Przerwany krąg: Przyjaźń, narodziny i sekret, który zmienił wszystko
— Marzena, proszę, zostań ze mną jeszcze chwilę… — Zofia ścisnęła moją dłoń tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. Była blada, spocona, a jej oczy błyszczały od łez i bólu. W sali porodowej panował półmrok, a ja czułam, jak moje serce bije szybciej z każdym jej skurczem. To był moment, na który czekałyśmy razem od miesięcy. Miałyśmy być dla siebie wsparciem — jak zawsze.
Od dzieciństwa byłyśmy nierozłączne. Razem chodziłyśmy do szkoły w naszym małym miasteczku pod Krakowem, razem przeżywałyśmy pierwsze miłości i rozczarowania. Zofia była moją opoką, a ja jej powierniczką. Kiedy zaszła w ciążę, nie było dla mnie ważniejszej rzeczy niż towarzyszyć jej w tej drodze. Jej partner, Michał, był często w delegacjach — to ja byłam przy niej na każdej wizycie u lekarza, to ja trzymałam ją za rękę podczas pierwszego USG.
Poród trwał długo. Zofia krzyczała z bólu, a ja próbowałam ją uspokoić, choć sama byłam przerażona. W końcu rozległ się pierwszy płacz dziecka. Położna podała Zofii maleńką dziewczynkę. Łzy napłynęły mi do oczu — ze wzruszenia i radości. Zofia spojrzała na mnie z wdzięcznością.
— Dziękuję… — wyszeptała. — Bez ciebie bym nie dała rady.
Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że ten dzień będzie początkiem końca naszej przyjaźni.
Kilka dni później odwiedziłam Zofię w szpitalu. Michał był już przy niej, ale wydawał się spięty i nieobecny. Mała Lena spała spokojnie w łóżeczku. Przyniosłam im domowe ciasto i kilka ubranek dla dziecka. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, ale czułam, że coś się zmieniło. Zofia była zamyślona, unikała mojego wzroku.
— Marzena… — zaczęła nagle cicho. — Muszę ci coś powiedzieć.
Zamarłam. W jej głosie było coś dziwnego, jakby strach i wstyd jednocześnie.
— Co się stało? — zapytałam ostrożnie.
Zofia spojrzała na Michała, który tylko skinął głową i wyszedł z sali.
— Pamiętasz tamtą noc… po twoich urodzinach? — zapytała drżącym głosem.
Poczułam zimny dreszcz na plecach. Oczywiście pamiętałam. To była szalona noc — dużo wina, śmiechu, tańca. Michał odwoził nas do domu, bo Zofia źle się poczuła. Ja zostałam jeszcze chwilę na imprezie z kolegami ze studiów.
— Marzena… Ja… Ja wtedy…
Zatrzymała się na chwilę, jakby brakowało jej odwagi.
— Michał został u mnie na noc — powiedziała w końcu szeptem. — Pokłóciliśmy się wtedy o ciebie… A potem…
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz zemdleję.
— Chcesz powiedzieć… że…? — głos mi się załamał.
Zofia skinęła głową i rozpłakała się na dobre.
— Nie wiem, czy Lena jest jego córką… czy twojego byłego chłopaka…
Świat zawirował mi przed oczami. Przez gardło nie mogłam wydusić ani słowa. Wszystko nagle straciło sens: nasze wspólne wspomnienia, plany na przyszłość, nawet ta radość z narodzin dziecka.
Wyszłam ze szpitala jak automat. Przez kilka dni nie odbierałam telefonów od Zofii ani Michała. Nie mogłam spać ani jeść. Czułam się zdradzona przez dwie najbliższe osoby na świecie.
Mama zauważyła mój stan.
— Co się dzieje? — zapytała pewnego wieczoru przy kolacji.
Nie chciałam mówić prawdy, ale łzy same napłynęły mi do oczu.
— Zofia mnie zdradziła…
Mama objęła mnie ramieniem i pozwoliła mi wypłakać się jak małe dziecko.
Minęły tygodnie. Zofia pisała do mnie codziennie: „Proszę, odezwij się”, „Tęsknię za tobą”, „Nie wiem, co robić”. W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do niej.
Siedziała w kuchni z Leną na rękach. Wyglądała na wykończoną.
— Przepraszam cię… — zaczęła od razu. — Nie chciałam cię zranić. To wszystko wymknęło się spod kontroli…
Patrzyłam na nią długo w milczeniu. Widziałam jej ból i żal. Ale we mnie buzowała złość i rozczarowanie.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? — zapytałam cicho.
— Bałam się cię stracić…
Wtedy Lena zaczęła płakać. Zofia tuliła ją do siebie, a ja poczułam ukłucie zazdrości i żalu jednocześnie. Przecież to ja miałam być matką chrzestną tej dziewczynki…
Wyszłam bez słowa. Przez kolejne dni próbowałam sobie wszystko poukładać w głowie. Czy mogę wybaczyć Zofii? Czy nasza przyjaźń ma jeszcze sens? Czy można odbudować zaufanie po takiej zdradzie?
Dziś mijają trzy miesiące od tamtego dnia. Nie rozmawiamy już codziennie jak dawniej. Spotykamy się czasem na spacerze z Leną — rozmawiamy o pogodzie, o pracy, o dziecku… Ale to już nie jest to samo.
Często patrzę w lustro i pytam siebie: czy lepiej żyć z prawdą, która boli, czy z kłamstwem, które daje złudne szczęście? Czy można wybaczyć komuś wszystko tylko dlatego, że kiedyś był dla nas wszystkim?
Może wy też kiedyś musieliście wybierać między sercem a rozumem? Jak podnieść się po zdradzie najbliższej osoby?