Suknia, której nie oddałam – pamiętnik z dnia, który zmienił wszystko
— Czy masz coś przeciwko, jeśli przymierzę twoją suknię ślubną? Przecież i tak już jej nie potrzebujesz — zaśmiała się Marta, moja przyjaciółka od liceum, z tym swoim charakterystycznym, lekko drwiącym błyskiem w oku. Stała w mojej sypialni, otoczona światłem popołudnia wpadającym przez firanki. W dłoniach trzymała białą suknię, którą jeszcze niedawno wyobrażałam sobie na sobie w dniu mojego ślubu z Pawłem.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Kornelia — nasza wspólna znajoma, zawsze krytyczna i bezpośrednia — przyjrzała się Marcie z góry na dół. — Myślę, że to właśnie to. Najlepsze z wszystkich, które przymierzałaś — powiedziała, a jej głos zabrzmiał jak wyrok. Marta uśmiechnęła się szeroko i już po chwili zniknęła za drzwiami łazienki.
Stałam jak sparaliżowana. W mojej głowie rozbrzmiewały echa kłótni z Pawłem sprzed dwóch miesięcy. To wtedy wszystko się rozpadło. On wykrzyczał mi w twarz, że nie potrafię być szczęśliwa, że duszę go swoim lękiem przed przyszłością. Ja płakałam i prosiłam, żeby został. Ale on wyszedł. Zostawił mnie z pierścionkiem zaręczynowym i tą przeklętą suknią, którą teraz Marta miała na sobie.
— Wyglądam jak księżniczka! — krzyknęła zza drzwi łazienki. — Chodźcie zobaczyć!
Kornelia spojrzała na mnie pytająco. — Wszystko w porządku? — zapytała cicho.
Pokręciłam głową. — Nie wiem — wyszeptałam. — To chyba za wcześnie.
Ale Marta już stała w progu, rozpromieniona, obracając się przed lustrem. Suknia leżała na niej idealnie. Poczułam ukłucie zazdrości i żalu. Przecież to miała być moja chwila. Moje szczęście.
— Wiesz co? — powiedziała Marta, poprawiając welon. — Może powinnaś ją sprzedać. Albo oddać komuś, komu naprawdę się przyda.
— Albo zachować jako pamiątkę po czymś, co się nie udało? — odburknęłam ostrzej, niż zamierzałam.
Zapadła niezręczna cisza. Kornelia odchrząknęła i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
— Muszę już lecieć — rzuciła szybko. — Dajcie znać, jak się zdecydujecie.
Zostałyśmy same z Martą. Usiadła naprzeciwko mnie na łóżku, wciąż w mojej sukni ślubnej.
— Przepraszam, jeśli cię zraniłam — powiedziała cicho. — Po prostu… sama wiesz, jak bardzo marzę o ślubie z Michałem.
Przez chwilę patrzyłam na nią bez słowa. Przypomniałam sobie wszystkie nasze rozmowy o przyszłości, o dzieciach, o domach z ogródkiem i wspólnych wakacjach nad morzem. Zawsze byłyśmy razem. Ale teraz czułam się tak bardzo sama.
— Wiesz co jest najgorsze? — zapytałam nagle. — Że nie potrafię już uwierzyć w szczęśliwe zakończenia.
Marta zdjęła welon i położyła go obok mnie.
— Może powinnaś spróbować jeszcze raz? Z kimś innym? Albo… po prostu dać sobie czas?
Wzruszyłam ramionami. — Moja mama mówi, że powinnam wrócić do domu na wieś. Że tam wszystko jest prostsze. Ale ja nie chcę uciekać.
Marta spojrzała na mnie ze współczuciem.
— A twój tata?
Zacisnęłam pięści. Tata odszedł od nas, kiedy miałam dwanaście lat. Zostawił mamę dla innej kobiety i od tamtej pory widywałyśmy go tylko na święta. Zawsze miałam mu to za złe. Może dlatego tak bardzo bałam się zdrady i porzucenia.
