W cieniu mistrza: Jak jedno popołudnie zmieniło moje małżeństwo
— Znowu przypaliłaś ziemniaki? — głos Pawła przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy kuchence, z łyżką w ręku, próbując uratować to, co zostało z obiadu. W powietrzu unosił się zapach spalenizny, a ja czułam, jak policzki płoną mi ze wstydu. Za drzwiami słychać było śmiechy mojej siostry Magdy i jej męża, którzy przyjechali specjalnie na naszą kolację. To miał być mój wieczór. Mój triumf.
Paweł jest szefem kuchni w jednej z najlepszych restauracji w Warszawie. Ludzie rezerwują stoliki z miesięcznym wyprzedzeniem, żeby spróbować jego dań. W domu jednak to ja chciałam być gospodynią. Przez cały tydzień planowałam menu: rosół z domowym makaronem, pieczony schab ze śliwką, ziemniaki z koperkiem i szarlotka na deser. Chciałam pokazać, że potrafię coś więcej niż tylko podgrzać gotowe pierogi.
Od rana biegałam po sklepach, wybierając najładniejsze warzywa i świeże mięso. Wróciłam do domu z siatkami pełnymi zakupów i sercem pełnym nadziei. Paweł patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, jakby już wiedział, że coś pójdzie nie tak. — Może pomóc ci z mięsem? — zapytał. — Nie, dam radę — odpowiedziałam zbyt szybko.
Kiedy Magda z mężem weszli do mieszkania, byłam już zmęczona, ale szczęśliwa. Pachniało rosołem i świeżo pieczonym ciastem. Paweł otworzył im drzwi i od razu zaczął żartować: — Uważajcie, bo dziś nie ja gotuję! — Wszyscy się zaśmiali, a ja poczułam ukłucie niepokoju.
Przy stole próbowałam ukryć zdenerwowanie. Magda chwaliła rosół, choć wiedziałam, że makaron wyszedł mi za twardy. Schab był suchy, a ziemniaki… no właśnie. Kiedy nakładałam je na talerze, Paweł spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział głośno: — Kochanie, następnym razem pokażę ci, jak się robi idealne ziemniaki. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Zamarłam. Czułam się jak dziecko w szkole, które dostało jedynkę na oczach całej klasy. Magda próbowała ratować sytuację: — Ale szarlotka wygląda super! — powiedziała z przesadnym entuzjazmem. Paweł tylko wzruszył ramionami i dodał: — No cóż, nie każdy musi być mistrzem kuchni.
Po kolacji zamknęłam się w łazience. Siedziałam na brzegu wanny i płakałam cicho, żeby nikt nie słyszał. Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy Paweł wracał do domu późno, zmęczony po pracy, a ja czekałam z obiadem. Zawsze coś było nie tak: za słone, za mało przyprawione, za suche. Zawsze miał radę albo uwagę. Nigdy nie powiedział po prostu: „Dziękuję”.
Kiedy wyszłam z łazienki, goście już wychodzili. Magda przytuliła mnie mocno i szepnęła: — Nie przejmuj się nim. On po prostu nie umie być zwykłym facetem w domu.
Zostałam sama z Pawłem w kuchni pełnej brudnych naczyń i resztek jedzenia. Przez chwilę milczeliśmy. W końcu powiedział: — Przepraszam, nie chciałem cię zawstydzić. Po prostu… gotowanie to całe moje życie.
— A moje? — zapytałam cicho. — Moje życie to nieustanne porównywanie się do ciebie. Zawsze jestem tą gorszą.
Paweł spojrzał na mnie ze zdziwieniem. — Nigdy tak o tobie nie myślałem.
— Ale ja tak czuję — odpowiedziałam drżącym głosem.
Przez następne dni unikaliśmy rozmów o tamtym wieczorze. Paweł wracał późno do domu, a ja coraz częściej zamawiałam jedzenie na wynos. W pracy byłam rozkojarzona; koleżanki pytały, czy wszystko w porządku. Nie chciałam mówić prawdy: że czuję się niewidzialna we własnym domu.
Pewnego wieczoru Paweł przyszedł wcześniej niż zwykle. Przyniósł bukiet tulipanów i butelkę wina.
— Chciałbym dziś ugotować coś razem z tobą — powiedział niepewnie.
— Po co? Żebyś mógł poprawiać każdy mój ruch? — zapytałam z goryczą.
— Nie… Chcę po prostu być z tobą. Bez oceniania.
Zgodziłam się niechętnie. Gotowaliśmy razem makaron z sosem pomidorowym. Paweł pozwolił mi kroić cebulę tak, jak umiałam — krzywo i nierówno. Nie komentował niczego. Po raz pierwszy od dawna poczułam się swobodnie w kuchni.
Kiedy jedliśmy kolację przy świecach, Paweł powiedział: — Wiesz… czasem zapominam, że poza kuchnią istnieje jeszcze życie. Ty jesteś moim życiem.
Nie odpowiedziałam od razu. Patrzyłam na niego długo i myślałam o tym wszystkim, co nas dzieli i łączy jednocześnie. Czy można kochać kogoś tak bardzo i jednocześnie czuć się przez niego przytłoczoną?
Czasem zastanawiam się: czy miłość to ciągłe kompromisy? Czy można być szczęśliwym w cieniu kogoś innego? A może najważniejsze jest to, żeby nauczyć się być dumnym z siebie – nawet jeśli nasze ziemniaki nigdy nie będą idealne?