Kiedy Moja Cierpliwość Się Skończyła: Ostatnie Ostrzeżenie dla Męża
— Paweł, gdzie jesteś? — zapytałam po raz trzeci tego wieczoru, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
— U mamy. Pomagam jej z nowym dywanem, przecież mówiłem — odpowiedział znużonym głosem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Znowu. Ostatnio wszystko kręciło się wokół jego matki. Nowy dywan, nowa kuchenka, nowa lampa do salonu. Zawsze coś. A ja? Ja byłam jak duch w naszym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Czekałam na niego z obiadem, który stygnął na stole, i z sercem, które stygnęło jeszcze szybciej.
Pamiętam dzień, kiedy się poznaliśmy. Paweł był wtedy taki inny — pełen energii, pomysłów, czułości. Potrafił mnie rozśmieszyć w najgorszy dzień. Teraz śmiał się tylko wtedy, gdy rozmawiał przez telefon z mamą. Ja słyszałam tylko echo ich rozmów: „Mamo, już jadę”, „Mamo, zaraz będę”.
Wszystko zaczęło się psuć po ślubie. Jego matka, pani Halina, była kobietą o stalowym spojrzeniu i miękkim głosie. Potrafiła jednym zdaniem sprawić, że czułam się jak intruz we własnym domu. „Agnieszka, czy ty naprawdę nie wiesz, jak się prasuje koszule Pawła?” — pytała z uśmiechem tak słodkim, że aż bolały mnie zęby.
Przez pierwsze miesiące próbowałam być wyrozumiała. Przecież to jego jedyna rodzina po śmierci ojca. Ale z czasem zaczęłam czuć się jak druga żona w tym małżeństwie — zawsze na drugim miejscu.
Pewnego wieczoru Paweł wrócił późno. Siedziałam w kuchni przy zgaszonym świetle. Usłyszałam szczęk klucza w zamku i jego ciężkie kroki.
— Znowu byłaś u mamy? — zapytałam bez podnoszenia wzroku.
— Tak. Musiałem jej pomóc z dywanem. Wiesz, sama nie da rady.
— A ja? Ja też tu jestem. Też czasem potrzebuję pomocy.
Westchnął głośno i rzucił klucze na stół.
— Agnieszka, nie przesadzaj. Przecież to tylko dywan.
— To nie o dywan chodzi! — wybuchłam nagle. — Chodzi o to, że zawsze jesteś tam, a mnie tu nie ma dla ciebie wcale!
Zamilkł na chwilę. Widziałam w jego oczach zmęczenie i coś jeszcze — może cień wyrzutu sumienia?
— Przesadzasz — powtórzył cicho i wyszedł do sypialni.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, słuchając jego spokojnego oddechu. W głowie kłębiły mi się pytania: Czy to ja jestem problemem? Czy może on nigdy nie dorósł do bycia mężem?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja mama.
— Agnieszka, wszystko w porządku? Brzmisz na przygnębioną.
Nie wytrzymałam i opowiedziałam jej wszystko. O tym, jak czuję się niewidzialna, jak Paweł znika u swojej matki i jak bardzo boli mnie ta samotność.
— Kochanie — powiedziała cicho — musisz postawić granice. Inaczej nigdy się nie zmieni.
Te słowa długo dźwięczały mi w uszach. Postanowiłam działać.
Wieczorem przygotowałam kolację — jego ulubione pierogi ruskie. Zapaliłam świeczki, ubrałam się ładnie. Chciałam mu pokazać, że jeszcze nam zależy.
Paweł spóźnił się dwie godziny.
— Byłem u mamy — powiedział na wejściu, nawet nie patrząc na stół.
Wtedy coś we mnie pękło.
— Paweł — zaczęłam spokojnie, choć głos mi drżał — musimy porozmawiać.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
— O czym?
— O nas. O tym, że czuję się samotna w naszym małżeństwie. Że twoja mama jest zawsze ważniejsza ode mnie. Że nie potrafisz postawić granicy między nami a nią.
Zamilkł. Po raz pierwszy widziałam w jego oczach strach.
— Agnieszka…
— Nie przerywaj mi! — przerwałam mu ostro. — Albo coś się zmieni, albo…
Nie dokończyłam zdania. Wiedziałam jednak, że on rozumie.
Następne dni były pełne napięcia. Paweł chodził jak cień po mieszkaniu, unikał rozmów. Jego matka dzwoniła częściej niż zwykle. Słyszałam przez drzwi sypialni ich rozmowy:
— Synku, co ona sobie wyobraża? Przecież jestem twoją matką!
— Mamo, proszę…
Nie spałam wtedy całą noc. Zastanawiałam się: czy naprawdę jestem taka zła? Czy żądam za dużo?
W końcu Paweł usiadł ze mną przy stole.
— Agnieszka… Przepraszam cię. Nie wiedziałem, że aż tak cię to boli. Ale ona jest sama…
— Ja też jestem sama! — przerwałam mu ze łzami w oczach.
Milczał długo.
— Spróbuję to zmienić — powiedział w końcu cicho.
Nie wierzyłam mu od razu. Potrzebowałam czasu i dowodów, nie słów.
Minęły tygodnie. Paweł rzeczywiście zaczął spędzać więcej czasu ze mną. Zaczął pytać o moje sprawy, pomagać w domu. Ale relacja z jego matką nadal była trudna. Pani Halina patrzyła na mnie z chłodnym dystansem podczas rodzinnych obiadów.
Czasem myślę: czy można kochać kogoś i jednocześnie czuć do niego żal? Czy można być szczęśliwym w cieniu czyjejś matki?
Dziś wiem jedno: jeśli nie postawimy granic, nikt ich za nas nie postawi. Może czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę i zawalczyć o siebie…
A wy? Czy mieliście kiedyś odwagę powiedzieć „dość”? Czy warto walczyć o siebie nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią ci „przesadzasz”? Czekam na wasze historie.