„Sprzedaj dom i pomóż bratu!” – Historia o rodzinnych długach, żalu i granicach poświęcenia
– Sprzedaj dom i pomóż bratu! – głos mamy rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po tej rozmowie. Stałam wtedy w kuchni, ściskając kubek z herbatą tak mocno, że aż bolały mnie palce. Przez okno widziałam, jak mój mąż, Bartek, podlewał ogród. Nasz ogród. Nasz dom. Wszystko, na co pracowaliśmy przez lata. A teraz miałabym to oddać? Bo mój starszy brat, Tomek, znowu wpakował się w długi?
– Mamo, przecież to jest nasze życie! – wybuchłam wtedy przez telefon. – My z Bartkiem harowaliśmy na ten dom przez dziesięć lat! Ty i Tomek nigdy nie daliście nam nawet złotówki!
Mama westchnęła ciężko, jakby to ona była ofiarą tej sytuacji.
– Ale ty jesteś młoda, energiczna. Z Bartkiem możecie zacząć od nowa. Tomek już nie ma siły, nie ma nikogo poza nami.
Zacisnęłam zęby. Zawsze tak było. Tomek był oczkiem w głowie mamy. Kiedy miał problemy w szkole – to ja musiałam mu pomagać z lekcjami. Kiedy rzucił studia – mama tłumaczyła wszystkim, że to przez stres. Kiedy wziął kredyt na samochód i nie spłacał rat – mama pożyczała pieniądze od sąsiadki. Teraz miałam być kolejną osobą, która go ratuje.
Bartek wszedł do kuchni i spojrzał na mnie pytająco.
– Znowu dzwoniła? – zapytał cicho.
Pokiwałam głową. – Chce, żebym sprzedała dom i oddała pieniądze Tomkowi.
Bartek usiadł naprzeciwko mnie i złapał mnie za rękę.
– Nie możemy tego zrobić, Anka. To nasz dom. Nasze życie. Jeśli raz się zgodzisz, nigdy się to nie skończy.
Wiedziałam, że ma rację. Ale poczucie winy rozlewało się we mnie jak trucizna. Przecież Tomek to mój brat. Może naprawdę nie da sobie rady? Może powinnam mu pomóc?
Wieczorem zadzwonił Tomek.
– Anka, wiem, że mama z tobą rozmawiała – zaczął bez ogródek. – Słuchaj, ja naprawdę nie mam wyjścia. Jeśli nie oddam tych pieniędzy do końca miesiąca, stracę wszystko. Proszę cię…
– Tomek, a co z twoją pracą? Co z tymi pieniędzmi, które miałeś odłożyć? – zapytałam ostrożnie.
– No… wiesz jak jest… Nie wszystko poszło po mojej myśli…
Zawsze ta sama śpiewka. „Nie wszystko poszło po mojej myśli”. A ja? Czy moje życie zawsze szło po mojej myśli? Czy ktoś mi pomagał?
Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, a Bartek tulił mnie do siebie.
– Nie możesz brać odpowiedzialności za błędy innych – szepnął mi do ucha.
Ale przecież to rodzina…
Następnego dnia pojechałam do mamy. Siedziała przy stole w kuchni i patrzyła na mnie z wyrzutem.
– Anka, ty zawsze byłaś taka samolubna – powiedziała nagle. – Tomek zawsze cię potrzebował, a ty tylko o sobie myślisz.
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
– Mamo! Ja całe życie musiałam być odpowiedzialna za wszystkich! Ty nigdy nie pytałaś mnie, czego ja chcę! Nigdy nie zapytałaś, czy jestem szczęśliwa!
Mama spojrzała na mnie zaskoczona.
– Przesadzasz…
– Nie! To ty przesadzasz! Chcesz żebym oddała wszystko, na co pracowałam przez lata! Bo Tomek znowu coś zawalił!
Wstałam gwałtownie i wybiegłam z mieszkania. Na klatce schodowej spotkałam sąsiadkę mamy.
– Wszystko w porządku, Aniu? – zapytała z troską.
Pokręciłam głową i wybiegłam na ulicę.
Przez kolejne dni mama dzwoniła codziennie. Czasem płakała, czasem krzyczała. Tomek przestał się odzywać – obraził się na dobre.
W pracy byłam rozkojarzona. Szefowa zwróciła mi uwagę na błędy w raportach. Bartek coraz częściej wracał późno do domu – chyba chciał uniknąć rozmów o mojej rodzinie.
Pewnego wieczoru usiadłam przed komputerem i zaczęłam przeglądać ogłoszenia o sprzedaży domów. Z ciekawości sprawdziłam, ile moglibyśmy dostać za nasz dom. Łzy same napływały mi do oczu.
Bartek wszedł do pokoju i zobaczył ekran.
– Anka…
Odwróciłam się do niego bezradnie.
– Ja już nie wiem, co robić…
Przytulił mnie mocno.
– Musisz postawić granicę. Jeśli teraz się złamiesz, nigdy nie będziesz szczęśliwa.
Następnego dnia zadzwoniłam do mamy.
– Mamo… Nie sprzedam domu. Nie mogę tego zrobić. Musisz znaleźć inne rozwiązanie dla Tomka.
Mama milczała przez chwilę.
– Myślałam, że rodzina jest najważniejsza…
– Jest ważna – odpowiedziałam cicho – ale ja też jestem ważna. I Bartek też.
Rozłączyłam się i poczułam ulgę pomieszaną ze smutkiem. Wiedziałam, że ta decyzja zmieni wszystko między mną a mamą i Tomkiem. Ale pierwszy raz w życiu postawiłam siebie na pierwszym miejscu.
Czasem zastanawiam się: czy naprawdę musimy poświęcać własne szczęście dla tych, którzy nigdy nie byli dla nas wsparciem? Czy rodzina daje prawo do żądania wszystkiego bez granic? Co wy byście zrobili na moim miejscu?