Powrót do przeszłości: Spotkanie na ławeczce przed szkołą

Siedziałam w samochodzie zaparkowanym przy starym rynku i patrzyłam na znajome kamienice, które przez lata śniły mi się po nocach. Dłonie drżały mi na kierownicy, a serce waliło jak oszalałe. „Po co tu wróciłam?” – pytałam siebie w myślach, próbując uspokoić oddech. Przecież to miała być tylko krótka wizyta u kuzynki, kilka zdjęć do albumu, zamknięcie pewnego rozdziału. Ale już wiedziałam, że to nie będzie takie proste.

Wysiadłam i ruszyłam w stronę szkoły. Mijając znajome podwórka, czułam się jak duch – niewidzialna dla ludzi, ale widząca wszystko wyraźniej niż kiedykolwiek. Zapach lip unoszący się w powietrzu mieszał się z zapachem kredy, który pamiętałam z dzieciństwa. Drewniane schody skrzypiały pod moimi stopami dokładnie tak samo jak wtedy, gdy miałam siedemnaście lat i świat wydawał się prosty.

Przed wejściem do szkoły stała ta sama ławeczka. Zatrzymałam się gwałtownie. Na niej siedział mężczyzna z siwymi włosami, pochylony nad książką. Nie musiałam się długo przyglądać – poznałam go od razu. Andrzej. Ten sam chłopak, który kiedyś złamał mi serce.

Zanim zdążyłam się wycofać, podniósł wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. Przez chwilę żadne z nas się nie odezwało. Czułam, jak wracają wszystkie emocje sprzed lat – gniew, żal, tęsknota i coś jeszcze, czego nie umiałam nazwać.

– Anna? – zapytał cicho, jakby nie wierzył własnym oczom.

– Tak… – odpowiedziałam drżącym głosem. – To ja.

Usiadłam obok niego na ławeczce. Przez chwilę milczeliśmy, słuchając śpiewu ptaków i odgłosów dzieci bawiących się na boisku. W końcu Andrzej odezwał się pierwszy:

– Myślałem o tobie przez te wszystkie lata. Zastanawiałem się, czy jeszcze kiedyś cię zobaczę.

Poczułam ukłucie w sercu. Przypomniałam sobie tamten dzień, kiedy dowiedziałam się, że Andrzej spotyka się z moją najlepszą przyjaciółką, Martą. Jak bardzo bolało mnie jego milczenie i to, że nie miał odwagi powiedzieć mi prawdy prosto w oczy.

– Dlaczego wtedy nic nie powiedziałeś? – zapytałam nagle, nie mogąc już dłużej tłumić emocji.

Spojrzał na mnie smutno.

– Bałem się. Byłem głupi i niedojrzały. Myślałem, że tak będzie łatwiej… dla wszystkich.

Prychnęłam z goryczą.

– Dla wszystkich? A pomyślałeś o mnie? O tym, jak bardzo mnie zraniłeś?

Andrzej spuścił głowę.

– Przepraszam cię, Aniu. Wiem, że to niczego nie zmieni. Straciłem cię wtedy na zawsze.

Przez chwilę chciałam wstać i odejść, zostawić go z tymi słowami. Ale coś mnie powstrzymało. Może to była ciekawość, a może potrzeba zamknięcia tej historii raz na zawsze.

– A Marta? – zapytałam cicho.

Westchnął ciężko.

– Odeszła ode mnie po kilku latach. Nigdy nie była szczęśliwa… Ja też nie byłem. Często myślałem o tym, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybym wtedy postąpił inaczej.

Patrzyłam na niego i widziałam w jego oczach ten sam smutek, który nosiłam w sobie przez lata. Może oboje byliśmy ofiarami własnych wyborów i tchórzostwa?

Nagle przypomniałam sobie rozmowę sprzed lat z moją matką. „Nie ufaj ludziom za bardzo, Aniu” – mówiła zawsze. „Ludzie potrafią ranić nawet tych, których kochają najbardziej.” Wtedy nie rozumiałam tych słów. Teraz nabrały nowego znaczenia.

– Wiesz… – zaczęłam powoli – przez długi czas obwiniałam cię za wszystko złe w moim życiu. Za to, że nie potrafiłam zaufać innym mężczyznom, że bałam się bliskości… Ale dziś widzę, że to nie tylko twoja wina. Ja też uciekłam przed problemami zamiast je rozwiązać.

Andrzej spojrzał na mnie z wdzięcznością.

– Może jeszcze nie jest za późno, żeby sobie wybaczyć? – zapytał cicho.

Zamilkliśmy na chwilę. W oddali rozległ się dzwonek szkolny i dzieci zaczęły wychodzić na przerwę. Patrzyliśmy na nie w milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach.

Nagle usłyszałam znajomy głos za plecami:

– Ciociu Aniu! – To była moja kuzynka Magda z córką Zosią.

Wstałam powoli z ławeczki.

– Muszę już iść – powiedziałam do Andrzeja.

– Rozumiem… Ale jeśli kiedyś będziesz chciała porozmawiać…

Uśmiechnęłam się smutno.

– Może kiedyś…

Odeszłam powoli w stronę Magdy i Zosi, czując ulgę i smutek jednocześnie. Przeszłość już mnie nie bolała tak jak kiedyś, ale zostawiła we mnie ślad na zawsze.

Wieczorem siedziałam przy oknie w pokoju kuzynki i patrzyłam na światła miasta. W głowie wciąż brzmiały mi słowa Andrzeja: „Może jeszcze nie jest za późno…” Czy naprawdę można wybaczyć po tylu latach? Czy warto wracać do miejsc i ludzi z przeszłości? A może lepiej zostawić wszystko za sobą i żyć dalej?

Czasem myślę, że życie to nieustanne wybory między tym, co było a tym, co mogłoby być. Może właśnie dlatego wracamy do miejsc, które nas zraniły – żeby w końcu znaleźć spokój.