„Czy naprawdę jestem złą teściową? Moja synowa zarzuciła mi, że źle opiekuję się wnukiem – nie wiem, co robić”
– Mamo, czy możesz zostać z Antosiem przez dwa tygodnie? – zapytał mnie mój syn, Michał, z tym swoim zmęczonym głosem, który zawsze rozmiękczał mi serce. Oczywiście, że mogłam. Przecież dla wnuka zrobiłabym wszystko. Nie spodziewałam się jednak, że te dwa tygodnie odmienią moje życie i sprawią, że zacznę wątpić w siebie jak nigdy dotąd.
Pierwszy dzień był pełen śmiechu i radości. Antoś biegał po salonie, a ja ścigałam go z pluszowym misiem. – Babciu, jeszcze raz! – wołał, a ja czułam się młodsza o dwadzieścia lat. Gotowałam mu ulubiony rosół, piekłam drożdżowe bułeczki, które zawsze znikały w mgnieniu oka. Wieczorem zadzwoniła do mnie synowa, Kasia.
– Mamo, wszystko w porządku? – zapytała chłodno.
– Tak, kochanie. Antoś już śpi. Zjadł kolację, wykąpał się, przeczytałam mu bajkę.
– A co jadł na kolację?
– Kanapkę z szynką i ogórkiem, trochę pomidora…
– Mamo, przecież mówiłam, że nie dajemy mu szynki! – usłyszałam podniesiony głos.
Zamarłam. Przecież zawsze jadł szynkę u mnie i nigdy nie było problemu. – Przepraszam, Kasiu. Nie wiedziałam…
– Proszę uważać na to, co mu Pani daje – rzuciła i rozłączyła się.
Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. Czy naprawdę zrobiłam coś złego? Przecież chciałam dobrze. Rano Antoś przybiegł do mnie z uśmiechem i wtulił się w moje ramiona. To dodało mi otuchy.
Kolejne dni mijały podobnie – zabawy w parku, wspólne gotowanie, czytanie bajek. Ale za każdym razem, gdy dzwoniła Kasia, czułam narastające napięcie. – Mamo, dlaczego pozwoliła Pani Antosiowi oglądać bajki na tablecie? – pytała raz. Innym razem: – Mamo, proszę nie ubierać go w te sweterki z wełny, on ma alergię!
Czułam się coraz gorzej. Zaczęłam notować wszystko: co Antoś jadł, w co był ubrany, ile spał. Bałam się zrobić cokolwiek bez konsultacji z Kasią. Michał próbował łagodzić sytuację:
– Mamo, Kasia jest po prostu zmęczona i przewrażliwiona. Nie przejmuj się.
Ale jak miałam się nie przejmować? To ja byłam tą „złą”.
W ostatni dzień pobytu Antosia wydarzyło się coś, czego długo nie zapomnę. Kasia przyszła odebrać syna wcześniej niż zwykle. Weszła do mieszkania i od razu zaczęła rozglądać się krytycznie po pokoju.
– Dlaczego on ma na sobie te spodnie? Przecież mówiłam, że są za cienkie!
– Kasiu, było ciepło na dworze…
– I znowu ten rosół? Ile razy mam powtarzać, że nie chcę, żeby jadł mięso codziennie?!
Poczułam łzy napływające do oczu.
– Przepraszam… Starałam się…
– Proszę już więcej nie zostawać z Antosiem sama – powiedziała cicho i wyszła z pokoju.
Zostałam w pustym mieszkaniu z kubkiem zimnej herbaty w ręku i poczuciem totalnej porażki. Czy naprawdę jestem tak beznadziejną babcią? Przecież wychowałam Michała na dobrego człowieka! Dlaczego teraz wszystko robię źle?
Wieczorem zadzwonił Michał.
– Mamo… Kasia trochę przesadziła. Wiem, że bardzo się starałaś.
– Michał… Ja już nie wiem, co mam robić. Kocham was wszystkich i chciałam tylko pomóc…
– Dajmy jej trochę czasu. Może porozmawiacie spokojnie za kilka dni?
Ale kilka dni zamieniło się w tygodnie ciszy. Nie widziałam Antosia ani razu. Każdego dnia patrzyłam na jego zdjęcie na komodzie i zastanawiałam się: czy on jeszcze mnie pamięta? Czy Kasia pozwoli mi kiedyś znów go zobaczyć?
Moje przyjaciółki mówiły: „Nie przejmuj się! Synowe takie są!” Ale ja nie chciałam być tą stereotypową teściową, która narzeka na młodych i czuje się wiecznie pokrzywdzona. Chciałam być częścią ich życia – wspierać ich, pomagać im wychowywać Antosia.
W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam do Kasi wiadomość:
„Kasiu, bardzo mi przykro, jeśli zrobiłam coś nie tak. Kocham Antosia jak własnego syna i zależy mi na waszym szczęściu. Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o tym wszystkim przy kawie?”
Odpisała dopiero po dwóch dniach:
„Dziękuję za wiadomość. Muszę jeszcze trochę ochłonąć. Odezwę się za jakiś czas.”
Czekam więc dalej… Każdego dnia zastanawiam się: czy powinnam była bardziej słuchać Kasi? Czy może ona przesadza? Czy naprawdę jestem złą babcią?
A Wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy da się pogodzić różne pokolenia i style wychowania bez ranienia siebie nawzajem?