Dlaczego nie potrafię znów zaufać? Historia matki po rozwodzie
– Mamo, a czemu ty się z nikim nie spotykasz? – zapytał mój syn, kiedy wracaliśmy razem z zakupów. Spojrzał na mnie uważnie, jakby chciał coś więcej niż tylko odpowiedź. Zatkało mnie. To pytanie było jak nieoczekiwany podmuch wiatru, który zrywa z głowy czapkę, zanim zdążysz ją złapać.
Mój syn miał dopiero trzynaście lat, ale już zaczynał rozumieć, że świat dorosłych nie jest czarno-biały. W jego oczach widziałam troskę, ale i ciekawość. Przez chwilę szukałam w głowie gotowej odpowiedzi, jakiegoś bezpiecznego kłamstwa, które pozwoliłoby mi uniknąć prawdy. Ale nie znalazłam nic, co nie brzmiałoby fałszywie.
– Wiesz, Kuba, czasem po prostu nie mam na to ochoty – powiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał pewnie. – Skupiam się na pracy, na tobie, na domu.
Kuba wzruszył ramionami, ale nie odpuszczał. – Ale przecież tata już kogoś ma. Ty też mogłabyś…
To „mogłabyś” zabolało bardziej, niż się spodziewałam. Przypomniałam sobie, jak dwa lata temu, kiedy jeszcze byliśmy rodziną, wszystko wydawało się prostsze. Nawet nasze kłótnie z Pawłem miały wtedy jakiś sens – były częścią codzienności, którą znałam. Teraz, po rozwodzie, każdy dzień był jak stąpanie po cienkim lodzie. Bałam się, że jeśli zrobię krok w niewłaściwą stronę, wszystko znów się rozpadnie.
W domu Kuba zamknął się w swoim pokoju, a ja usiadłam przy kuchennym stole, wpatrując się w kubek z herbatą. Przypomniałam sobie, jak to było, kiedy Paweł odszedł. Najpierw była złość – na niego, na siebie, na cały świat. Potem przyszła pustka. I ten strach, który nie pozwalał mi spać po nocach. Bałam się, że już nigdy nie będę dla nikogo ważna. Że zostanę sama na zawsze.
Próbowałam się umawiać. Raz, drugi, trzeci. Zawsze kończyło się tak samo – czekałam na wiadomość, która nie przychodziła. Albo przychodziła, ale była tak chłodna, że czułam się jeszcze gorzej. Każda kolejna próba była trudniejsza. Zaczęłam unikać ludzi, zamykać się w sobie. Nawet przyjaciółki przestały mnie namawiać na wyjścia. „Ola, musisz się otworzyć na nowe znajomości” – powtarzała Magda, ale nie rozumiała, że dla mnie to nie jest takie proste.
W pracy też nie było łatwo. Szefowa, pani Teresa, patrzyła na mnie z politowaniem, kiedy po raz kolejny brałam wolne, bo Kuba był chory. „Samotna matka, wiadomo” – słyszałam za plecami. Czułam się jak ktoś gorszy, jakby rozwód był moją winą. Nawet mama, choć starała się mnie wspierać, nie potrafiła powstrzymać się od uwag. „Może gdybyś była mniej uparta, Paweł by nie odszedł” – powiedziała kiedyś, a ja przez tydzień nie mogłam jej tego wybaczyć.
Najgorsze były wieczory. Kiedy Kuba zasypiał, a ja zostawałam sama ze swoimi myślami. Przeglądałam zdjęcia na Facebooku – znajome z nowymi partnerami, uśmiechnięte dzieci, rodzinne wyjazdy. Czułam się jak widz, który ogląda cudze życie przez szybę. Zastanawiałam się, czy jeszcze kiedyś będę potrafiła zaufać. Czy znajdzie się ktoś, kto zaakceptuje mnie z całym moim bagażem, z moimi lękami, z Kubą.
Pewnego wieczoru, kiedy siedziałam na balkonie z kieliszkiem wina, zadzwoniła Magda. – Ola, musisz przestać się bać. Życie nie kończy się na jednym nieudanym małżeństwie. – W jej głosie była troska, ale i zniecierpliwienie. – Wiem, że boisz się odrzucenia, ale jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz, czy możesz być szczęśliwa.
Chciałam jej uwierzyć, naprawdę. Ale w mojej głowie wciąż brzmiały słowa Pawła z dnia, kiedy odszedł: „Nie potrafię już z tobą być. Duszę się.” To zdanie wracało do mnie jak echo, za każdym razem, gdy próbowałam się otworzyć na kogoś nowego. Bałam się, że znów usłyszę to samo. Że znów zostanę sama.
Kilka dni później Kuba znów poruszył temat. – Mamo, nie chcę, żebyś była smutna. Wiem, że czasem płaczesz w nocy. – Spojrzał na mnie poważnie, jak dorosły. – Chciałbym, żebyś była szczęśliwa.
Przytuliłam go mocno, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Kuba, ty jesteś moim szczęściem – wyszeptałam. Ale wiedziałam, że to nie do końca prawda. On był moim światem, ale gdzieś głęboko czułam, że brakuje mi czegoś więcej. Bliskości, rozmów, kogoś, kto przytuli mnie, kiedy świat wali się na głowę.
Zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam spróbować jeszcze raz. Może nie dla siebie, ale dla Kuby. Żeby zobaczył, że życie nie kończy się na porażce. Że można się podnieść, nawet jeśli upadło się bardzo nisko. Ale za każdym razem, gdy myślałam o tym, jak miałabym znów czekać na wiadomość, która może nie przyjść, czułam, jak ściska mnie w gardle.
Minęły tygodnie. Praca, dom, szkoła, zakupy. Wszystko toczyło się swoim rytmem. Ale pytanie Kuby wciąż wracało. Czułam, że muszę coś zmienić, choćby po to, żeby pokazać synowi, że nie można się poddawać. Że warto próbować, nawet jeśli się boimy.
Pewnego dnia, kiedy odbierałam Kubę ze szkoły, spotkałam Piotra – ojca jednej z jego koleżanek. Rozmawialiśmy chwilę o dzieciach, o szkole, o pogodzie. Był miły, uśmiechnięty, trochę nieśmiały. Zaproponował kawę. Zgodziłam się, choć serce waliło mi jak młotem. Przez całą rozmowę myślałam tylko o tym, czy nie robię błędu. Czy nie wystawiam się na kolejne rozczarowanie.
Wieczorem, kiedy Kuba zapytał, jak minął mi dzień, powiedziałam mu o kawie z Piotrem. Uśmiechnął się szeroko. – Widzisz, mamo? Może będzie fajnie.
Może rzeczywiście będzie. Może nie. Ale wiem jedno – nie chcę już żyć w strachu. Chcę pokazać Kubie, że warto próbować, nawet jeśli się boimy. Bo czy życie bez ryzyka to naprawdę życie?
Czasem zastanawiam się, ile jeszcze razy będę musiała się podnieść, zanim nauczę się ufać. Ale może właśnie o to chodzi – żeby nie przestawać próbować. Czy wy też kiedyś baliście się zacząć od nowa? Jak sobie z tym poradziliście?