Ola: Między luksusem a samotnością – prawdziwa cena bycia „panią domu”

— Ola, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie zostawiała tych kubków na stole?! — głos matki przeszył powietrze jak nóż. Stałam w kuchni, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, próbując zmyć ślady po wczorajszym obiedzie. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie mogłam sobie pozwolić na słabość. Nie tutaj, nie przy niej.

— Przepraszam, już sprzątam — odpowiedziałam cicho, nie podnosząc wzroku. Matka westchnęła teatralnie i wyszła, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż zadrżały szklanki na półce. Zostałam sama, wśród sterty naczyń i własnych myśli. „Bądź panią tego domu, tak mi powiedzieliście” — przypomniałam sobie jej słowa zaledwie tydzień temu, kiedy wręczyła mi klucze do mieszkania. Miałam być dumna, miałam być wdzięczna. Ale ja już nie chcę żyć wśród śmieci. Nie chcę być panią domu, który nigdy nie był mój.

Od dziecka miałam wszystko, czego zapragnęłam. Najnowszy telefon, markowe ubrania, wakacje w Hiszpanii, nawet własny pokój urządzony według katalogu. Koleżanki mi zazdrościły. — Ola, masz takie szczęście, twoi rodzice są tacy bogaci! — powtarzały. Ale tylko Lena, ta cicha dziewczyna z ostatniej ławki, powiedziała mi kiedyś coś innego. — Nie zazdroszczę ci. Z takimi rodzicami jak twoi nie da się żyć! Kontrolują każdy krok, sami o wszystkim decydują, mówią, co i jak masz robić. Wtedy się obraziłam. Dziś wiem, że miała rację.

Mój ojciec był dyrektorem w dużej firmie. W domu pojawiał się rzadko, ale kiedy już był, wymagał perfekcji. — Ola, pokaż świadectwo. Czwórka z matematyki? To nie jest powód do dumy. Zawiodłaś mnie. — Te słowa bolały bardziej niż jakakolwiek kara. Matka była jeszcze gorsza. — Musisz wyglądać nienagannie, Ola. Ludzie patrzą. Nie możesz się tak ubierać, przecież to wstyd! — Jej krytyka była jak niekończący się deszcz, który zmywał ze mnie resztki pewności siebie.

Kiedy miałam piętnaście lat, zakochałam się w chłopaku z sąsiedztwa, Piotrku. Był zwyczajny, miał krzywy zgryz i jeździł na rowerze, ale przy nim czułam się sobą. Matka dowiedziała się o nas przypadkiem. — Z takim chłopakiem? Ola, ty chyba oszalałaś! On nie jest z naszej klasy. — Zrobiła mi awanturę, a potem zadzwoniła do jego matki. Piotrek przestał się do mnie odzywać. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że nie mam prawa wyboru. Nawet tego, z kim mogę się przyjaźnić.

Lata mijały, a ja coraz bardziej zamykałam się w sobie. Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Uśmiechnięta Ola, wzorowa uczennica, córka sukcesu. W środku czułam się jak w klatce. Każda decyzja była podejmowana za mnie. Studia? Oczywiście prawo, bo tak chciał ojciec. Mieszkanie? W tym samym bloku, dwa piętra niżej, żebym była blisko. Nawet psa nie mogłam mieć, bo „to za dużo obowiązków”.

Dziś mam dwadzieścia cztery lata i nadal mieszkam z rodzicami. Właściwie to już nie mieszkanie, tylko pole bitwy. Każdy dzień zaczyna się od pretensji, kończy łzami. Matka mówi, że jestem niewdzięczna. — My ci wszystko daliśmy, Ola! Wszystko! A ty tylko narzekasz. — Ojciec milczy, patrzy na mnie z rozczarowaniem. Czasem myślę, że wolałby, żebym w ogóle nie istniała.

Wczoraj wieczorem, kiedy wróciłam z pracy, zastałam matkę w kuchni. Siedziała przy stole, z kieliszkiem wina i papierosem. — Ola, posprzątaj tu, bo nie mogę patrzeć na ten bałagan. — Zignorowałam ją, poszłam do swojego pokoju. Po chwili przyszła za mną. — Co się z tobą dzieje? Kiedyś byłaś taka grzeczna, a teraz? — Jej głos drżał ze złości. — Może czas, żebyś w końcu dorosła i zaczęła się zachowywać jak dorosła kobieta! — Wybuchnęłam. — Może czas, żebyś ty przestała mnie traktować jak dziecko! — Krzyczałam, płakałam, trzęsłam się cała. Matka wyszła, trzaskając drzwiami. — Jesteś niewdzięczna! — krzyknęła na odchodne.

Dziś rano obudziłam się wśród śmieci. Puste kubki, talerze, ubrania na podłodze. Patrzyłam na to wszystko i czułam, jak narasta we mnie panika. „Ja już nie chcę żyć wśród śmieci” — powtarzałam sobie w myślach. Nie chodziło tylko o bałagan w mieszkaniu. Chodziło o bałagan w moim życiu. O to, że nie mam nad nim żadnej kontroli. O to, że jestem tylko dodatkiem do czyichś oczekiwań.

Zadzwoniłam do Leny. Nie rozmawiałyśmy od lat, ale wiedziałam, że tylko ona mnie zrozumie. — Cześć, Lena. — Moje słowa były ciche, drżące. — Ola? Co się stało? — zapytała od razu. — Nie mogę już tak żyć. Czuję się, jakbym tonęła. — Przez chwilę była cisza. — Wiesz, Ola, czasem trzeba się odciąć, żeby zacząć oddychać. — Jej słowa były jak plaster na ranę.

Wieczorem spakowałam kilka rzeczy do torby. Matka patrzyła na mnie z niedowierzaniem. — Dokąd idziesz? — spytała. — Muszę wyjść. Muszę spróbować żyć po swojemu. — Jej twarz stężała. — Zobaczysz, jeszcze będziesz żałować. — Może będę, pomyślałam. Ale wolę żałować swoich decyzji niż cudzych oczekiwań.

Teraz siedzę na ławce w parku, patrzę na ludzi i zastanawiam się, jak wygląda prawdziwa wolność. Czy to tylko iluzja, czy coś, co można zdobyć? Czy naprawdę musimy wybierać między miłością rodziców a własnym szczęściem? Może czas w końcu przestać być „panią domu” i zacząć być panią swojego życia?

Czy wy też kiedyś musieliście wybrać między sobą a rodziną? Jak znaleźliście w sobie odwagę, żeby postawić pierwszy krok?