Niekończące się pożyczki: Kiedy finanse rodzinne stają się problemem

„Nie mogę w to uwierzyć, Julian! Jak mogła kupić sobie tę torebkę, kiedy wciąż nie oddała nam pieniędzy?” – wybuchłam, rzucając gazetę na stół. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie mojej teściowej, Stefanii, z nową, luksusową torebką od znanego projektanta. Julian spojrzał na mnie z mieszanką zaskoczenia i zmęczenia.

„Kochanie, wiem, że to trudne, ale mama obiecała, że odda pieniądze. Musimy być cierpliwi” – próbował mnie uspokoić, ale jego słowa tylko dolały oliwy do ognia.

„Cierpliwi? Julian, to już trzeci miesiąc! A my musieliśmy zrezygnować z wakacji, żeby jej pomóc!” – moje słowa były pełne goryczy. Wiedziałam, że Julian kocha swoją matkę i zawsze stara się ją wspierać, ale tym razem czułam się oszukana.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, kiedy Stefania przyszła do nas z prośbą o pożyczkę. Miała problemy finansowe po tym, jak jej sklep z odzieżą zaczął przynosić straty. Julian nie zastanawiał się ani chwili – od razu zgodził się pomóc. Ja miałam wątpliwości, ale nie chciałam być tą złą synową, która odmawia pomocy rodzinie.

„Zrozum mnie dobrze” – powiedziałam wtedy Julianowi – „Chcę pomóc twojej mamie, ale musimy być ostrożni. To duża suma pieniędzy.” Julian przytaknął i obiecał, że wszystko będzie w porządku.

Jednak teraz, patrząc na zdjęcie Stefanii z torebką wartą tyle co nasza miesięczna rata kredytu hipotecznego, czułam się zdradzona. Jak mogła tak lekkomyślnie wydawać pieniądze, kiedy my musieliśmy zaciskać pasa?

Wieczorem tego samego dnia postanowiłam porozmawiać ze Stefanią. Julian próbował mnie powstrzymać, ale byłam zdeterminowana. Musiałam wiedzieć, co się dzieje.

„Stefania, możemy porozmawiać?” – zapytałam przez telefon. W jej głosie słychać było lekkie zdziwienie.

„Oczywiście, kochanie. Coś się stało?”

„Chciałabym porozmawiać o pieniądzach, które ci pożyczyliśmy” – powiedziałam bez ogródek. Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Ach, tak… Wiesz, że zawsze jestem wdzięczna za waszą pomoc” – zaczęła Stefania wymijająco.

„Stefania, widziałam zdjęcie w gazecie. Ta torebka…” – nie dokończyłam zdania.

„Och, to była okazja! Nie mogłam jej przegapić!” – odpowiedziała z entuzjazmem w głosie.

„Ale my musieliśmy zrezygnować z wakacji” – powiedziałam cicho.

„Rozumiem… Przepraszam, nie zdawałam sobie sprawy…” – jej głos nagle stał się bardziej poważny.

Rozmowa zakończyła się bez konkretnego rozwiązania. Czułam się jeszcze bardziej sfrustrowana niż wcześniej. Julian próbował mnie pocieszyć, mówiąc, że Stefania na pewno znajdzie sposób na spłatę długu.

Minęły kolejne tygodnie. Nasze życie toczyło się dalej, ale cień tej pożyczki ciążył nad nami jak burzowa chmura. Każda rozmowa o finansach kończyła się kłótnią. Julian próbował zachować spokój i tłumaczył mi, że jego matka zawsze była impulsywna i że musimy dać jej czas.

Pewnego dnia przyszła do nas niespodziewanie. Miała ze sobą kopertę i wyglądała na zdenerwowaną.

„Chciałam wam to oddać” – powiedziała, wręczając mi kopertę. W środku była część pieniędzy, które jej pożyczyliśmy.

„Dziękuję” – powiedziałam szczerze zaskoczona.

„Wiem, że popełniłam błąd” – przyznała Stefania ze łzami w oczach. „Nie powinnam była kupować tej torebki. Chciałam wam pokazać, że potrafię sobie radzić sama… Ale chyba przesadziłam.”

Julian objął ją ramieniem i powiedział: „Mamo, wszyscy popełniamy błędy. Ważne jest to, że próbujesz je naprawić.”

Patrzyłam na nich i czułam mieszankę ulgi i smutku. Ulgi, bo część pieniędzy wróciła do nas i smutku, bo wiedziałam, jak bardzo ta sytuacja nas wszystkich obciążyła.

Czy warto było ryzykować nasze relacje dla pieniędzy? Czy można było tego uniknąć? Może czasem lepiej jest postawić granice i nauczyć się mówić „nie”, nawet jeśli chodzi o rodzinę?