Czternaście tygodni – historia Kamili

– Kamila, nie możesz być taka nieodpowiedzialna! – głos mamy rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po tym, jak trzasnęłam drzwiami jej mieszkania. Stałam na klatce schodowej, zaciśnięte pięści, łzy napływające do oczu. Właśnie powiedziałam jej, że jestem w ciąży. Czternaście tygodni. Czternaście tygodni strachu, niepewności i samotności.

Nie tak wyobrażałam sobie swoje życie. Miałam dwadzieścia sześć lat, pracę w małej księgarni na Mokotowie, wynajmowałam kawalerkę na Służewcu. Z Michałem byliśmy razem od dwóch lat, ale ostatnio coraz częściej się kłóciliśmy. Kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście, świat zawirował. Michał zareagował milczeniem. Przez kilka dni nie odbierał telefonu, a potem przysłał krótką wiadomość: „Muszę to przemyśleć. Nie jestem gotowy.”

Wróciłam do mieszkania, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. W głowie miałam słowa mamy: „Nie możesz być taka nieodpowiedzialna.” A przecież to nie była tylko moja odpowiedzialność. Michał zniknął, mama była wściekła, tata nie odzywał się wcale. Czułam się, jakbym została sama na świecie.

– Kamila, musisz się ogarnąć – mówiłam do siebie, patrząc w lustro. – To twoje życie. Twoje dziecko. Ale czy naprawdę jestem gotowa? Czy dam radę sama?

W pracy próbowałam się skupić, ale każda kobieta z dzieckiem, każdy wózek, każda reklama pieluch przypominała mi o tym, co dzieje się w moim ciele. Koleżanka z pracy, Ania, zauważyła, że coś jest nie tak.

– Kamila, wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia.

Uśmiechnęłam się blado. – Trochę problemów rodzinnych, wiesz jak jest.

– Jeśli chcesz pogadać, to wiesz, gdzie mnie znaleźć – powiedziała cicho.

Wieczorem zadzwoniła do mnie mama. – Kamila, przemyślałam to. Może przesadziłam. Ale musisz zrozumieć, że to ogromna odpowiedzialność. Sama wiesz, jak ciężko jest w dzisiejszych czasach. Praca, mieszkanie, pieniądze…

– Mamo, wiem. Ale to moje życie. Chciałam tylko, żebyś mnie wsparła, a nie oceniała.

– Ja cię wspieram, tylko się martwię. Nie chcę, żebyś popełniła błąd, którego będziesz żałować.

Rozłączyłam się, czując jeszcze większy ciężar na sercu. Czy naprawdę wszyscy myślą, że to błąd? Czy ja sama tak myślę?

Minęły kolejne dni. Michał nie dzwonił. Mama przysyłała krótkie wiadomości: „Jak się czujesz?”, „Byłaś u lekarza?”. Tata milczał. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku, ale w środku czułam się, jakbym tonęła.

Pewnego wieczoru, kiedy siedziałam sama w kuchni, zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Michała. Stał z opuszczoną głową, nerwowo bawił się kluczami.

– Kamila, możemy pogadać?

Wpuściłam go do środka. Przez chwilę panowała niezręczna cisza.

– Przepraszam, że się nie odzywałem – zaczął. – Po prostu… to wszystko mnie przerosło. Nie wiem, czy jestem gotowy na bycie ojcem. Nie wiem, czy w ogóle chcę tego dziecka.

Poczułam, jak coś ściska mnie w środku. – A ja? Myślisz, że ja jestem gotowa? Myślisz, że to dla mnie łatwe?

– Kamila, ja cię kocham, ale… nie wiem, czy dam radę. Może powinniśmy…

– Co? – przerwałam mu. – Usunąć? Oddać? Udawać, że nic się nie stało?

Michał spuścił wzrok. – Nie wiem. Po prostu nie wiem.

Wyrzuciłam go z mieszkania. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tysiące myśli. Czy naprawdę chcę tego dziecka? Czy dam radę sama? Czy powinnam posłuchać Michała? Mamy? Siebie?

Następnego dnia poszłam do lekarza. Siedziałam w poczekalni, otoczona kobietami w różnym wieku. Jedne rozmawiały radośnie o imionach dla dzieci, inne wyglądały na przerażone. Kiedy weszłam do gabinetu, lekarz spojrzał na mnie z troską.

– Czternaście tygodni – powiedział, patrząc na wyniki USG. – Jak się pani czuje?

– Sama nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Boję się. Nie mam wsparcia. Ojciec dziecka nie chce o tym rozmawiać. Mama uważa, że to błąd. Nie wiem, co robić.

Lekarz pokiwał głową. – To pani decyzja. Ale proszę pamiętać, że nie jest pani sama. Są organizacje, są psycholodzy, są ludzie, którzy mogą pomóc.

Wyszłam z gabinetu z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Po drodze do domu zadzwoniła Ania.

– Kamila, spotkajmy się na kawę. Musisz się wygadać.

Usiadłyśmy w małej kawiarni na rogu. Opowiedziałam jej wszystko. O Michału, o mamie, o strachu, o niepewności.

– Kamila, to twoje życie. Twoja decyzja. Nikt nie ma prawa cię zmuszać do niczego. Ale pamiętaj, że cokolwiek postanowisz, będę przy tobie.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – Dziękuję, Aniu. Nawet nie wiesz, jak bardzo tego potrzebowałam.

Minęły kolejne dni. Michał przestał się odzywać. Mama dzwoniła coraz rzadziej. Tata milczał. W pracy starałam się nie myśleć o przyszłości, ale każda chwila samotności przypominała mi, że muszę podjąć decyzję. Czułam się, jakbym stała na krawędzi przepaści.

Pewnego wieczoru zadzwoniła mama. – Kamila, przyjedź do domu. Musimy porozmawiać.

Pojechałam. W domu czekała na mnie nie tylko mama, ale i tata. Siedzieli przy stole, poważni, milczący.

– Kamila, wiemy, że to trudne – zaczął tata. – Ale chcemy, żebyś wiedziała, że cokolwiek postanowisz, jesteśmy z tobą.

Spojrzałam na nich z niedowierzaniem. – Naprawdę?

Mama skinęła głową. – Przepraszam, że byłam taka ostra. Po prostu się martwię. Ale to twoje życie. Twoja decyzja.

Poczułam, jak spada mi z serca ogromny ciężar. – Dziękuję. Naprawdę tego potrzebowałam.

Wróciłam do mieszkania z poczuciem, że nie jestem już całkiem sama. Ale decyzja wciąż była przede mną. Każdego dnia budziłam się z myślą: co dalej? Czy dam radę sama wychować dziecko? Czy będę dobrą matką? Czy nie będę żałować?

Czternaście tygodni. Czternaście tygodni strachu, niepewności, samotności. Ale też czternaście tygodni, w których nauczyłam się, że nawet w najtrudniejszych chwilach można znaleźć w sobie siłę. Że czasem wsparcie przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. Że decyzje, które wydają się niemożliwe, z czasem stają się częścią nas.

Dziś wciąż nie wiem, co przyniesie przyszłość. Ale wiem jedno: to ja decyduję o swoim życiu. I choć boję się bardziej niż kiedykolwiek, wiem, że dam radę.

Czy wy też kiedyś musieliście podjąć decyzję, która zmieniła wszystko? Jak znaleźliście w sobie siłę, by iść dalej?