Złamane skrzydła: Mój dramatyczny bój o własne życie
– Katka, znowu nie zrobiłaś obiadu? – głos Piotra odbił się echem w ciasnej kuchni, a ja poczułam, jak ściska mi się gardło. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, i patrzyłam na swoje odbicie w oknie. „Nie płacz, nie teraz” – powtarzałam sobie w myślach, próbując ukryć drżenie dłoni.
– Przepraszam, miałam dziś ciężki dzień w pracy – odpowiedziałam cicho, ale Piotr tylko prychnął i rzucił kluczami na stół.
– Zawsze masz wymówki. Może gdybyś się bardziej starała, nie musiałbym wszystkiego robić sam – powiedział, po czym wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami. Zostałam sama, z poczuciem winy, które znałam aż za dobrze.
Mój świat od dawna był szary. Praca w urzędzie gminy w małym miasteczku pod Warszawą nie dawała mi satysfakcji, a po powrocie do domu czekała mnie kolejna zmiana – gotowanie, sprzątanie, pranie. Piotr, choć kiedyś czuły i opiekuńczy, z czasem stał się kimś obcym. Coraz częściej wracał rozdrażniony, a ja coraz częściej czułam się niewidzialna.
Moja mama, Teresa, powtarzała: – Katka, kobieta musi być silna, musi dbać o rodzinę. Nie narzekaj, tylko rób swoje. Ale ile można być silną, kiedy każdy dzień zaczyna się od kłótni, a kończy łzami w poduszkę?
Pewnego wieczoru, gdy Piotr wrócił późno i nawet nie spojrzał w moją stronę, usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać do mojej siostry, Magdy. „Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam. Czuję się, jakbym tonęła” – napisałam. Odpisała niemal natychmiast: „Przyjedź do mnie na weekend. Musisz odpocząć. Pogadamy.”
Zebrałam się na odwagę i powiedziałam Piotrowi, że wyjeżdżam na dwa dni. – Po co? – zapytał z irytacją. – Zostawiasz mnie samego?
– Potrzebuję chwili dla siebie – odpowiedziałam, a on tylko wzruszył ramionami.
U Magdy poczułam się, jakbym zrzuciła z siebie ciężki płaszcz. Siedziałyśmy do późna, piłyśmy herbatę i rozmawiałyśmy o wszystkim, tylko nie o Piotrze. – Katka, musisz coś zmienić. Nie możesz tak żyć – powiedziała w końcu Magda, patrząc mi prosto w oczy. – Wiem, ale boję się. Boję się, że nie dam sobie rady sama – wyszeptałam, a łzy popłynęły mi po policzkach.
Wróciłam do domu z nową energią, ale już w progu poczułam znajome napięcie. Piotr siedział przed telewizorem, nawet nie podnosząc wzroku, gdy weszłam. – Dobrze się bawiłaś? – zapytał z przekąsem. – Tak, potrzebowałam tego – odpowiedziałam spokojnie. – Może powinnaś tam zostać na zawsze – rzucił, a ja poczułam, jak coś we mnie pęka.
Od tego dnia zaczęłam się zmieniać. Przestałam przepraszać za wszystko, zaczęłam mówić, co czuję. Piotr nie był zadowolony. Coraz częściej dochodziło do kłótni. – Myślisz, że jesteś lepsza? – krzyczał. – Nie, po prostu chcę być szczęśliwa – odpowiadałam, choć głos mi drżał.
Mama nie rozumiała. – Katka, co ty wyprawiasz? Rozbijesz rodzinę przez swoje fanaberie! – mówiła przez telefon. – Mamo, nie jestem szczęśliwa. Nie chcę tak żyć – tłumaczyłam, ale ona tylko wzdychała ciężko.
W pracy też nie było łatwo. Szefowa, pani Ewa, coraz częściej zlecała mi dodatkowe zadania. – Katka, wiem, że dasz radę. Jesteś najlepsza w zespole – mówiła, ale ja czułam, że zaraz się rozpadnę. Często zamykałam się w łazience i płakałam po cichu, żeby nikt nie widział.
Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu, zobaczyłam, że Piotr spakował część swoich rzeczy. – Wyjeżdżam do matki na kilka dni. Może wtedy zrozumiesz, jak bardzo mnie potrzebujesz – powiedział, patrząc na mnie z góry. – Może to ja zrozumiem, jak bardzo potrzebuję siebie – odpowiedziałam, zaskakując nawet samą siebie.
Przez te kilka dni byłam sama. Cisza w mieszkaniu była przerażająca, ale i kojąca. Zaczęłam chodzić na długie spacery, słuchałam muzyki, czytałam książki, na które wcześniej nie miałam czasu. Zaczęłam czuć, że wracam do życia.
Kiedy Piotr wrócił, był inny. – Przemyślałem wszystko. Może powinniśmy się rozstać – powiedział bez emocji. – Może powinniśmy – odpowiedziałam spokojnie. Nie płakałam. Nie błagałam. Po raz pierwszy poczułam się wolna.
Rozwód nie był łatwy. Mama płakała, tata milczał, a Magda była przy mnie na każdym kroku. – Katka, jesteś silniejsza, niż myślisz – powtarzała. W pracy zaczęłam się uśmiechać, ludzie zauważyli zmianę. – Coś się stało? – pytała pani Ewa. – Tak, zaczęłam żyć dla siebie – odpowiadałam z uśmiechem.
Dziś, patrząc w lustro, widzę inną kobietę. Nadal mam blizny, nadal czasem boję się przyszłości, ale wiem, że zasługuję na szczęście. Czasem pytam siebie: ile kobiet w Polsce żyje w cieniu, bo boją się zawalczyć o siebie? Może moja historia pomoże choć jednej z nich uwierzyć, że można się podnieść, nawet gdy skrzydła są złamane.
Czy Wy też kiedyś musieliście walczyć o siebie? Jak znaleźliście w sobie siłę, by zacząć od nowa?