Pożyczka, która podzieliła rodzinę: Jak pieniądze zniszczyły nasze relacje z teściową
– Naprawdę musimy jej to pożyczyć? – zapytałam Juliana, patrząc na niego z niepokojem, gdy siedzieliśmy przy naszym kuchennym stole. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara. Julian westchnął i odwrócił wzrok.
– To moja mama, Aniu. Przecież nie zostawimy jej na lodzie – odpowiedział, ale w jego głosie wyczułam niepewność.
Nie chciałam być tą złą synową, która odmawia pomocy. Ale suma, o którą poprosiła Stefania, była ogromna – dwadzieścia tysięcy złotych. Wiedziałam, że nie mamy takich pieniędzy na zbyciu. To były nasze oszczędności na remont mieszkania, na przyszłość naszej córki, Zosi. Jednak Julian był przekonany, że mama odda wszystko w ciągu kilku miesięcy.
Zgodziłam się. Przelałam pieniądze na konto teściowej i poczułam dziwną pustkę. Przez kilka dni unikałam rozmów o finansach. Stefania dzwoniła do nas częściej niż zwykle, dziękowała i zapewniała, że już niedługo wszystko nam odda. Wierzyłam jej, bo chciałam wierzyć Julianowi.
Minęły trzy miesiące. Zamiast spłaty zobaczyłam na Facebooku zdjęcie Stefanii z nowym futrem. Opis: „W końcu mogę sobie pozwolić na odrobinę luksusu!”. Zamarłam. Przewijałam dalej – kolejne zdjęcia z restauracji, nowy telefon, weekend w spa. W mojej głowie kłębiły się pytania: Skąd ona ma na to pieniądze? Czy to są nasze pieniądze?
Wieczorem nie wytrzymałam:
– Julian, widziałeś, co twoja mama wrzuca na Facebooka?
Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
– Aniu, przecież mówiła, że odda. Może dostała premię albo coś sprzedała?
– A może po prostu wydaje nasze pieniądze? – rzuciłam ostrzej niż zamierzałam.
Julian milczał. Widziałam, jak zaciska szczęki i spuszcza wzrok. Wiedziałam, że jest mu wstyd.
Następnego dnia zadzwoniła Stefania.
– Aniu, kochanie, widziałam, że kupiliście nową pralkę! Naprawdę musieliście? Przecież można było naprawić starą!
Zatkało mnie.
– Pani Stefaniu, nasza pralka miała dwadzieścia lat i zalewała łazienkę – odpowiedziałam chłodno.
– No ale teraz to już przesada z tymi wydatkami! – usłyszałam w słuchawce.
Odłożyłam telefon i poczułam łzy napływające do oczu. Jak to możliwe, że osoba, której pomogliśmy, teraz nas krytykuje?
Kolejne tygodnie były coraz trudniejsze. Każde spotkanie rodzinne zamieniało się w festiwal przytyków ze strony teściowej:
– Ach, wy młodzi to tylko wydajecie! Za moich czasów człowiek potrafił oszczędzać!
Julian próbował rozmawiać z mamą:
– Mamo, kiedy będziesz mogła oddać pieniądze?
Stefania wzdychała teatralnie:
– Synku, przecież wiesz, jak jest ciężko! A wy chyba nie głodujecie?
Zaczęliśmy się kłócić z Julianem coraz częściej. On był rozdarty między lojalnością wobec mnie a poczuciem obowiązku wobec matki. Ja czułam się zdradzona i wykorzystana. Nasza córka Zosia pytała:
– Mamo, dlaczego babcia już nie przychodzi?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Pewnego dnia przyszła do nas moja mama. Usiadła ze mną przy stole i powiedziała:
– Aniu, czasem trzeba postawić granicę. Nawet rodzinie.
Poczułam ulgę i jednocześnie wstyd. Czy naprawdę muszę wybierać między spokojem a rodziną męża?
Zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Stefanii.
– Pani Stefaniu, musimy porozmawiać o zwrocie pieniędzy. To dla nas ważne.
Usłyszałam lodowaty ton:
– Myślałam, że jesteście rodziną! Pieniądze są dla was ważniejsze niż ja?
Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści.
– Chodzi o zasady i szacunek – odpowiedziałam cicho.
Rozmowa zakończyła się awanturą. Stefania przestała odbierać telefony. Julian był załamany. W domu panowała cisza pełna żalu i niedopowiedzeń.
Minęły kolejne miesiące. Nie odzyskaliśmy pieniędzy. Straciliśmy coś więcej – spokój i zaufanie w rodzinie. Zosia coraz rzadziej pytała o babcię.
Dziś patrzę na Juliana i widzę w jego oczach smutek i bezsilność. Czasem zastanawiam się, czy warto było pomagać za wszelką cenę.
Czy można jeszcze odbudować relacje po takim zawodzie? Czy pieniądze zawsze muszą dzielić ludzi? Co byście zrobili na moim miejscu?