Między dwiema miłościami: Gdy teściowa zapragnęła nowego życia
– Aniu, muszę z tobą porozmawiać. – Głos pani Marii, mojej teściowej, drżał przez telefon. Była środa wieczór, dzieci już spały, a ja właśnie kończyłam zmywać naczynia. Coś w jej tonie sprawiło, że od razu usiadłam przy stole, ścierając mokre dłonie o spodnie.
– Co się stało? – zapytałam, starając się brzmieć spokojnie.
– To nie rozmowa na telefon. Czy możesz przyjechać? Sama…
Wiedziałam, że to coś poważnego. Mój mąż, Tomek, był w pracy na nocnej zmianie. Zostawiłam dzieci pod opieką sąsiadki i pojechałam do Marii. W jej mieszkaniu panował półmrok, a ona siedziała przy stole z kubkiem herbaty, której nawet nie tknęła.
– Aniu… – zaczęła, patrząc na mnie oczami pełnymi łez. – Ja… ja chcę zacząć nowe życie. Poznałam kogoś.
Zamarłam. Maria była wdową od pięciu lat. Po śmierci teścia zamknęła się w sobie, żyła naszymi sprawami i wnukami. Była dla mnie jak druga matka – wspierała mnie, gdy urodziłam pierwsze dziecko, pomagała w trudnych chwilach. Teraz patrzyłam na nią i widziałam kobietę rozdartej między lojalnością wobec rodziny a własnym szczęściem.
– Kogo? – zapytałam cicho.
– Stefana. Poznaliśmy się na zajęciach z jogi dla seniorów. Jest wdowcem, mieszka niedaleko… Aniu, ja… ja chcę być szczęśliwa. Ale Tomek nigdy tego nie zaakceptuje.
Zrobiło mi się jej żal. Wiedziałam, jak bardzo kocha syna i jak bardzo on kocha ją – czasem aż za bardzo. Po śmierci ojca to on był jej podporą, a ona jego. Ale też wiedziałam, jak bardzo Tomek nie znosi zmian.
– Musisz mu powiedzieć – szepnęłam.
– Boję się. On mnie znienawidzi…
Przytuliłam ją mocno. Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok, rozważając, co zrobić. Czy powinnam być lojalna wobec męża i ukryć przed nim prawdę? Czy może powinnam wspierać Marię?
Następnego dnia Tomek wrócił z pracy zmęczony i rozdrażniony.
– Coś się stało? – zapytał.
– Twoja mama… chciałaby z tobą porozmawiać – powiedziałam ostrożnie.
Spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Znowu coś wymyśliła? Pewnie chce więcej czasu z dziećmi albo narzeka na sąsiadów…
Poczułam ukłucie złości. Nie rozumiał, jak bardzo Maria jest samotna.
Wieczorem pojechaliśmy razem do niej. Maria siedziała przy stole, wyraźnie spięta. Tomek wszedł do kuchni i od razu zaczął narzekać na korki w mieście i szefa w pracy. W końcu spojrzał na matkę:
– No co jest?
Maria spojrzała na mnie błagalnie, a potem zebrała się w sobie:
– Tomku… Poznałam kogoś. Chciałabym spróbować jeszcze raz być szczęśliwa.
Tomek zamarł. Przez chwilę w kuchni panowała cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem.
– Żartujesz sobie? – wycedził przez zęby.
– Nie żartuję. To dla mnie ważne…
Tomek zerwał się z krzesła.
– Po co ci to? Tata nie żyje nawet pięć lat! Chcesz go zdradzić? Chcesz nas zdradzić?
Maria zaczęła płakać. Ja próbowałam go uspokoić:
– Tomek, posłuchaj jej…
– Ty też o tym wiedziałaś?! – wrzasnął na mnie.
Wyszłam z kuchni, bo nie mogłam znieść tej atmosfery. Słyszałam tylko podniesione głosy i płacz Marii. Po chwili Tomek wybiegł z mieszkania i trzasnął drzwiami.
Wróciliśmy do domu w milczeniu. Przez kolejne dni unikał rozmowy zarówno ze mną, jak i z matką. Widziałam, jak cierpi – czuł się zdradzony przez najbliższą osobę. Maria dzwoniła do mnie codziennie, pytając, czy Tomek się odezwał.
W końcu nie wytrzymałam.
– Tomek, musisz porozmawiać z mamą – powiedziałam stanowczo pewnego wieczoru.
– Ona już nie jest moją matką – odpowiedział chłodno.
– Przestań! Ona całe życie poświęciła dla ciebie! Czy naprawdę nie możesz jej pozwolić być szczęśliwą?
Tomek spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
– A co jeśli ona odejdzie? Jeśli już nigdy nie będziemy rodziną?
Przytuliłam go mocno.
– Rodzina to nie tylko wspólne nazwisko i wspomnienia o tych, których już nie ma. To też umiejętność dawania sobie nawzajem szansy na szczęście.
Po tej rozmowie Tomek długo siedział w milczeniu. Następnego dnia poszedł do matki. Nie wiem dokładnie, o czym rozmawiali – Maria zadzwoniła później tylko po to, by powiedzieć mi przez łzy: „Dziękuję ci, Aniu”.
Minęły tygodnie zanim wszystko wróciło do względnej normalności. Stefan pojawił się w naszym życiu powoli – najpierw jako „znajomy”, potem jako „przyjaciel”. Dzieci go polubiły, ja też doceniłam jego ciepło i poczucie humoru. Tylko Tomek długo nie mógł się pogodzić z nową sytuacją.
Czasem łapię się na tym, że sama nie wiem, czy postąpiłam dobrze. Czy powinnam była stanąć po stronie męża? Czy może to właśnie lojalność wobec siebie samej i własnego sumienia jest najważniejsza?
Czy naprawdę można być szczęśliwym tylko wtedy, gdy wszyscy wokół nas są szczęśliwi? A może czasem trzeba pozwolić komuś odejść i zacząć od nowa?