Błagam sąsiada o pomoc dla mamy i brata – nie uwierzycie, co się wydarzyło!
– Mamo, on znowu ma gorączkę! – krzyknęłam z kuchni, czując jak łzy napływają mi do oczu. Siedziałam na podłodze, trzymając w ramionach mojego młodszego brata, Kubę. Jego ciało drżało, a oczy miał zamglone. Mama wbiegła do pokoju, blada jak ściana.
– Zosia, musimy jechać do szpitala. Natychmiast – powiedziała drżącym głosem.
Wiedziałam, co to oznacza. Nasz stary fiat od tygodnia stał pod blokiem z urwanym tłumikiem i rozładowanym akumulatorem. Mechanik powiedział, że naprawa przekroczy nasze możliwości finansowe. Mama od miesięcy pracowała na dwie zmiany w sklepie spożywczym, a ja dorabiałam korepetycjami z matematyki. Każda złotówka była na wagę złota.
Przez chwilę stałyśmy w milczeniu. Kuba jęknął cicho. Wtedy poczułam, jak coś we mnie pęka.
– Pójdę do pana Nowaka – powiedziałam nagle. Mama spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
– Zosia… przecież on…
– Nie mamy wyjścia! – przerwałam jej. – On ma dwa samochody i zawsze powtarza, że trzeba sobie pomagać.
Wyszłam z mieszkania, czując jak serce wali mi w piersi. Pan Nowak mieszkał piętro wyżej. Był wdowcem po sześćdziesiątce, zawsze elegancki, z dystansem. Ludzie mówili o nim różne rzeczy: że dorobił się na prywatyzacji, że jest skąpy i wyniosły. Ale widziałam też, jak czasem pomagał sąsiadom – choćby przynosił zakupy pani Stasi z parteru.
Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył niemal natychmiast.
– Dzień dobry, panie Nowak… Przepraszam, że przeszkadzam… – zaczęłam niepewnie.
Spojrzał na mnie spod krzaczastych brwi.
– Co się stało?
– Mój brat… Kuba… jest bardzo chory. Musimy natychmiast jechać do szpitala, a nasz samochód…
Nie dokończyłam. Pan Nowak bez słowa sięgnął po kluczyki.
– Chodź – powiedział krótko.
W drodze do szpitala milczeliśmy. Kuba leżał na tylnym siedzeniu, mama trzymała go za rękę i szeptała mu coś do ucha. Pan Nowak prowadził pewnie, ale widziałam, jak co chwilę zerka w lusterko.
W szpitalu lekarze natychmiast zabrali Kubę na oddział. Mama pobiegła za nimi, a ja zostałam na korytarzu z panem Nowakiem. Przez chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy.
– Dziękuję… – wyszeptałam w końcu. – Nie wiem, co byśmy bez pana zrobili.
Spojrzał na mnie uważnie.
– Ludzie myślą o mnie różne rzeczy – powiedział cicho. – Ale ja też kiedyś miałem rodzinę. I wiem, jak to jest bać się o kogoś bliskiego.
Zaskoczył mnie tym wyznaniem. Zawsze wydawał się taki niedostępny.
Po kilku godzinach lekarz wyszedł do nas z informacją: „Stan stabilny, ale dobrze, że przyjechaliście tak szybko”. Mama rozpłakała się z ulgi. Pan Nowak położył jej rękę na ramieniu.
Wróciliśmy do domu późno w nocy. Pan Nowak odprowadził nas pod drzwi.
– Jeśli będziecie czegoś potrzebować… proszę nie wahać się prosić – powiedział i odszedł bez słowa.
Myślałam, że to koniec tej historii. Ale następnego dnia rano ktoś zapukał do naszych drzwi. To był pan Nowak z torbą pełną zakupów i kopertą.
– To dla was – powiedział stanowczo, widząc nasze protesty. – Nie przyjmuję odmowy.
Mama rozpłakała się po raz kolejny tego dnia.
Od tamtej pory pan Nowak stał się częścią naszego życia. Pomagał nam nie tylko finansowo – czasem zabierał Kubę na spacery do parku albo przynosił mu książki o samochodach. Okazało się, że kiedyś miał syna w wieku Kuby, który zginął w wypadku samochodowym wiele lat temu. Moja mama zaczęła zapraszać go na obiady; śmialiśmy się razem przy stole, a ja pierwszy raz od dawna czułam się bezpieczna.
Ale nie wszystkim się to podobało. Sąsiedzi zaczęli plotkować: „Co ta Zosia sobie myśli? Chce się wkraść w łaski bogatego wdowca?”, „Pewnie liczą na spadek!”. Mama była coraz bardziej przygnębiona przez te szepty za plecami.
Pewnego wieczoru wróciłam do domu i zobaczyłam ją zapłakaną przy stole.
– Może powinniśmy przestać… Może mają rację? – powiedziała cicho.
Poczułam gniew i bezsilność jednocześnie.
– Mamo! Czy naprawdę ważniejsze jest to, co mówią inni? Pan Nowak uratował Kubę! Gdzie byli ci wszyscy ludzie wtedy?
Mama spojrzała na mnie długo i ciężko westchnęła.
Następnego dnia poszłam do pana Nowaka.
– Przepraszam za wszystko… Za te plotki…
Uśmiechnął się smutno.
– Zosiu, ludzie zawsze będą gadać. Ale jeśli człowiek nie pomoże drugiemu człowiekowi wtedy, kiedy naprawdę trzeba… to po co w ogóle żyć?
Od tamtej pory przestałyśmy przejmować się opiniami innych. Pan Nowak został naszym przyjacielem i wsparciem na dobre i złe dni. Dzięki niemu nauczyłam się prosić o pomoc i nie wstydzić się własnych słabości.
Czasem patrzę na ludzi wokół i zastanawiam się: ile jeszcze historii kryje się za zamkniętymi drzwiami? Ilu ludzi oceniamy po pozorach? Czy naprawdę wiemy, kim są nasi sąsiedzi?