Jak Piotr w tydzień zrozumiał, czym naprawdę jest urlop rodzicielski
– No i co, Anka, ile można siedzieć w domu i narzekać? Przecież ty masz urlop, ja w pracy to dopiero mam ciężko! – Piotr rzucił to niby żartem, ale w jego głosie czułam irytację. Stał w progu kuchni, z teczką pod pachą, a ja znowu z rozmazanym makijażem i plamą po kaszce na bluzce. Nasz młodszy syn, Michałek, właśnie wylał sok na podłogę, a starszy Kuba krzyczał z pokoju, że nie może znaleźć ulubionej zabawki.
Spojrzałam na Piotra i poczułam, jak narasta we mnie złość. – Chciałabym zobaczyć, jak ty sobie radzisz przez tydzień – rzuciłam przez zaciśnięte zęby. – Może wtedy zrozumiesz, co znaczy „odpoczynek” na urlopie rodzicielskim.
Nie spodziewałam się, że Piotr potraktuje to jako wyzwanie. – Dobra, zamieniamy się. Ty idź do pracy, ja zostaję w domu. Zobaczysz, że dam radę! – odpowiedział pewnym siebie tonem. Wtedy jeszcze nie wiedział, co go czeka.
Zaczęło się w poniedziałek. Wyszykowałam się do pracy szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Piotr został z chłopcami. Jeszcze zanim wyszłam, Michałek już płakał, bo chciał inną koszulkę, a Kuba domagał się kanapki z nutellą. Piotr machnął ręką: – Idź już, dam sobie radę!
Wieczorem wróciłam do domu i zobaczyłam chaos. Zabawki wszędzie, resztki obiadu na stole, Piotr siedział na kanapie z pustym wzrokiem. Michałek spał na jego kolanach, a Kuba oglądał bajki w piżamie o 18:00. – Jak było? – zapytałam niewinnie. Piotr tylko westchnął: – Nie wiedziałem, że oni tyle mówią… i pytają… i chcą jeść co godzinę.
Wtorek był jeszcze ciekawszy. O 10:00 dostałam SMS-a: „Gdzie są pieluchy? Michałek się zsikał.” Odpisałam: „W szafce pod przewijakiem.” Po południu kolejny telefon: „Kuba nie chce jeść obiadu. Co mam zrobić?”
– Zjedz sam – poradziłam żartobliwie. Ale Piotr nie miał już humoru.
Wieczorem usiadł przy stole i powiedział: – Anka, ja chyba nie dam rady. Oni są wszędzie! Nawet w łazience nie mogę być sam.
W środę Piotr próbował być super-tatą. Zabrał chłopców na plac zabaw. Wrócili po dwóch godzinach – Michałek cały w błocie, Kuba bez jednej skarpetki. – Jak ty to robisz codziennie? – zapytał mnie szeptem wieczorem.
Czwartek był dniem kryzysu. Michałek miał gorączkę i płakał cały dzień. Kuba domagał się uwagi i marudził, że nudzi mu się w domu. Piotr zadzwonił do mnie do pracy: – Anka, ja nie wiem, jak ty to robisz… On płacze od rana! A Kuba pyta o ciebie co pięć minut.
Piątek był kulminacją wszystkiego. Piotr zaspał rano, nie zdążył zrobić śniadania, Michałek wylał mleko na podłogę, a Kuba rozbił ulubiony kubek. Kiedy wróciłam do domu, Piotr siedział przy stole i płakał razem z Michałkiem.
– Przepraszam cię – powiedział cicho. – Myślałem, że to będzie łatwe… Że będę miał czas na kawę i gazetę… A ja nawet nie miałem czasu się wykąpać.
Usiadłam obok niego i objęłam go ramieniem. – Widzisz? To nie są wakacje. To praca na pełen etat bez przerwy.
W weekend Piotr był już innym człowiekiem. Zaczął pomagać mi bardziej świadomie – sam z siebie sprzątał po obiedzie, bawił się z chłopcami i pytał mnie o zdanie w sprawach wychowawczych. Wieczorem usiedliśmy razem na kanapie.
– Anka… Ja naprawdę cię podziwiam. Nie wiedziałem, że to wszystko jest takie trudne… I że można być tak zmęczonym psychicznie i fizycznie jednocześnie.
Patrzyłam na niego i czułam ulgę pomieszaną ze smutkiem. Ile kobiet słyszy codziennie te same słowa od swoich mężów? Ile razy musimy udowadniać swoją wartość?
Czasem zastanawiam się: dlaczego tak trudno nam wzajemnie się rozumieć? Czy naprawdę musimy zamieniać się rolami, żeby poczuć empatię? Może właśnie takie doświadczenia uczą nas najwięcej o sobie nawzajem…