Rodzinne Spotkanie: Spadek, który Zmienił Wszystko
— Znowu zaczynasz, Mateusz! — krzyknęła mama, trzaskając filiżanką o stół. — Nie możesz po prostu przyjąć, że każdy z nas ma prawo do własnych decyzji?
Siedziałam w kuchni, patrząc na brata, który nerwowo bawił się kluczykiem od samochodu. W powietrzu wisiała gęsta atmosfera, jakby zaraz miało spaść coś ciężkiego, nieodwracalnego. To był dzień, w którym mieliśmy ostatecznie podzielić spadek po ojcu. Mój żołądek ściskał się z nerwów, a serce waliło jak oszalałe.
— Klaudia, nie rozumiesz, że tata chciał, żebyśmy wszystko zrobili razem? — Mateusz spojrzał na mnie z wyrzutem. — A ty tak po prostu oddajesz swoją część?
Westchnęłam ciężko. — Mateusz, ja nie potrzebuję tych pieniędzy. Ty masz dwójkę dzieci, kredyt na mieszkanie. Ja mam swoje życie, swoją pracę. Chcę, żebyś miał łatwiej.
Mama spojrzała na mnie z wdzięcznością, ale w jej oczach czaił się smutek. — Dzieci, nie kłóćcie się. Tata by tego nie chciał.
Wtedy do kuchni weszła ciocia Aniela, siostra mamy, z charakterystycznym, ostrym spojrzeniem. — No i co, znowu wojna domowa? — rzuciła ironicznie. — Może zamiast się żreć, usiądziecie i pogadacie jak ludzie?
Mateusz wstał gwałtownie, przewracając krzesło. — Ja nie muszę niczego słuchać! — wybiegł z kuchni, trzaskając drzwiami.
Zapanowała cisza. Mama zaczęła płakać, a ciocia Aniela tylko pokręciła głową. — Zawsze był uparty jak osioł. Ale ty, Klaudia, jesteś zbyt dobra. Ludzie to wykorzystują.
Nie odpowiedziałam. W głowie miałam mętlik. Czy naprawdę zrobiłam dobrze? Czy oddanie spadku bratu było słuszne? Przecież tata zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza, ale czy to znaczy, że mam rezygnować z siebie?
Wieczorem, kiedy emocje trochę opadły, Mateusz zadzwonił. — Klaudia, przepraszam. Nie powinienem był tak reagować. Po prostu… czuję się, jakby wszystko spadło na mnie. Tata, dom, dzieci, praca…
— Wiem, Mateusz. Ale nie jesteś sam. — Głos mi się łamał. — Po prostu chcę, żebyś wiedział, że ci ufam. I że tata byłby z ciebie dumny.
Następnego dnia spotkaliśmy się wszyscy w domu rodzinnym. Mama przygotowała obiad, taki jak dawniej: rosół, schabowe, ziemniaki z koperkiem. Siedzieliśmy przy stole, milcząc, aż w końcu ciocia Aniela zaczęła mówić.
— Wiecie, wasz ojciec nie był święty. Miał swoje sekrety. Ale jedno wiem na pewno — kochał was ponad wszystko. I zawsze chciał, żebyście trzymali się razem.
Mateusz spojrzał na mnie niepewnie. — Klaudia, ja…
— Nie musisz nic mówić — przerwałam mu. — Naprawdę.
Wtedy mama wyciągnęła z szuflady kopertę. — To zostawił tata. Dla was obojga.
Otworzyliśmy ją razem. W środku był list i klucz. Tata napisał: „Dom jest wasz. Ale najważniejsze, żebyście byli razem. Nie pozwólcie, żeby pieniądze was podzieliły. Kocham was. Tata.”
Łzy napłynęły mi do oczu. Mateusz objął mnie mocno. — Przepraszam, Klaudia. Nie chcę cię stracić przez głupie pieniądze.
Ciocia Aniela uśmiechnęła się smutno. — Widzicie? To nie o spadek chodzi. To o was.
Po obiedzie poszliśmy razem do ogrodu. Słońce zachodziło, a powietrze pachniało świeżo skoszoną trawą. Mama usiadła na ławce, patrząc na nas z czułością.
— Dzieci, życie jest krótkie. Nie warto się kłócić. Ja też miałam żal do swojej siostry przez lata. I co mi to dało? Tylko samotność.
Spojrzałam na Mateusza. — Może powinniśmy sprzedać dom i podzielić się po równo? Albo… zamienić go na dwa mniejsze mieszkania?
Mateusz pokręcił głową. — Nie. Chcę, żebyś miała tu swój pokój. Żeby dzieci mogły przyjeżdżać do cioci. Żebyśmy mieli gdzie wracać.
Wtedy ciocia Aniela wyciągnęła z torebki małe pudełko. — To dla ciebie, Klaudia. Twój ojciec chciał, żebyś to miała.
Otworzyłam pudełko. W środku był stary, złoty pierścionek babci. Zawsze marzyłam, żeby go odziedziczyć, ale nigdy nie miałam odwagi o to poprosić.
— Dziękuję… — wyszeptałam, nie mogąc powstrzymać łez.
Mateusz uśmiechnął się szeroko. — Widzisz? Tata wiedział, co robi.
Wieczorem, kiedy wszyscy już poszli spać, siedziałam na werandzie, patrząc w gwiazdy. W głowie miałam tysiące myśli. Czy naprawdę można zacząć od nowa? Czy rodzina jest w stanie wybaczyć wszystko, jeśli tylko znajdzie się odwagę, by rozmawiać?
Może to właśnie jest najważniejsze — nie pieniądze, nie dom, ale to, że mamy siebie. Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między rodziną a własnym szczęściem? Jak sobie z tym poradziliście?