Musieliśmy wymienić zamki, żeby teściowa nie weszła znowu. Moja historia o granicach, rodzinie i strachu.
— Znowu była w naszym mieszkaniu, Michał! — krzyknęłam, trzymając w dłoni otwartą szufladę, w której jeszcze rano leżały moje dokumenty. — Przecież mówiłam ci, żebyś zmienił zamek!
Michał stał w progu, blady, z kluczami w ręku. Widziałam w jego oczach zmęczenie i bezradność. — Zuza, to moja mama… Nie mogę jej tak po prostu wyrzucić z naszego życia.
— Ale to jest NASZE życie! — głos mi się załamał. — Ona nie ma prawa tu wchodzić bez zapowiedzi. Nie ma prawa grzebać w naszych rzeczach!
Wtedy po raz pierwszy poczułam prawdziwy strach. Nie przed obcą osobą, ale przed kimś, kto powinien być rodziną. Przypomniałam sobie wszystkie te drobne sytuacje: przesunięte rzeczy w kuchni, znikające pieniądze z portfela, dziwne komentarze o naszych wydatkach. Zawsze tłumaczyłam to sobie: „To tylko teściowa, chce dobrze”. Ale kiedy zobaczyłam pootwierane szuflady i brak mojej biżuterii po babci, coś we mnie pękło.
Michał próbował mnie uspokoić. — Może po prostu chciała ci pomóc? Może szukała czegoś dla nas?
— Pomóc? — wybuchnęłam śmiechem przez łzy. — Pomóc mi ukraść wspomnienia? Pomóc mi poczuć się jak intruz we własnym domu?
Wiedziałam, że muszę działać. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do ślusarza. Starszy pan przyjechał wieczorem, wymienił zamki i wręczył mi nowe klucze. Trzymałam je w dłoni jak tarczę.
Następnego dnia zadzwoniła teściowa. — Zuzanno, nie mogę wejść do mieszkania. Co się stało z zamkiem?
— Musieliśmy go wymienić — odpowiedziałam chłodno. — Proszę zadzwonić przed wizytą.
— To jest dom mojego syna! — wrzasnęła do słuchawki. — Mam prawo tu być!
— To jest nasz dom. Proszę to uszanować.
Rozłączyła się bez słowa.
Wieczorem Michał wrócił później niż zwykle. Był spięty, unikał mojego wzroku. — Mama płakała przez telefon — powiedział cicho. — Mówi, że ją odtrącamy.
— A ja? — zapytałam szeptem. — Kto mnie chroni?
Przez kolejne dni atmosfera była gęsta jak mgła nad Wisłą w listopadzie. Michał coraz częściej wychodził z domu pod pretekstem pracy. Ja zaczęłam zamykać się w sypialni, sprawdzając co chwilę, czy drzwi są zamknięte.
Pewnego popołudnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam przez wizjer — teściowa stała na klatce schodowej z siatką zakupów i miną obrażonej królowej.
— Otwórz mi natychmiast! — krzyknęła przez drzwi. — Przyniosłam wam obiad!
— Dziękujemy, ale nie jesteśmy głodni — odpowiedziałam spokojnie.
— Ty niewdzięczna dziewucho! — syknęła. — Michał nigdy by tak nie postąpił!
Nie otworzyłam. Stałam za drzwiami i słuchałam jej kroków oddalających się po schodach. Serce waliło mi jak młotem.
Wieczorem Michał wrócił jeszcze bardziej przybity. — Mama mówi, że ją nienawidzisz…
— Nie nienawidzę jej — powiedziałam cicho. — Ale nie pozwolę jej mnie niszczyć.
Zaczęły się telefony do rodziny. Najpierw dzwoniła ciotka Basia: „Zuzanno, co ty wyprawiasz? Przecież to tylko teściowa!”. Potem kuzynka Ania: „Może powinnaś być bardziej wyrozumiała?”. Każdy miał dla mnie radę, nikt nie pytał, jak się czuję.
Pewnej nocy Michał nie wrócił do domu. Zadzwonił rano: — Spałem u mamy. Musimy porozmawiać.
Czekałam na niego całą noc, patrząc na puste miejsce po jego stronie łóżka. Gdy wrócił, był blady i zmęczony.
— Zuza… Ona jest sama. Ojciec odszedł dawno temu, brat mieszka za granicą…
— A ja? — przerwałam mu drżącym głosem. — Ja też jestem sama w tym wszystkim.
Wtedy pierwszy raz od dawna Michał spojrzał mi prosto w oczy.
— Boję się wybrać między tobą a mamą — wyszeptał.
— Nie musisz wybierać — powiedziałam łamiącym się głosem. — Wystarczy, że postawisz granice.
Ale on milczał.
Minęły tygodnie. Teściowa przestała dzwonić, rodzina przestała się odzywać. W domu panowała cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem.
Któregoś dnia znalazłam na wycieraczce list od teściowej:
„Zuzanno,
Nie rozumiesz matczynej miłości. Kiedyś będziesz matką i wtedy pojmiesz mój ból.”
Poczułam łzy pod powiekami, ale nie pozwoliłam im spłynąć.
Michał wrócił tego wieczoru wcześniej niż zwykle. Usiadł obok mnie na kanapie.
— Przepraszam cię, Zuza… Za wszystko. Za to, że nie potrafiłem cię ochronić.
Objął mnie mocno i pierwszy raz od miesięcy poczułam się bezpieczna.
Ale wiedziałam, że to dopiero początek walki o nasze życie i naszą prywatność.
Czasem zastanawiam się: czy można kochać rodzinę i jednocześnie bronić siebie? Czy stawianie granic to egoizm czy konieczność? Co wy byście zrobili na moim miejscu?