Siedem Bezsennych Nocy: Jak Brak Snu Zmienił Mojego Męża i Naszą Rodzinę
— Michał, proszę cię, wróć do łóżka. Już trzecia w nocy — szepnęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stał przy oknie, wpatrzony w ciemność za szybą, jakby tam szukał odpowiedzi na pytania, których nie chciał mi zadać. Od tygodnia nie spał dłużej niż godzinę na dobę. Jego twarz była szara, oczy podkrążone, a ruchy nerwowe i niespokojne.
— Nie mogę, Anka. Po prostu nie mogę — odpowiedział cicho, nie odwracając się do mnie. — Wszystko mnie przytłacza. Praca, dom, Zosia… Ja sam siebie już nie poznaję.
Zosia spała w swoim pokoju, nieświadoma tego, że jej tata powoli znika. Jeszcze miesiąc temu byliśmy zwyczajną rodziną: śmiech przy śniadaniu, wspólne spacery po parku, wieczorne bajki na dobranoc. Ale coś się zmieniło. Michał zaczął wracać coraz później z pracy, zamykał się w sobie, a potem przyszła ta bezsenność — cichy złodziej, który wykradał nam życie kawałek po kawałku.
Pamiętam pierwszy raz, gdy zauważyłam, że coś jest nie tak. Była sobota rano. Michał siedział przy stole z pustym wzrokiem, a ja podsunęłam mu kubek kawy.
— Coś się stało? — zapytałam.
— Nic. Po prostu źle spałem — odburknął.
Ale to „nic” rosło z każdym dniem. Zaczął zapominać o ważnych sprawach: o urodzinach Zosi, o zakupach na obiad, o naszych planach na weekend. Kiedy próbowałam z nim rozmawiać, zamykał się jeszcze bardziej.
W końcu przyszedł ten wieczór, kiedy po raz pierwszy podniósł na mnie głos.
— Przestań mnie kontrolować! — krzyknął, gdy zapytałam, czy wszystko w porządku w pracy. — Nie rozumiesz, że mam dość?!
Zosia schowała się wtedy za moimi plecami i zaczęła płakać. To był moment, kiedy poczułam, że coś się naprawdę kończy.
Przez kolejne dni Michał coraz częściej wychodził z domu bez słowa. Wracał późno albo wcale. Pewnej nocy nie wrócił w ogóle. Zadzwoniłam do jego matki.
— Michał jest u mnie — powiedziała chłodno. — Potrzebuje odpoczynku od waszego domu.
Od naszego domu? Od nas? Poczułam się zdradzona przez wszystkich naraz.
Zosia pytała codziennie:
— Mamo, kiedy tata wróci?
Nie umiałam jej odpowiedzieć. Sama nie wiedziałam, czy wróci w ogóle.
W pracy ledwo dawałam sobie radę. Szefowa patrzyła na mnie z politowaniem:
— Aniu, może powinnaś wziąć kilka dni wolnego?
Ale jak miałam odpocząć? Każda minuta była walką: o siebie, o Zosię, o resztki naszej rodziny.
Wieczorami siadałam na kanapie i patrzyłam na zdjęcia: Michał z Zosią na placu zabaw, nasze wspólne wakacje nad morzem, ślubne kadry pełne nadziei i miłości. Gdzie to wszystko się podziało?
Po tygodniu milczenia Michał przysłał SMS-a: „Nie wiem, czy dam radę wrócić. Potrzebuję czasu.”
Czas? Ile czasu potrzeba, żeby przestać kochać własną rodzinę?
Zadzwoniłam do jego matki jeszcze raz.
— Proszę pani, czy Michał rozmawia z kimś? Może potrzebuje pomocy?
— On jest dorosły. Sam zdecyduje — odpowiedziała zimno.
Czułam się coraz bardziej samotna. Nawet własna teściowa traktowała mnie jak intruza.
Któregoś dnia Zosia przyniosła mi rysunek: cała nasza trójka trzymająca się za ręce. Nad nami wielkie słońce i napis: „Kocham was”.
Rozpłakałam się wtedy pierwszy raz od lat tak naprawdę.
Wieczorem zadzwoniła moja mama.
— Aniu, musisz być silna dla Zosi. Michał przechodzi kryzys, ale to nie twoja wina.
— A jeśli już nigdy nie wróci? — zapytałam przez łzy.
— Wtedy dasz sobie radę sama. Jesteś silniejsza niż myślisz.
Zaczęłam szukać pomocy. Psycholog powiedział mi jasno:
— Bezsenność może prowadzić do poważnych problemów psychicznych. Twój mąż potrzebuje leczenia i wsparcia specjalisty.
Ale jak mu pomóc, skoro nie chce rozmawiać?
Minęły dwa tygodnie. Michał nie wracał. Zosia zaczęła moczyć się w nocy ze stresu. Ja chudłam z każdym dniem i coraz częściej łapałam się na tym, że nie poznaję własnego odbicia w lustrze.
Pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Stał tam Michał — wychudzony, zarośnięty, z pustym spojrzeniem.
— Mogę wejść? — zapytał cicho.
Zosia rzuciła mu się na szyję ze łzami w oczach.
Usiedliśmy razem przy stole. Przez chwilę panowała cisza tak gęsta, że aż bolało.
— Przepraszam — wyszeptał w końcu Michał. — Nie wiem, co się ze mną dzieje. Boję się siebie samego.
— Potrzebujesz pomocy — powiedziałam spokojnie. — I ja też jej potrzebuję.
Zgodził się pójść do lekarza. To był początek długiej drogi powrotnej — do siebie nawzajem i do normalności.
Ale nic już nie było takie samo. Zaufanie zostało nadszarpnięte, a blizny pozostały na długo.
Czasem patrzę na Michała i zastanawiam się: czy można odbudować miłość po tym wszystkim? Czy da się wybaczyć zdradę emocjonalną i samotność?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o rodzinę za wszelką cenę?