Mój syn chce, żebym sprzątała jego dom – za pieniądze!
Stałam w kuchni, patrząc na stos brudnych naczyń, które piętrzyły się w zlewie. Mój syn, Wojtek, właśnie wyszedł do pracy, a jego żona, Aleksandra, siedziała w salonie z laptopem na kolanach. Czułam, jak narasta we mnie frustracja. Jak to możliwe, że mój własny syn prosi mnie o sprzątanie ich domu? I to jeszcze za pieniądze! Czy naprawdę tak nisko upadliśmy?
„Mamo, wiem, że to dla ciebie trudne, ale naprawdę potrzebujemy pomocy” – powiedział Wojtek kilka dni wcześniej, kiedy po raz pierwszy zaproponował mi tę absurdalną propozycję. „Aleksandra ma teraz dużo pracy, a ja nie nadążam z obowiązkami domowymi. Oczywiście zapłacimy ci za to.”
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Czyżby mój syn zapomniał o wszystkich wartościach, które starałam się mu przekazać? Rodzina powinna sobie pomagać bezinteresownie, a nie traktować siebie nawzajem jak pracowników.
Aleksandra była inna niż sobie wyobrażałam. Zawsze marzyłam o synowej, która będzie ciepła i rodzinna. Tymczasem ona była chłodna i zdystansowana. Może to przez jej pracę w korporacji? Nie wiem. Ale jedno było pewne – nie potrafiłam jej zaakceptować.
„Czy mogłabyś zrobić nam jeszcze kawę?” – głos Aleksandry wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Czy naprawdę nie widzi, jak bardzo mnie to wszystko boli?
„Oczywiście” – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem i zaczęłam przygotowywać napój.
Wieczorem, kiedy Wojtek wrócił do domu, postanowiłam z nim porozmawiać. „Synu, musimy porozmawiać o tej sytuacji” – zaczęłam ostrożnie.
„Mamo, wiem, że to dla ciebie trudne” – przerwał mi Wojtek. „Ale naprawdę nie mamy innego wyjścia. Aleksandra pracuje po dwanaście godzin dziennie, a ja też mam swoje obowiązki.”
„A co z twoimi obowiązkami jako męża?” – zapytałam z goryczą. „Czy naprawdę uważasz, że płacenie mi za sprzątanie waszego domu to rozwiązanie?”
Wojtek spuścił wzrok. „Nie wiem już, co robić” – przyznał cicho.
Czułam się rozdarta. Z jednej strony chciałam pomóc synowi i być dla niego wsparciem. Z drugiej strony nie mogłam zaakceptować takiego traktowania.
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Aleksandrą. „Czy możemy porozmawiać?” – zapytałam, kiedy wróciła z pracy.
„Oczywiście” – odpowiedziała chłodno.
„Chciałabym wiedzieć, dlaczego uważasz, że to ja powinnam zajmować się waszym domem” – zaczęłam.
Aleksandra spojrzała na mnie z zaskoczeniem. „Myślałam, że chcesz pomóc Wojtkowi” – odpowiedziała.
„Chcę pomóc mojemu synowi, ale nie w taki sposób” – powiedziałam stanowczo.
Rozmowa nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Czułam się jeszcze bardziej zagubiona i sfrustrowana.
Kilka dni później doszło do kłótni między mną a Wojtkiem. „Nie rozumiesz mnie!” – krzyczał Wojtek. „Próbuję tylko znaleźć rozwiązanie!”
„A może to ty powinieneś znaleźć czas dla swojej żony i domu?” – odparowałam.
Po tej kłótni przez kilka dni nie rozmawialiśmy ze sobą. Czułam się samotna i opuszczona.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka Anna. „Jak się trzymasz?” – zapytała.
Opowiedziałam jej o całej sytuacji. „Może powinnaś porozmawiać z Wojtkiem jeszcze raz” – zasugerowała Anna.
Postanowiłam spróbować. Spotkaliśmy się w kawiarni na neutralnym gruncie.
„Wojtek, przepraszam za to wszystko” – zaczęłam. „Nie chciałam cię zranić.”
„Ja też przepraszam” – odpowiedział Wojtek. „Nie powinienem był cię o to prosić.”
Rozmawialiśmy długo o naszych uczuciach i oczekiwaniach. Ustaliliśmy nowe zasady i postanowiliśmy dać sobie czas na odbudowanie relacji.
Teraz patrzę na tę sytuację z innej perspektywy. Może czasem trzeba przejść przez trudne chwile, aby docenić to, co naprawdę ważne? Czy naprawdę warto poświęcać relacje rodzinne dla wygody? Co wy byście zrobili na moim miejscu?