Miłość na Rozdrożu: Walka o Drugie Dziecko
— Nie rozumiesz, Aleksandro, ja już to wszystko przeżyłem. Mam dwoje dzieci, wnuki pewnie też niedługo się pojawią. Chcę spokoju, nie pieluch i nieprzespanych nocy! — głos Mikołaja odbijał się echem od ścian naszego mieszkania w centrum Warszawy. Stałam przy oknie, patrząc na rozświetlone wieczorne miasto, a łzy cisnęły mi się do oczu.
— Ale ja nie przeżyłam! — wybuchłam, odwracając się gwałtownie. — Mam trzydzieści sześć lat, czuję, że jeszcze mogę, że powinnam… Chcę, żeby nasza córka miała rodzeństwo, żebyśmy byli prawdziwą rodziną, a nie tylko przypadkowym zlepkiem ludzi pod jednym dachem!
Mikołaj westchnął ciężko, jakby ten temat był dla niego ciężarem nie do uniesienia. — Ola, proszę cię… Zastanów się, ile już przeszliśmy. Ty wiedziałaś, że mam za sobą dwa małżeństwa, dzieci, które ledwo chcą ze mną rozmawiać. Chcesz, żebym znowu zaczynał wszystko od nowa?
Wiedziałam, że ma rację. Kiedy siedem lat temu poznałam Mikołaja na konferencji naukowej, od razu mnie oczarował. Był dojrzały, elokwentny, miał w sobie spokój, którego zawsze mi brakowało. Jego przeszłość nie była tajemnicą — rozwody, dzieci, trudne relacje z byłą żoną. Ale wtedy wydawało mi się, że razem możemy wszystko. Teraz, po latach, czuję się jak bohaterka własnej tragedii.
Nasza córka, Zosia, ma cztery lata. Jest moim oczkiem w głowie, ale widzę, jak bardzo brakuje jej towarzystwa. Codziennie pyta, kiedy będzie miała braciszka albo siostrzyczkę. — Mamusiu, a czemu inne dzieci mają rodzeństwo, a ja nie? — pyta z ufnością, która rozdziera mi serce. Tłumaczę jej, że nie zawsze wszystko jest takie proste, ale sama nie wierzę w swoje słowa.
Mikołaj coraz częściej wraca późno z pracy. Unika rozmów, zamyka się w swoim gabinecie, a ja czuję się coraz bardziej samotna. Moja mama, Barbara, powtarza mi, że powinnam być wdzięczna za to, co mam. — Ola, masz zdrową córkę, dobrego męża, mieszkanie. Nie każdemu się tak układa — mówi, ale jej słowa nie przynoszą mi ulgi.
Najgorzej jest w święta. Wtedy przyjeżdża syn Mikołaja z pierwszego małżeństwa, Jakub, i córka z drugiego, Hania. Jakub jest zamknięty w sobie, ledwo się odzywa, patrzy na mnie z dystansem. Hania, siedemnastoletnia buntowniczka, nie ukrywa niechęci do ojca. — Po co ci kolejne dziecko, skoro nawet z nami nie potrafisz rozmawiać? — rzuciła ostatnio podczas obiadu, a Mikołaj zbladł i wyszedł z pokoju.
Czasem zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Czy powinnam naciskać, skoro widzę, jak bardzo Mikołaj cierpi? Ale z drugiej strony, czy mam prawo rezygnować z własnych marzeń? Próbowałam rozmawiać z przyjaciółką, Magdą, która od lat stara się o dziecko. — Ola, nie rozumiem cię. Masz jedno, ciesz się, bo nie każda z nas ma tyle szczęścia — powiedziała, a ja poczułam się jeszcze bardziej winna.
Nocami nie mogę spać. Leżę obok Mikołaja, słucham jego spokojnego oddechu i myślę o tym, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Kiedyś rozmawialiśmy godzinami, śmialiśmy się, planowaliśmy przyszłość. Teraz każde z nas żyje w swoim świecie. Czasem mam wrażenie, że jestem dla niego tylko kolejnym rozdziałem w życiu, który wkrótce się zamknie.
Pewnego wieczoru, kiedy Zosia już spała, zebrałam się na odwagę. — Mikołaj, musimy porozmawiać. Tak dalej być nie może. Albo coś zmienimy, albo… — nie dokończyłam, bo głos mi się załamał.
Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. — Ola, ja cię kocham, ale nie mogę ci dać tego, czego chcesz. Nie chcę być starym ojcem, który nie ma siły biegać za dzieckiem. Boję się, że nie dam rady, że znowu coś zepsuję. Zrozum mnie, proszę.
— A ty zrozum mnie! — krzyknęłam, czując, jak łzy spływają mi po policzkach. — Nie chcę być kobietą, która całe życie żałuje, że nie spróbowała. Nie chcę patrzeć na Zosię i widzieć w jej oczach smutek, którego mogłam jej oszczędzić.
Milczeliśmy długo. W końcu Mikołaj wstał, podszedł do mnie i przytulił. — Przepraszam, Ola. Nie wiem, co robić. Boję się, że cię stracę, ale jeszcze bardziej boję się, że nie dam rady być dobrym ojcem po raz trzeci.
Od tamtej rozmowy minęły tygodnie. Żyjemy obok siebie, jakbyśmy czekali, aż coś się samo rozwiąże. Ja coraz częściej myślę o terapii, o rozmowie z kimś, kto pomoże nam znaleźć kompromis. Ale czy taki kompromis w ogóle istnieje?
Czasem patrzę na Zosię, jak bawi się sama w swoim pokoju, i serce mi pęka. Czy powinnam poświęcić własne pragnienia dla dobra rodziny? Czy może walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli miałoby to oznaczać koniec naszego małżeństwa?
Czy naprawdę można być szczęśliwym, rezygnując z części siebie? A może miłość to właśnie sztuka rezygnacji? Co wy byście zrobili na moim miejscu?