Mój ojciec błaga, żebym wybaczył wujkowi, który mnie skrzywdził – ale czy można zapomnieć o przeszłości?

– Michał, proszę cię, to już tyle lat… On jest chory, nie wiadomo, ile mu zostało. – Głos ojca drżał, a ja czułem, jak wzbiera we mnie gniew. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w kuchni, gdzie ściany pamiętały więcej kłótni niż śmiechu. Ojciec patrzył na mnie błagalnie, jakby od mojego przebaczenia zależało jego własne zbawienie.

– Tato, nie każ mi tego robić. – Moje słowa były twarde jak kamień. – Ty nie wiesz, co on mi zrobił. Ty nigdy nie chciałeś wiedzieć.

Zapadła cisza. Ojciec spuścił wzrok na popękaną filiżankę z herbatą. Przez chwilę wydawało mi się, że zaraz się rozpłacze. Ale on nigdy nie płakał. Nawet wtedy, gdy mama odeszła.

Od roku powtarza się ten sam scenariusz: telefon od ojca, prośba o spotkanie, rozmowa o wujku Andrzeju. O tym, że jest sam, że żałuje, że nikt go nie odwiedza. Że rodzina powinna trzymać się razem. Ale ja pamiętam wszystko aż za dobrze.

Miałem siedem lat, kiedy pierwszy raz zostałem u niego na noc. Rodzice jechali do szpitala do babci, a ja miałem zostać u Andrzeja i cioci Basi. Pamiętam zapach jego wódki i dymu papierosowego. Pamiętam jego ciężką dłoń na moim ramieniu i szept: „Nie mów nikomu”.

Przez lata milczałem. Bałem się powiedzieć komukolwiek. Kiedy w końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem mamie, była już zbyt chora, żeby cokolwiek zrobić. Ojciec nie chciał słuchać. „Andrzej to dobry człowiek, tylko czasem przesadza z alkoholem” – powtarzał.

Teraz siedzi przede mną i błaga o wybaczenie dla swojego brata. Dla człowieka, który odebrał mi dzieciństwo.

– Michał… On naprawdę żałuje. Wiem, że to trudne… Ale rodzina to rodzina.

– Rodzina nie powinna krzywdzić – przerywam mu ostro. – Ty zawsze go broniłeś. Nigdy mnie nie słuchałeś.

Ojciec milknie. Wiem, że go ranię, ale nie potrafię inaczej. Przez lata próbowałem zrozumieć jego postawę – czy to strach przed prawdą? Wstyd? A może po prostu wygodnictwo?

W nocy długo nie mogę zasnąć. W głowie słyszę głos matki: „Musisz być silny”. Ale czy siła polega na wybaczeniu? Czy na tym, żeby postawić granicę?

Następnego dnia dzwoni do mnie ciocia Basia.

– Michałku… Andrzej bardzo by chciał cię zobaczyć. On już prawie nie chodzi…

– Ciociu, proszę… Nie mogę – odpowiadam cicho.

– On był wtedy innym człowiekiem… Teraz żałuje wszystkiego.

Odkładam słuchawkę i czuję się winny. Wszyscy oczekują ode mnie przebaczenia – jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Jakby kilka słów mogło cofnąć lata bólu i upokorzenia.

W pracy jestem rozkojarzony. Koleżanka z biura, Kasia, zauważa mój nastrój.

– Coś się stało? – pyta delikatnie.

Przez chwilę waham się, czy jej powiedzieć. Ale potem słowa same wypływają z moich ust.

– Mój ojciec chce, żebym wybaczył wujkowi… A ja nie potrafię.

Kasia kiwa głową ze zrozumieniem.

– Nie musisz wybaczać na siłę. Masz prawo do swoich uczuć.

Te słowa brzmią jak wybawienie. Po raz pierwszy ktoś nie próbuje mnie przekonać do przebaczenia za wszelką cenę.

Wieczorem dzwoni ojciec. Odbieram po kilku sygnałach.

– Michał… Ja wiem, że cię zawiodłem. Ale Andrzej jest moim bratem…

– A ja jestem twoim synem – przerywam mu drżącym głosem.

Po drugiej stronie zapada cisza.

– Przepraszam – mówi w końcu cicho ojciec. – Nie wiem, jak to wszystko naprawić.

Nie odpowiadam. Bo nie wiem, czy da się to naprawić.

W weekend jadę na cmentarz do mamy. Siadam na ławce obok jej grobu i mówię do niej szeptem:

– Mamo… Oni wszyscy chcą, żebym wybaczył. Ale ja nie potrafię zapomnieć tego bólu…

Czuję łzy spływające po policzkach. Po raz pierwszy od lat pozwalam sobie na płacz.

Wracam do domu i długo patrzę w lustro. Widzę w nim dorosłego mężczyznę z oczami przestraszonego dziecka.

Czy naprawdę muszę wybaczyć komuś tylko dlatego, że jest rodziną? Czy mam prawo postawić siebie na pierwszym miejscu?

Może kiedyś znajdę w sobie siłę do przebaczenia – ale dziś jeszcze jej nie mam.

Czy wy też kiedyś stanęliście przed wyborem między lojalnością wobec rodziny a własnym bólem? Czy przebaczenie zawsze jest konieczne?