Idźcie, a ja was dogonię – Historia o rodzinnych sekretach i rozczarowaniach
– Idźcie, a ja was dogonię – powiedział Marek, stojąc w progu naszego mieszkania na warszawskim Mokotowie. Był ranek, dzień Pierwszej Komunii naszego syna, Szymona. Wszyscy byliśmy już ubrani – ja w kremową sukienkę, Szymon w białym garniturze, a Marek… Marek wciąż w dżinsach i swetrze, z telefonem przy uchu. Czułam, jak coś we mnie pęka, kiedy patrzyłam na jego obojętność.
– Marek, proszę cię, nie rób tego dzisiaj – wyszeptałam, starając się nie płakać przy Szymonie. – To ważny dzień dla naszego syna.
Marek spojrzał na mnie z niecierpliwością. – Muszę jeszcze coś załatwić w pracy. Jadę zaraz za wami. Obiecuję.
Szymon patrzył na nas szeroko otwartymi oczami. – Tato, będziesz w kościele?
– Oczywiście, synku – odpowiedział Marek z wymuszonym uśmiechem. – Idźcie już, nie spóźnijcie się.
Wyszliśmy z klatki schodowej, a ja czułam, jak łzy cisną mi się do oczu. Mama czekała już przed blokiem z bukietem białych róż dla Szymona. – Gdzie Marek? – zapytała szeptem.
– Zaraz dojedzie – skłamałam.
W kościele próbowałam skupić się na uroczystości. Szymon co chwilę odwracał się do drzwi, szukając wzrokiem ojca. Każda minuta bez Marka była jak kolejny cios. Po mszy podeszła do mnie teściowa.
– Co się dzieje z Markiem? Dzwoniłam do niego, nie odbiera.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czułam się upokorzona i bezradna. Wszyscy pytali o Marka. Szymon był coraz bardziej smutny. Po powrocie do domu czekał na niego prezent – rower, który miał wręczyć mu ojciec.
Czas mijał. Goście jedli tort, dzieci bawiły się balonami, a ja co chwilę zerkałam na telefon. W końcu zadzwoniłam do Marka.
– Marek, gdzie jesteś? Szymon czeka na ciebie.
– Nie dam rady dzisiaj wrócić – powiedział cicho. – Przepraszam.
Zamarłam. – Jak to? Przecież to Komunia Szymona! Co mam mu powiedzieć?
– Powiedz… powiedz, że musiałem wyjechać służbowo. Proszę cię.
Rozłączył się. Stałam w kuchni z telefonem w dłoni i nagle wszystko stało się jasne. To nie była praca. To nie był przypadek. Od miesięcy czułam, że Marek się oddala. Coraz częściej wracał późno, coraz rzadziej rozmawialiśmy. Zawsze miał wymówkę: praca, zmęczenie, delegacje.
Wieczorem Szymon wszedł do kuchni.
– Mamo, dlaczego tata nie przyszedł?
Usiadłam obok niego i przytuliłam go mocno.
– Tata miał ważne sprawy w pracy…
Szymon spojrzał na mnie poważnie jak dorosły człowiek.
– On już nas nie kocha?
Zabrakło mi słów. Poczułam się tak bezradna jak nigdy wcześniej.
Następnego dnia Marek wrócił do domu późnym wieczorem. Pachniał obcymi perfumami. Nie patrzył mi w oczy.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho.
Usiedliśmy w salonie. Marek długo milczał.
– Jest ktoś inny? – zapytałam w końcu.
Nie odpowiedział od razu. W końcu skinął głową.
– Przepraszam cię, Aniu. Nie chciałem tego tak… Ale już od dawna czuję się nieszczęśliwy.
Poczułam się tak, jakby ktoś wyciągnął mi grunt spod nóg.
– A Szymon? Myślałeś o nim?
Marek spuścił głowę.
– Wiem… Zawiodłem go. Was oboje.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Szymon zamknął się w sobie, coraz częściej płakał nocami. Mama próbowała mnie wspierać, ale sama była rozgoryczona postawą Marka.
Pewnego dnia znalazłam w szufladzie listy – stare listy od Marka do jakiejś kobiety podpisanej „Kasia”. Były pełne czułości i planów na wspólne życie. Poczułam gniew i upokorzenie. Zrozumiałam, że zdrada trwała od dawna.
Zebrałam się na odwagę i powiedziałam Markowi, że chcę rozwodu. Nie protestował. Spakował rzeczy i wyprowadził się do niej.
Szymon długo nie mógł pogodzić się z odejściem ojca. Zadawał pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć: „Dlaczego tata nas zostawił?”, „Czy to moja wina?”, „Czy jeszcze kiedyś będziemy rodziną?”
Każdy dzień był walką o normalność – o to, by Szymon znów się uśmiechał, bym ja mogła spojrzeć sobie w oczy bez poczucia winy i żalu. Rodzina Marka przestała się z nami kontaktować. Moja mama powtarzała: „Trzeba być silnym dla dziecka”. Ale czy naprawdę można być silnym, kiedy serce pęka na milion kawałków?
Minęły dwa lata od tamtego dnia. Szymon dorasta szybciej niż rówieśnicy. Czasem widuje się z ojcem, ale ich relacja jest chłodna i pełna niedopowiedzeń. Ja nauczyłam się żyć sama – choć czasem nocą wracają pytania bez odpowiedzi.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy da się odbudować zaufanie po takim upokorzeniu? Czy dzieci naprawdę są silniejsze niż myślimy?
Czasem patrzę na Szymona i myślę: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy gdybym wtedy została w domu i nie poszła do kościoła bez Marka… czy nasze życie wyglądałoby dziś inaczej?