Siedziałam naprzeciwko niego, a świat się zatrzymał. Historia zdrady, odwagi i nowego początku w sercu Warszawy

– Marta, musimy porozmawiać – powiedział Adam, patrząc gdzieś ponad moim ramieniem. W restauracji było gwarno, kelnerka przyniosła nam właśnie drugie wino, a ja czułam, jak serce bije mi coraz szybciej. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Od tygodni był nieobecny, zamyślony, unikał mojego wzroku nawet przy śniadaniu. Ale nie spodziewałam się, że ta rozmowa zmieni wszystko.

– O czym? – zapytałam cicho, próbując nie drżeć głosem. Przez chwilę milczał, bawiąc się obrączką na palcu. W końcu spojrzał mi prosto w oczy.

– To nie jest łatwe… – zaczął. – Poznałem kogoś. Nie chciałem cię ranić, ale… zakochałem się.

Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Słowa Adama odbijały się echem w mojej głowie. Poznałem kogoś. Zakochałem się. Przez chwilę nie mogłam oddychać.

– Kto to? – wyszeptałam.

– Justyna. Pracuje ze mną w dziale IT. To się po prostu stało…

Zacisnęłam dłonie na serwetce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie. Przez siedem lat byłam jego żoną. Wspólne wakacje nad Bałtykiem, święta u jego mamy w Radomiu, narodziny naszego synka Kacpra… To wszystko nagle straciło sens.

– I co teraz? – zapytałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.

Adam spuścił głowę.

– Chcę odejść. Chcę być z nią.

Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. Warszawa tej nocy była zimna i obca. Światła tramwajów odbijały się w kałużach na Marszałkowskiej, a ja szłam przed siebie jak automat. W głowie miałam tylko jedno pytanie: dlaczego?

Przez kolejne dni funkcjonowałam jak w transie. W pracy starałam się nie płakać przy komputerze, choć szefowa – pani Grażyna – patrzyła na mnie z troską.

– Marta, wszystko w porządku? – zapytała pewnego ranka.

– Tak… po prostu nie spałam dobrze – skłamałam.

W domu było jeszcze gorzej. Kacper miał sześć lat i czuł, że coś jest nie tak.

– Mamo, dlaczego tata śpi w salonie? – zapytał pewnej nocy.

Nie umiałam mu odpowiedzieć. Adam coraz częściej wracał późno albo znikał na całe weekendy. Teściowa dzwoniła codziennie, wypytując o wszystko z przesadną troską.

– Marta, może przesadzasz? Adam zawsze był dobrym mężem…

Chciało mi się krzyczeć. Nikt nie rozumiał mojego bólu. Nawet moja mama powtarzała: „Może powinnaś mu wybaczyć? Dla dziecka…”

Ale ja nie potrafiłam zapomnieć tego wieczoru w restauracji i jego słów: „Chcę odejść”.

Pewnego wieczoru wróciłam do pustego mieszkania. Kacper był u kolegi na nocowance. Usiadłam na podłodze w kuchni i zaczęłam płakać tak głośno, jak jeszcze nigdy w życiu. Wtedy zadzwoniła moja przyjaciółka Anka.

– Marta, co się dzieje? Słyszę po głosie…

Opowiedziałam jej wszystko. O zdradzie Adama, o Justynie z IT, o tym, jak bardzo czuję się samotna i bezwartościowa.

– Nie jesteś sama – powiedziała stanowczo Anka. – Przyjdź do mnie jutro na kawę. Musisz pogadać z kimś normalnym, a nie z tymi wszystkimi „dobrymi radami”.

To był pierwszy krok do tego, żeby zacząć walczyć o siebie.

Następne tygodnie były jak jazda bez trzymanki. Adam wyprowadził się do Justyny. Kacper płakał wieczorami i pytał: „Czy tata już nas nie kocha?” Musiałam tłumaczyć mu rzeczy, których sama nie rozumiałam.

W pracy rzuciłam się w wir obowiązków. Zaczęłam brać nadgodziny, żeby nie myśleć o pustym mieszkaniu i samotnych wieczorach. Ale nawet wtedy nie mogłam uciec od plotek.

– Słyszałaś? Adam zostawił Martę dla tej młodej z IT…

Czułam na sobie spojrzenia koleżanek z działu kadr i czułam się coraz bardziej przezroczysta.

Pewnego dnia Adam przyszedł do mnie do pracy.

– Musimy ustalić sprawy rozwodowe – powiedział chłodno.

Patrzyłam na niego i nie poznawałam człowieka, którego kiedyś kochałam najbardziej na świecie.

– Naprawdę nic już dla ciebie nie znaczę? – zapytałam cicho.

Adam wzruszył ramionami.

– To już przeszłość…

Po rozwodzie zostałam sama z Kacprem i kredytem na mieszkanie na Ursynowie. Teściowa przestała dzwonić. Moja mama zaczęła mnie odwiedzać częściej, ale jej rady tylko mnie drażniły.

– Musisz być silna dla syna – powtarzała.

Ale ja byłam zmęczona byciem silną. Chciałam po prostu przestać czuć ten ból.

Któregoś dnia Kacper wrócił ze szkoły smutny.

– Mamo, tata powiedział, że Justyna jest fajna i że będziemy razem jeździć nad jezioro…

Zazdrość ścisnęła mnie za gardło. Bałam się, że stracę syna tak samo jak straciłam męża.

Zaczęłam chodzić na terapię do pani Magdy na Mokotowie. To ona nauczyła mnie mówić o swoich uczuciach bez wstydu i poczucia winy.

– Marta, masz prawo być zła i smutna – mówiła łagodnie. – Ale masz też prawo być szczęśliwa bez Adama.

Powoli zaczynałam wierzyć, że to możliwe.

Pewnego dnia Anka namówiła mnie na wyjście do kina. Po filmie poszłyśmy na spacer po Starym Mieście.

– Zobacz, ile tu ludzi! Każdy ma swoją historię – powiedziała Anka.

Patrzyłam na zakochane pary trzymające się za ręce i poczułam ukłucie zazdrości… ale też nadziei.

Zaczęłam robić rzeczy tylko dla siebie: zapisałam się na jogę, kupiłam rower i jeździłam po Łazienkach nawet wtedy, gdy padał deszcz. Po raz pierwszy od lat poczułam wolność.

Adam coraz rzadziej dzwonił w sprawie Kacpra. Justyna zaszła w ciążę i nagle okazało się, że nowa rodzina jest ważniejsza niż stara.

Któregoś wieczoru Kacper przytulił się do mnie mocno.

– Mamo, jesteśmy tylko we dwoje… ale ja cię kocham najbardziej na świecie!

Poczułam wtedy coś nowego: dumę i spokój.

Minął rok od tamtej nocy w restauracji. Nadal czasem budzę się z płaczem albo łapię się na tym, że patrzę na stare zdjęcia z Adamem i Kacprem nad morzem… Ale już wiem, że jestem silniejsza niż myślałam.

Czasem zastanawiam się: ile kobiet żyje obok nas z takim bólem w sercu? Ile z nas boi się zacząć od nowa?

Czy naprawdę musimy cierpieć w milczeniu? A może warto uwierzyć w siebie i zrobić pierwszy krok ku wolności?