Między Dwoma Domami: Ciężar Niemożliwego Wyboru
– Nie wierzę, że naprawdę to robisz, Marta! – głos mojej siostry, Anny, przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stała naprzeciwko mnie, z rękami skrzyżowanymi na piersi, a jej oczy płonęły gniewem i rozczarowaniem. Mama siedziała przy stole, patrząc w blat, jakby chciała zniknąć. Tylko zegar na ścianie tykał nieubłaganie, odmierzając czas do nieuchronnej decyzji.
Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. Ojciec od miesięcy pogrążał się w chorobie – Alzheimer zabierał go kawałek po kawałku. Coraz częściej zapominał, kim jestem. Czasem budził się w środku nocy i krzyczał, że ktoś chce go skrzywdzić. Próbowałam wszystkiego: opiekunek, terapii, nawet urlopu w pracy. Ale byłam sama. Anna mieszkała w Gdańsku, mama była zbyt słaba, by pomóc. Każdego dnia czułam się coraz bardziej bezradna.
– Nie masz prawa! – Anna podniosła głos. – Tata nigdy by tego nie chciał!
– A co ty wiesz o tym, czego on chce? – odpowiedziałam drżącym głosem. – Kiedy ostatni raz byłaś tu dłużej niż na weekend?
Mama westchnęła cicho. – Dziewczyny, proszę…
Ale nie mogłam już dłużej milczeć. – Przez ostatnie trzy miesiące nie spałam więcej niż trzy godziny na dobę! Tata nie poznaje mnie, czasem mnie bije… Boję się o niego i o siebie! Nie mogę już…
Łzy napłynęły mi do oczu. Anna odwróciła wzrok. W tej chwili poczułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej.
Decyzja zapadła tydzień później. Znalazłam dom opieki na obrzeżach Warszawy – czysty, z ogrodem i personelem, który wydawał się troskliwy. Ojciec nie rozumiał, co się dzieje. W dniu przeprowadzki patrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
– Martusia, dokąd jedziemy? – spytał cicho.
– Do miejsca, gdzie będą mogli ci pomóc…
Próbowałam się uśmiechnąć, ale głos mi się załamał. W drodze milczał. Kiedy odprowadzałam go do pokoju, trzymał mnie za rękę tak mocno, jakby bał się, że zniknę.
– Nie zostawiaj mnie tu…
Te słowa dźwięczą mi w głowie każdej nocy.
Po wszystkim wróciłam do pustego mieszkania. Anna przestała odbierać telefony. Mama nie chciała rozmawiać o ojcu – zamknęła się w sobie jeszcze bardziej. Nawet sąsiedzi patrzyli na mnie inaczej, jakby wiedzieli o wszystkim i oceniali w milczeniu.
W pracy próbowałam udawać, że wszystko jest w porządku. Ale kiedy koleżanka zapytała: „Jak tata?”, poczułam gulę w gardle i musiałam wyjść do łazienki.
Wieczorami siadałam przy stole i patrzyłam na zdjęcia z dzieciństwa: tata z uśmiechem na twarzy, trzymający mnie za rękę na plaży w Jastarni; tata uczący mnie jeździć na rowerze; tata śmiejący się podczas rodzinnych świąt. Czy zdradziłam go? Czy mogłam zrobić coś inaczej?
Pewnego dnia odwiedziłam ojca w domu opieki. Siedział na ławce pod drzewem, patrząc gdzieś daleko.
– Cześć, tato – powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie niepewnie. – Przepraszam… czy my się znamy?
Serce mi pękło. Usiadłam obok niego i zaczęłam opowiadać o dawnych czasach – o tym, jak razem łowiliśmy ryby nad Wisłą, jak uczył mnie grać w szachy. Przez chwilę wydawało mi się, że coś sobie przypomniał – uśmiechnął się lekko i dotknął mojej dłoni.
– Masz ciepłe ręce… jak moja córka kiedyś miała.
Łzy spłynęły mi po policzkach.
Po powrocie do domu znalazłam wiadomość od Anny: „Nie rozumiem cię. Dla mnie tata zawsze był najważniejszy.” Odpisałam tylko: „Dla mnie też.”
Minęły tygodnie. Mama zaczęła chorować coraz bardziej – zamknęła się w swoim pokoju i przestała jeść. Musiałam zająć się wszystkim sama: pracą, domem, wizytami u ojca i lekarzami mamy. Czułam się jak cień samej siebie.
Pewnego wieczoru zadzwoniła Anna.
– Marta… przepraszam. Może powinnam była ci pomóc bardziej. Po prostu nie mogę pogodzić się z tym wszystkim.
– Ja też nie mogę – odpowiedziałam szczerze. – Ale musiałam wybrać między jego bezpieczeństwem a naszym życiem. Nie jestem bohaterką.
Zapanowała cisza.
– Może powinnam przyjechać na jakiś czas…
Poczułam ulgę i żal jednocześnie.
Czasem myślę o tym wyborze jak o ranie, która nigdy się nie zagoi. Każdy dzień to walka z poczuciem winy i samotnością. Ale czy naprawdę miałam wybór? Czy lepiej byłoby pozwolić ojcu cierpieć w domu tylko po to, by zachować pozory rodziny?
Patrzę w lustro i widzę kobietę zmęczoną życiem, ale też silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Może kiedyś Anna mi wybaczy. Może mama znów zacznie ze mną rozmawiać.
A może nigdy nie przestanę zadawać sobie pytania: czy można być dobrym dzieckiem, jeśli wybiera się własne zdrowie psychiczne zamiast poświęcenia do końca? Czy ktoś z was kiedyś musiał podjąć taką decyzję? Jak żyć dalej z ciężarem niemożliwego wyboru?