List, który zmienił wszystko: Opowieść o niespodziewanej zemście i odrodzeniu
– Co to jest? – zapytałam, trzymając w ręku zmięty kawałek papieru, który znalazłam w kieszeni kurtki mojego męża. Głos mi drżał, a serce waliło jak oszalałe. W kuchni panowała cisza, przerywana tylko tykaniem starego zegara po babci. Adam spojrzał na mnie z niechęcią, jakby już od dawna nie był częścią tego domu.
– To chyba oczywiste, Magda – odpowiedział chłodno. – Chcę rozwodu.
Nie pamiętam, jak długo stałam w miejscu, wpatrując się w niego. W głowie miałam mętlik. Przez dwadzieścia lat byliśmy razem, przeszliśmy przez śmierć mojej mamy, narodziny naszych dzieci, kryzysy finansowe i te wszystkie małe codzienne radości. A teraz miałam to wszystko stracić przez jeden list?
Adam odwrócił się i wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą z moimi myślami. Poczułam się jak dziecko, które zgubiło się na dworcu – zagubiona, przestraszona i wściekła jednocześnie. Przez kilka godzin siedziałam przy stole, gapiąc się na ten przeklęty list. „Nie kocham cię już. Chcę zacząć nowe życie.” Tyle wystarczyło, żeby cały mój świat runął.
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja siostra, Kasia.
– Magda? Coś się stało? Słyszę po głosie…
– Adam chce rozwodu – wyszeptałam.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Wiedziałam… – powiedziała cicho. – Widziałam go ostatnio z tą… Anką z pracy.
Zrobiło mi się niedobrze. Anka. Zawsze była zbyt miła, zbyt obecna na wszystkich firmowych imprezach. Adam mówił, że to tylko koleżanka.
– Muszę się dowiedzieć prawdy – powiedziałam stanowczo. – Nie pozwolę mu odejść tak po prostu.
Następne dni były jak życie na autopilocie. Dzieci – Ola i Michał – coś podejrzewały, ale nie chciałam ich martwić. Udawałam przed nimi silną, choć w środku byłam wrakiem człowieka. Adam wracał coraz później, coraz mniej mówił. W końcu postanowiłam działać.
Zadzwoniłam do znajomej prawniczki, Iwony. Spotkałyśmy się w kawiarni na Starym Mieście.
– Magda, musisz być twarda – powiedziała Iwona, patrząc mi prosto w oczy. – Jeśli on cię zdradza, masz prawo walczyć o wszystko: dom, dzieci, alimenty.
Wróciłam do domu z nową energią. Przez kilka dni zbierałam dowody: rachunki za hotele, wiadomości na Messengerze, zdjęcia z imprez firmowych. Każdy ślad był jak cios w serce, ale wiedziałam, że muszę to zrobić dla siebie i dzieci.
Pewnego wieczoru Adam wrócił wcześniej niż zwykle. Siedziałam w salonie z segregatorem pełnym dowodów.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam spokojnie.
Spojrzał na mnie z irytacją.
– O czym?
– O tym, że wiem o Ance. I o wszystkim innym.
Adam zbladł. Przez chwilę milczał, potem zaczął się tłumaczyć:
– To nie tak… Magda, my się po prostu rozjechaliśmy… Ty zawsze byłaś zajęta dziećmi, domem…
– A ty? Ty byłeś zajęty sobą! – wybuchłam. – Myślisz, że możesz tak po prostu odejść? Zostawić mnie z tym wszystkim?
Wybuchła kłótnia jakiej jeszcze nie było w naszym domu. Krzyki obudziły Olę i Michała. Ola wbiegła do salonu ze łzami w oczach.
– Mamo! Tato! Przestańcie!
Adam wybiegł z domu trzaskając drzwiami. Ola rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać.
– Mamo… co teraz będzie?
Przytuliłam ją mocno.
– Damy radę, kochanie. Obiecuję.
Następnego dnia Adam zabrał swoje rzeczy i wyprowadził się do Anki. Dzieci były zdruzgotane. Michał zamknął się w sobie, Ola zaczęła mieć problemy w szkole. Ja jednak nie mogłam sobie pozwolić na słabość. Musiałam być silna dla nich.
Rozprawa rozwodowa była jak koszmar na jawie. Adam próbował udawać ofiarę, mówił o mojej rzekomej „kontroli” i „braku wsparcia”. Ale miałam dowody. Sędzia przyznał mi opiekę nad dziećmi i dom. Adam musiał płacić alimenty.
Po wszystkim poczułam pustkę. Przez kilka tygodni chodziłam jak cień po mieszkaniu. Dzieci pytały o tatę coraz rzadziej. Kasia przyjeżdżała codziennie z obiadem i dobrym słowem.
Pewnego dnia znalazłam w skrzynce kolejny list – tym razem od Anki.
„Magdo,
Nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczysz. Nie chciałam rozbić waszej rodziny… Adam mówił mi różne rzeczy o waszym małżeństwie. Teraz widzę, że to nie była prawda… Jest mi przykro.
Anka”
Zamiast gniewu poczułam ulgę. Wiedziałam już wszystko. Adam był mistrzem manipulacji – nie tylko wobec mnie.
Zaczęłam powoli odbudowywać swoje życie. Zapisałam się na kurs księgowości, znalazłam pracę w biurze rachunkowym u znajomego sąsiada pana Zbyszka. Dzieci zaczęły wracać do siebie – Ola zapisała się na zajęcia teatralne, Michał zaczął grać w piłkę nożną.
Któregoś dnia spotkałam Adama na ulicy. Był zmęczony, postarzały, bez tej pewności siebie co kiedyś.
– Magda… możemy porozmawiać?
Spojrzałam na niego spokojnie.
– O czym? O twoim nowym życiu?
– Anka mnie zostawiła – powiedział cicho.
Nie poczułam satysfakcji ani współczucia. Byłam już kimś innym niż ta kobieta sprzed kilku miesięcy.
– Życzę ci powodzenia – powiedziałam tylko i odeszłam.
Wieczorem usiadłam przy stole z dziećmi i Kasią. Śmialiśmy się z głupich żartów Michała i planowaliśmy wakacje nad morzem.
Czasem myślę o tym liście Adama i o tym wszystkim, co przeszliśmy. Czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy każda tragedia jest początkiem czegoś nowego? Może właśnie po to są takie burze w życiu – żebyśmy mogli odnaleźć siebie na nowo?