Przed drzwiami przebaczenia: Historia jednej kobiety z Krakowa
Stoję przed drzwiami naszego starego mieszkania na Kazimierzu. Klucz w dłoni drży mi tak bardzo, że aż boję się, że zaraz wypadnie. W środku czeka Michał – ten sam Michał, który rok temu spakował walizki i wyszedł, zostawiając mnie z dwójką dzieci i tysiącem pytań bez odpowiedzi. Wtedy nie płakałam. Byłam zbyt wściekła, zbyt zraniona, żeby pozwolić sobie na łzy. Teraz, kiedy wrócił i prosi o rozmowę, czuję, jak cała ta złość i ból wracają ze zdwojoną siłą.
– Anka, proszę, otwórz – słyszę jego głos zza drzwi. Jest cichy, jakby bał się, że zaraz ucieknę. Może powinien się bać. Może powinnam nie otwierać. Ale dzieci są w środku. Słyszałam, jak rozmawiają z nim przez telefon, jak pytały, kiedy wróci. Nie mogę im tego zabrać, choć sama nie wiem, czy jestem gotowa na jego powrót.
Otwieram drzwi. Michał stoi w przedpokoju, wygląda na starszego, zmęczonego. Ma podkrążone oczy, zarost, którego nigdy wcześniej nie nosił. Patrzy na mnie z nadzieją, ale i z lękiem. Przez chwilę stoimy w milczeniu, każde z nas walczy ze sobą, żeby nie wybuchnąć.
– Dziękuję, że mnie wpuściłaś – mówi w końcu. – Wiem, że nie zasługuję na to, ale muszę z tobą porozmawiać.
Chciałabym powiedzieć mu, żeby wyszedł. Że nie chcę go widzieć, że nie potrzebuję jego przeprosin. Ale nie mogę. W środku coś mnie ściska, jakaś część mnie wciąż go kocha, choć nie powinnam.
– Dzieci są w swoim pokoju – mówię chłodno. – Jeśli chcesz, możesz z nimi porozmawiać. Ja… ja muszę się przejść.
Wychodzę na balkon, zamykam za sobą drzwi. Oddycham głęboko, próbuję się uspokoić. Przypominam sobie tamten dzień, kiedy dowiedziałam się o jego zdradzie. To była sobota, dzieci bawiły się w salonie, a ja znalazłam wiadomość na jego telefonie. „Tęsknię za tobą, Michałku. Kiedy znowu się zobaczymy?”. Zamarłam. Nie zrobiłam awantury. Po prostu spojrzałam mu w oczy i zapytałam: „Ile to trwa?”. Nie zaprzeczył. Powiedział tylko: „Przepraszam, Anka. Nie wiem, co się ze mną stało”.
Przez kolejne miesiące żyłam jak w transie. Praca, dzieci, dom. Wszystko na mojej głowie. Mama pomagała, ale była już schorowana. Sąsiadka czasem zabierała dzieci na spacer. Wieczorami siadałam przy kuchennym stole i patrzyłam na puste miejsce po nim. Czasem miałam ochotę zadzwonić, zapytać, czy jest szczęśliwy. Ale nie zrobiłam tego. Dumna, choć zraniona.
Teraz wrócił. Mówi, że tamta kobieta go zostawiła. Że zrozumiał, co stracił. Że chce naprawić wszystko, co zepsuł. Ale czy można naprawić coś, co rozpadło się na milion kawałków?
Wracam do mieszkania. Słyszę śmiech dzieci. Michał siedzi z nimi na podłodze, układają puzzle. Przez chwilę wyglądają jak szczęśliwa rodzina. Ale ja wiem, że to tylko pozory. W środku czuję się jak widz w teatrze, który zna zakończenie sztuki, ale nie może nic zrobić, żeby je zmienić.
– Anka, możemy porozmawiać? – pyta Michał, kiedy dzieci idą do łazienki.
Siadam naprzeciwko niego. Patrzę mu prosto w oczy. Widzę w nich ból, żal, ale i nadzieję. On naprawdę wierzy, że możemy zacząć od nowa.
– Dlaczego wróciłeś? – pytam cicho. – Dlaczego teraz?
– Bo zrozumiałem, że bez was nie jestem nikim. Tamta kobieta… to był błąd. Myślałem, że potrzebuję czegoś nowego, że jestem jeszcze młody. Ale to wszystko było iluzją. Zostawiła mnie, kiedy przestałem być dla niej ciekawy. A wy… wy jesteście moją rodziną. Proszę, daj mi szansę.
Chciałabym mu uwierzyć. Chciałabym poczuć, że wszystko może wrócić do normy. Ale nie potrafię zapomnieć tych wszystkich nocy, kiedy płakałam w poduszkę, kiedy dzieci pytały, gdzie jest tata, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
– Michał, nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć. Nie wiem, czy chcę znowu żyć tak, jak wcześniej. Zmieniłam się. Już nie jestem tą samą Anką, którą zostawiłeś. Nauczyłam się radzić sobie sama. Może nie jestem szczęśliwa, ale przynajmniej wiem, na czym stoję.
Michał spuszcza głowę. Widzę, że walczy ze łzami. Przez chwilę jest cicho. Słychać tylko szum ulicy za oknem.
– Rozumiem. Ale proszę, daj mi szansę. Chociaż na rozmowę. Chcę być ojcem dla naszych dzieci. Chcę ci pomóc. Nie musimy być razem, jeśli tego nie chcesz. Ale nie chcę już być obcym w waszym życiu.
Patrzę na niego i czuję, jak w środku coś się we mnie łamie. Z jednej strony chciałabym, żeby wszystko było jak dawniej. Z drugiej – boję się, że znowu mnie zrani. Że znowu zostanę sama.
Wieczorem, kiedy dzieci już śpią, siedzę przy oknie i patrzę na światła miasta. Michał śpi na kanapie w salonie. Myślę o wszystkich latach, które spędziliśmy razem. O ślubie w kościele Mariackim, o pierwszym wspólnym mieszkaniu, o narodzinach dzieci. I o tej jednej chwili, która wszystko zniszczyła.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy można zaufać komuś, kto raz już zawiódł? Czy warto próbować jeszcze raz, czy lepiej zacząć nowe życie, bez niego?
Nie wiem. Może nigdy się tego nie dowiem. Ale wiem jedno – nie jestem już tą samą kobietą, którą byłam rok temu. I może właśnie to jest najważniejsze.
Czy naprawdę można zbudować coś nowego na gruzach starego życia? Czy warto dać drugą szansę komuś, kto raz już ją zmarnował? Może wy mi powiecie, co byście zrobili na moim miejscu…