„Ale mamo, zawsze mogłaś…”: Lato, które zmieniło wszystko

– Mamo, przecież zawsze mogłaś zostać dłużej – usłyszałam głos Agaty, mojej synowej, kiedy po raz kolejny próbowałam wyjaśnić, że muszę wrócić do siebie. Stałam w kuchni, z rękami mokrymi od wody, bo właśnie zmywałam po obiedzie. Za oknem upalne słońce rozlewało się po ogródku, a ja czułam, jak coś we mnie pęka.

– Agato, ja naprawdę muszę… – zaczęłam nieśmiało, ale przerwała mi ruchem ręki.

– Zawsze musisz. A my? My też mamy swoje życie! – jej głos był ostry, a spojrzenie pełne wyrzutu.

Spojrzałam na mojego syna, Michała. Siedział przy stole z telefonem w ręku, udając, że nie słyszy. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć, potrząsnąć nim, zapytać: „Gdzie się podział ten chłopiec, który tulił się do mnie po nocnych koszmarach?” Ale tylko westchnęłam i wróciłam do szorowania talerzy.

To lato miało być inne. Michał i Agata poprosili mnie o pomoc – mieli remont w mieszkaniu i potrzebowali kogoś do opieki nad małą Zosią. „Mamo, to tylko dwa tygodnie” – zapewniał Michał przez telefon. „Będziesz miała okazję pobyć z wnuczką!”

Zgodziłam się bez wahania. Przecież kocham Zosię nad życie. Ale dwa tygodnie zamieniły się w miesiąc, potem w drugi. Każdego dnia czułam się coraz bardziej jak służąca niż babcia. Rano śniadanie dla wszystkich, potem zabawa z Zosią, sprzątanie, zakupy. Agata wracała z pracy zmęczona i rzucała tylko: „Dzięki”, po czym znikała w sypialni. Michał był wiecznie zajęty – a to praca zdalna, a to spotkanie ze znajomymi.

Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi:

– Twoja mama znowu narzekała na bałagan w kuchni – mówiła Agata szeptem.
– Przesadza. Przecież to jej nie przeszkadzało przez tyle lat u siebie – odpowiedział Michał z lekkim rozbawieniem.
– Ale tu nie jest u siebie! – syknęła Agata.

Zacisnęłam pięści. Nie chciałam podsłuchiwać, ale te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Przecież starałam się jak mogłam. Dla nich.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Michałem. Czekałam aż Agata wyjdzie do pracy i Zosia zaśnie po bajce.

– Michał…

– Co jest, mamo? – nawet nie podniósł wzroku znad laptopa.

– Chciałabym wrócić do siebie na kilka dni. Muszę załatwić sprawy w domu…

– Teraz? Przecież remont jeszcze trwa! – spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– Ale ja też mam swoje życie…

– Mamo, przecież zawsze możesz wrócić później. Zosia cię potrzebuje.

Zosia… Tak łatwo było im szantażować mnie wnuczką. Czułam się winna za każdym razem, gdy myślałam o sobie.

Wieczorem zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, Basia:

– Irena, ty się tam wykończysz! Powiedz im w końcu, co czujesz!

– Nie potrafię… Boję się, że przestaną mnie potrzebować.

Basia milczała przez chwilę.

– A może właśnie powinni przestać?

Te słowa chodziły za mną przez kolejne dni. Zaczęłam zauważać coraz więcej drobiazgów: jak Agata przewraca oczami, gdy pytam o plan dnia; jak Michał wzdycha ciężko, gdy proszę go o pomoc przy zakupach; jak Zosia płacze, gdy próbuję ją odłożyć na drzemkę, bo muszę ugotować obiad.

Któregoś popołudnia wybuchłam. Stałam w kuchni z garnkiem w ręku i nagle poczułam łzy napływające do oczu.

– Dość! – krzyknęłam tak głośno, że aż Zosia przestała bawić się klockami.

Agata wbiegła do kuchni:

– Co się stało?

– Nie dam już rady! – głos mi drżał. – Nie jestem tu gosposią! Chciałam pomóc, ale czuję się wykorzystywana!

Agata spojrzała na mnie zaskoczona.

– Myślałam… Myślałam, że chcesz być z Zosią…

– Chciałam! Ale nie kosztem siebie!

Michał pojawił się w drzwiach.

– Mamo…

– Synku, ja was kocham. Ale mam też swoje życie! Chcę wrócić do domu. Potrzebuję odpocząć.

W pokoju zapadła cisza. Po raz pierwszy od dawna poczułam ulgę – jakby ktoś zdjął mi z pleców ciężki plecak.

Następnego dnia zaczęli sami szykować śniadanie. Michał zaproponował nawet, że zawiezie mnie na dworzec. W drodze milczeliśmy długo.

– Mamo… przepraszam – powiedział cicho tuż przed odjazdem pociągu. – Nie zauważyłem…

Pogładziłam go po policzku.

– Czasem trzeba powiedzieć „dość”, żeby ktoś usłyszał „dziękuję”.

Wróciłam do pustego mieszkania i po raz pierwszy od miesięcy poczułam spokój. Zaparzyłam sobie herbatę i usiadłam przy oknie. Słońce zachodziło nad blokami, a ja myślałam o tym wszystkim, co wydarzyło się tego lata.

Czy naprawdę tak trudno jest postawić granice najbliższym? Czy miłość matki zawsze musi oznaczać rezygnację z siebie?