W cieniu matki – Rozpad rodziny za zamkniętymi drzwiami
– Znowu nie posprzątałaś po sobie w kuchni, Aniu! – głos mamy przeszył ciszę poranka jak nóż. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w pianie, i poczułam, jak cała złość i bezsilność zbierają się we mnie jak burzowa chmura. Moja córka, Ania, spojrzała na mnie z wyrzutem, a potem na babcię. – Przecież miałam zaraz wrócić, babciu – odpowiedziała cicho, ale w jej oczach widziałam bunt.
Od kiedy mama zamieszkała z nami po śmierci taty, nasz dom przestał być miejscem odpoczynku. Każdy dzień to niekończąca się lista uwag, pretensji i porównań. – Za moich czasów dzieci były bardziej posłuszne – powtarza mama, patrząc na mojego syna, Michała, który coraz częściej zamyka się w swoim pokoju. Mąż, Tomek, próbuje udawać, że nic się nie dzieje, ale widzę, jak coraz częściej wychodzi na długie spacery z psem, byle tylko nie słyszeć kolejnej kłótni.
Pamiętam, jak jeszcze rok temu śmialiśmy się razem przy stole, planowaliśmy wakacje, rozmawialiśmy o wszystkim. Teraz każdy dzień zaczyna się od napięcia, a kończy milczeniem. Mama nie rozumie, że czasy się zmieniły, że dzieci mają swoje zdanie, swoje życie. – Ty też byłaś taka nieposłuszna? – zapytała mnie ostatnio, kiedy próbowałam tłumaczyć Ani, że nie musi się wszystkim przejmować. – Nie, mamo, byłam inna. Ale to nie znaczy, że lepsza – odpowiedziałam, choć wiedziałam, że nie zrozumie.
Najgorsze są wieczory. Siedzimy wszyscy w salonie, każdy z nosem w telefonie albo książce, a mama zaczyna opowiadać o dawnych czasach. – Twój ojciec nigdy by na to nie pozwolił – mówi z wyrzutem, patrząc na Tomka, który tylko wzdycha i wychodzi do kuchni. Czasem mam wrażenie, że jestem rozdarta na tysiąc kawałków – między lojalnością wobec mamy, a miłością do własnej rodziny. – Może powinnam była znaleźć jej własne mieszkanie – myślę czasem, ale zaraz pojawia się poczucie winy. Przecież to moja mama. Sama. Bez taty. Jak mogłabym ją zostawić?
Kilka dni temu doszło do wybuchu. Michał wrócił późno do domu, a mama czekała na niego w przedpokoju. – Gdzie byłeś? – zapytała ostro. – U kolegi, babciu, przecież mówiłem – odpowiedział, ale mama nie odpuszczała. – W moim domu nie ma miejsca na takie zachowanie! – krzyknęła. Michał spojrzał na mnie z rozpaczą. – Mamo, zrób coś – wyszeptał. Stałam jak sparaliżowana. Chciałam stanąć w jego obronie, ale bałam się zranić mamę. W końcu powiedziałam tylko: – Mamo, proszę, daj mu spokój. To już nie te czasy. – A może to ty nie potrafisz wychować własnych dzieci? – odpowiedziała z goryczą. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Michał trzasnął drzwiami swojego pokoju. Tomek nawet nie wyszedł z kuchni.
Od tamtej pory w domu panuje jeszcze większe napięcie. Ania coraz częściej nocuje u koleżanki, Michał zamyka się na klucz, a ja czuję się jak cień samej siebie. Mama chodzi po domu, narzeka na wszystko – na pogodę, na ceny w sklepie, na to, że nikt jej nie słucha. – Kiedyś rodzina trzymała się razem – powtarza. – Teraz każdy myśli tylko o sobie. – Mamo, my się staramy – mówię, ale wiem, że to nieprawda. Ja już nie mam siły się starać.
Wczoraj wieczorem usiadłam z Tomkiem w kuchni. – Tak dalej być nie może – powiedział cicho. – Wszyscy się dusimy. Musimy coś zrobić. – Ale co? – zapytałam bezradnie. – Przecież nie wyrzucę mamy na ulicę. – Może trzeba z nią porozmawiać. Albo znaleźć jej jakieś zajęcie, żeby nie skupiała się tylko na nas – zaproponował. – Spróbuję – odpowiedziałam, choć nie wierzyłam, że to coś zmieni.
Dziś rano zaproponowałam mamie, żeby zapisała się do klubu seniora. – Po co? – zapytała z niechęcią. – Tam same stare baby, które tylko narzekają. – Może znajdziesz tam przyjaciółki, mamo. Może będzie ci raźniej – próbowałam przekonać. – Ja mam rodzinę, nie potrzebuję obcych – ucięła rozmowę.
Czuję się jak więzień we własnym domu. Każda próba rozmowy kończy się kłótnią albo obrażaniem się. Dzieci coraz bardziej się oddalają, Tomek zamyka się w sobie, a ja nie wiem, jak to wszystko naprawić. Czasem myślę, że gdyby tata żył, wszystko wyglądałoby inaczej. Może mama nie byłaby taka zgorzkniała, może ja miałabym więcej siły. Ale tata nie wróci, a ja muszę sobie radzić sama.
Wieczorem, kiedy wszyscy już śpią, siadam w kuchni i płaczę. Wspominam czasy, kiedy mama była moją opoką, kiedy mogłam do niej przyjść z każdym problemem. Teraz ona jest moim największym problemem, a ja nie potrafię jej pomóc. – Czy można kochać i jednocześnie nie znosić własnej matki? – pytam siebie w myślach. – Czy mam prawo myśleć o sobie, skoro ona poświęciła dla mnie całe życie?
Może powinnam być silniejsza. Może powinnam postawić granice. Ale jak to zrobić, kiedy serce rozdziera się na pół? Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Jak poradziliście sobie z konfliktem między własną matką a rodziną? Czasem mam wrażenie, że już nigdy nie odzyskam spokoju. Czy to naprawdę cena, jaką muszę zapłacić za lojalność wobec rodziny?
Czy można być dobrą córką i dobrą matką jednocześnie? A może to po prostu niemożliwe?