Wstyd przy Rodzinnym Stole: Serce Matki w Rozterce
— Mamo, nie rozumiesz… Po prostu czasem mi wstyd. — Głos Kasi drżał, a jej oczy uciekały gdzieś w bok, jakby szukała ratunku na ścianie kuchni. Siedziałyśmy przy stole, na którym stała zimna już herbata i talerz z niedojedzonym ciastem drożdżowym. W powietrzu wisiała cisza, ciężka jak gradowa chmura.
Poczułam, jak serce ściska mi się w klatce piersiowej. Wstyd? Za mnie? Za to, że nie mogę jej pomóc tak, jak robią to jej teściowie? Przecież robię wszystko, co mogę…
— Kasiu, ja naprawdę… Staram się. — Mój głos był cichy, niemal szeptany. — Wiesz, że nie mam tyle pieniędzy co oni. Ale zawsze możesz na mnie liczyć…
— Ale to nie o pieniądze chodzi! — przerwała mi gwałtownie. — Oni zabierają dzieci na wakacje, pomagają z remontem, kupują im nowe rzeczy. Ty… Ty zawsze mówisz, że nie możesz.
Zamknęłam oczy. Przed oczami stanęły mi wszystkie te dni, kiedy liczyłam każdy grosz, żeby starczyło na czynsz i leki. Odkąd zostałam sama po śmierci męża, życie stało się walką o przetrwanie. Pracowałam jako sprzątaczka w szkole, potem dorabiałam na kasie w sklepie spożywczym. Często wracałam do pustego mieszkania z bolącymi plecami i myślą, że jutro będzie tak samo.
Kasia wyszła za Michała pięć lat temu. Jego rodzice mają dom pod Warszawą, prowadzą własną firmę budowlaną. Dla nich nowa pralka czy wyjazd do Chorwacji to żaden problem. Ja mogę co najwyżej upiec ciasto i przywieźć słoik ogórków.
— Przepraszam, mamo… — Kasia spuściła głowę. — Po prostu czasem czuję się gorsza przy nich. Oni wszystko mają…
— A ja? — zapytałam cicho. — Czy ja naprawdę nic ci nie daję?
Milczała długo. W końcu westchnęła:
— Dajesz… Ale to nie to samo.
Wyszła z kuchni, zostawiając mnie z pustką i poczuciem winy. Siedziałam jeszcze długo przy stole, patrząc na swoje spracowane dłonie. Czy naprawdę jestem gorszą matką tylko dlatego, że nie mam pieniędzy?
Wieczorem zadzwoniła sąsiadka, pani Zosia.
— Marysiu, co taka smutna jesteś? — zapytała od razu.
Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała uważnie, a potem powiedziała:
— Dzieci czasem nie widzą tego, co najważniejsze. Moja Basia też zawsze narzekała, że inni mają lepiej. Ale serca matki nic nie zastąpi.
Te słowa trochę mnie podniosły na duchu, ale w nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym, jak bardzo chciałabym dać Kasi więcej. Może powinnam była bardziej się starać? Może powinnam była znaleźć lepszą pracę?
Następnego dnia poszłam do pracy jak zwykle. W szkole dzieci biegały po korytarzu, a ja ścierałam kurz z parapetów. Pani dyrektor podeszła do mnie z uśmiechem:
— Pani Marysiu, bez pani ta szkoła by się rozpadła!
Uśmiechnęłam się blado. Nikt poza szkołą tego nie widział.
Po południu zadzwonił Michał.
— Mamo Marysiu, czy mogłaby pani zostać z dziećmi w sobotę? Musimy z Kasią jechać do Warszawy.
Zgodziłam się bez wahania. Dzieci zawsze rozjaśniały mój dzień.
W sobotę przyszłam wcześniej. Zosia i Antek przywitali mnie okrzykami radości.
— Babciu! Babciu! Zrobisz nam naleśniki?
Patrzyłam na ich roześmiane buzie i czułam ciepło w sercu. Może nie mogę im kupić nowego roweru ani zabrać nad morze, ale mogę być tu dla nich.
Wieczorem Kasia wróciła zmęczona i trochę milsza niż zwykle.
— Dzięki, mamo — powiedziała cicho. — Dzieci cię uwielbiają.
Chciałam jej powiedzieć coś ważnego, ale zabrakło mi odwagi. Zamiast tego tylko ją przytuliłam.
Minęły tygodnie. Kasia coraz rzadziej dzwoniła. Czułam się coraz bardziej zbędna. Pewnego dnia spotkałam ją przypadkiem w sklepie z teściową.
— O! Mama przyszła! — powiedziała teściowa Kasi z szerokim uśmiechem. — Kasieńko mówiła, że dzieci tak bardzo lubią jeździć do nas na działkę!
Kasia spojrzała na mnie szybko i odwróciła wzrok.
Wróciłam do domu ze ściśniętym gardłem. Przez okno patrzyłam na szare bloki i zastanawiałam się, czy naprawdę jestem tylko dodatkiem do życia mojej córki.
Kilka dni później dostałam list od Zosi — narysowała dla mnie serce i napisała: „Babciu Marysiu, kocham cię najbardziej na świecie”.
Płakałam długo nad tym listem. Może dzieci widzą więcej niż dorośli?
W niedzielę postanowiłam porozmawiać z Kasią szczerze.
— Kasiu… Wiem, że nie mam tyle pieniędzy co twoi teściowie. Ale kocham cię całym sercem i zawsze będę przy tobie. Czy to naprawdę za mało?
Kasia popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
— Przepraszam, mamo… Ja po prostu czasem czuję się gorsza przez to wszystko… Ale wiem, że ty zawsze jesteś przy mnie.
Przytuliłyśmy się mocno. Poczułam ulgę i smutek jednocześnie.
Czasem myślę: czy miłość matki naprawdę wystarczy? Czy dzieci kiedyś zobaczą wszystko to, czego nie widać gołym okiem? Co wy o tym sądzicie?