaczenie”.
Zrozumiałam wtedy, że nie jestem sama. Że każda z nas popełnia błędy, każda się uczy. I że czasem najprostsze rozwiązania są najtrudniejsze do zauważenia.
Dziś, kiedy patrzę na śpiącą Zosię, czuję wdzięczność. Za to, że mogłam się czegoś nauczyć, nawet po tylu latach. Za to, że mam odwagę przyznać się do błędu. I za to, że mogę podzielić się tym z innymi.
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze rzeczy robię źle, nie zdając sobie z tego sprawy? Ile razy oceniam innych, nie znając całej prawdy? Może warto czasem zatrzymać się i zapytać: co jeszcze mogę zrobić inaczej? Co Wy o tym myślicie?