— Tata uważa, że powinnam wybaczyć Pawłowi i spróbować jeszcze raz — powiedziałam gorzko. — Ale ja nie chcę być jak mama. Nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku.
Marta milczała przez chwilę.
— A gdybyś mogła cofnąć czas? Zgodziłabyś się jeszcze raz na te zaręczyny?
Poczułam łzy napływające do oczu.
— Nie wiem… Może nie powinnam była nigdy wierzyć w bajki.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Pawła. Serce mi zamarło.
— Odbierz — szepnęła Marta.
Wyszłam na balkon i odebrałam drżącym głosem.
— Cześć… — zaczął Paweł niepewnie. — Chciałem tylko powiedzieć… Przepraszam za wszystko. Wiem, że cię zraniłem.
Milczałam przez chwilę.
— To już nie ma znaczenia — odpowiedziałam cicho.
— Czy moglibyśmy się spotkać? Porozmawiać? Chciałbym ci oddać kilka rzeczy… I może spróbować wyjaśnić…
Zawahałam się. Przez głowę przetoczyły mi się wszystkie wspólne chwile: pierwsze randki nad Wisłą, spacery po Krakowie nocą, śmiech przy kawie w niedzielne poranki… I ta kłótnia, która wszystko zniszczyła.
— Dobrze — powiedziałam w końcu. — Spotkajmy się jutro o siedemnastej w naszej kawiarni.
Rozłączyłam się i wróciłam do pokoju. Marta patrzyła na mnie pytająco.
— Spotkam się z nim jeszcze raz — powiedziałam drżącym głosem.
Marta podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno.
— Niezależnie od tego, co postanowisz… jestem z tobą.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym wszystkim, co straciłam i o tym, co jeszcze przede mną. Mama zadzwoniła późno:
— Kochanie… Może przyjedziesz na weekend? Upiekę twoje ulubione ciasto z rabarbarem…
— Mamo… Nie wiem jeszcze… Muszę coś załatwić jutro.
— Zawsze możesz wrócić do domu — powiedziała cicho mama. — Pamiętaj o tym.
Następnego dnia poszłam do kawiarni wcześniej niż zwykle. Siedziałam przy oknie i patrzyłam na ludzi spieszących się do pracy. Każdy miał swoje życie, swoje problemy i marzenia.
Paweł przyszedł punktualnie. Wyglądał na zmęczonego i trochę starszego niż go zapamiętałam.
— Cześć — powiedział cicho i usiadł naprzeciwko mnie.
Przez chwilę milczeliśmy oboje, nie wiedząc od czego zacząć.
— Wiem, że zawaliłem sprawę — zaczął w końcu Paweł. — Byłem egoistą. Bałem się odpowiedzialności… Bałem się ciebie stracić i dlatego sam uciekłem pierwszy.
Patrzyłam na niego długo, próbując odnaleźć w sobie resztki dawnych uczuć.
— Ja też nie byłam idealna — przyznałam cicho. — Może za bardzo chciałam mieć wszystko pod kontrolą…
Paweł wyciągnął kopertę ze zdjęciami z naszej wspólnej podróży do Zakopanego.
— Chciałem ci to oddać… I podziękować za wszystko. Nawet jeśli już nigdy nie będziemy razem…
Łzy napłynęły mi do oczu.
— Dziękuję… Za szczerość.
Wyszliśmy razem z kawiarni i pożegnaliśmy się bez słów. Wiedziałam już, że to koniec pewnego rozdziału mojego życia.
Wróciłam do domu i znalazłam Martę siedzącą na kanapie z moją suknią ślubną na kolanach.
— Oddaję ci ją — powiedziała cicho. — To twoja historia. Twoje wspomnienia.
Uśmiechnęłam się przez łzy i schowałam suknię głęboko do szafy.
Wieczorem napisałam w pamiętniku: „Może kiedyś znów uwierzę w miłość… Ale dziś muszę nauczyć się kochać samą siebie.”
Czy można naprawdę zostawić przeszłość za sobą? A może ona zawsze będzie częścią nas – nawet jeśli schowamy ją głęboko do szafy?