Gdy serce matki pęka: Tajemnica mojego syna i prawda, której nie chciałam znać
– Michał, powiedz mi prawdę! – mój głos drżał, gdy patrzyłam na syna siedzącego naprzeciwko mnie przy kuchennym stole. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy, ale ja nie czułam nic poza narastającym niepokojem. Michał unikał mojego wzroku, bawił się łyżeczką, stukając nią nerwowo o filiżankę.
– Mamo, proszę cię… – zaczął cicho, ale nie dokończył. W tej chwili wszystko się zmieniło. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywa. Zawsze byliśmy blisko, odkąd jego ojciec zginął w wypadku, gdy Michał miał zaledwie dziesięć lat. Byliśmy tylko we dwoje – ja i on przeciwko światu. Dlatego ta nagła decyzja o ślubie z Martą, dziewczyną, którą znałam ledwie z widzenia, była dla mnie ciosem.
Nie spałam całą noc. Wpatrywałam się w sufit i próbowałam zrozumieć, co się dzieje. Czy to ja coś przeoczyłam? Czy przestałam być dla niego ważna? Rano podjęłam decyzję – muszę porozmawiać z Martą. Zadzwoniłam do niej i poprosiłam o spotkanie.
Spotkałyśmy się w małej kawiarni na Starym Mieście. Marta przyszła punktualnie, ubrana skromnie, z lekko rozczochranymi włosami i niepewnym uśmiechem.
– Dzień dobry, pani Mario – powiedziała cicho.
– Usiądź, proszę – odpowiedziałam chłodno. Przez chwilę milczałyśmy. W końcu zebrałam się na odwagę:
– Powiedz mi szczerze… Dlaczego Michał tak nagle chce się żenić? Coś się stało?
Marta spuściła wzrok. Jej dłonie drżały.
– To nie tak… My… – zaczęła i urwała. – Michał bardzo panią kocha. Ale on… on nie chce pani martwić.
– O czym nie chce mnie martwić? – poczułam, jak serce wali mi jak młotem.
Marta spojrzała na mnie z łzami w oczach.
– Michał jest chory. Ma nowotwór. Dowiedział się miesiąc temu. Nie chciał pani mówić…
Świat zawirował. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. Wszystko nagle straciło sens – ślub, kłótnie, moje żale…
– Dlaczego… dlaczego mi nie powiedział?! – szepnęłam z rozpaczą.
Marta chwyciła moją dłoń.
– On chciał pani oszczędzić bólu. Myśli, że jak będzie pani mniej wiedzieć, to będzie pani łatwiej…
Wróciłam do domu jak we śnie. Michał siedział na kanapie i oglądał telewizję, ale widziałam po jego oczach, że czekał na mnie z niepokojem.
– Wiesz już? – zapytał cicho.
Kiwnęłam głową i usiadłam obok niego.
– Dlaczego mi to zrobiłeś? – spytałam łamiącym się głosem.
Objął mnie ramieniem.
– Bałem się, mamo. Bałem się twojego bólu bardziej niż własnego strachu przed chorobą. Chciałem cię chronić…
Płakaliśmy razem długo. Potem zaczęły się tygodnie pełne wizyt u lekarzy, chemii, nadziei i rozpaczy. Marta była przy nas cały czas – opiekowała się Michałem z czułością i oddaniem, którego nigdy bym się po niej nie spodziewała.
Rodzina zaczęła szeptać za plecami: „Po co ten ślub?”, „Czy ona go nie wykorzystuje?”, „Co będzie dalej?”. Nawet moja siostra Anna przyszła pewnego dnia i powiedziała:
– Mario, musisz być silna. Ale czy naprawdę chcesz patrzeć, jak twój syn cierpi?
Nie wiedziałam już nic. Każdego dnia budziłam się z nadzieją i zasypiałam ze strachem. Michał słabł w oczach, ale nie tracił pogody ducha.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem na balkonie.
– Mamo – powiedział cicho – obiecasz mi coś?
– Wszystko, co tylko chcesz.
– Nie będziesz sama. Marta ci pomoże. I ty jej też pomóż…
Ślub odbył się skromnie w urzędzie stanu cywilnego. Michał był już bardzo słaby, ale uśmiechał się przez łzy. Patrzyłam na nich i czułam dumę pomieszaną z rozpaczą.
Ostatnie tygodnie były najtrudniejsze w moim życiu. Michał odszedł spokojnie we śnie, trzymając mnie za rękę.
Dziś często wracam myślami do tamtych dni. Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była walczyć bardziej? A może czasem trzeba pozwolić odejść tym, których kochamy najbardziej?
Czy wy też kiedyś musieliście zmierzyć się z prawdą, której baliście się usłyszeć? Jak poradzić sobie z bólem po stracie dziecka?