Czy naprawdę jestem złą teściową? Historia dwóch tygodni, które zmieniły moje życie
— Mamo, musimy porozmawiać. — Głos Magdy był zimny jak lód, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Stałam w kuchni, trzymając w ręku kubek z herbatą, który nagle wydał mi się za ciężki. Przez okno wpadało czerwcowe słońce, ale w środku czułam tylko chłód.
Dwa tygodnie temu Magda i mój syn, Tomek, poprosili mnie, żebym zajęła się ich trzyletnim synkiem, Antosiem. Mieli wyjechać na długo odkładany urlop nad morze. Byłam szczęśliwa — w końcu mogłam spędzić czas z wnukiem, którego widywałam rzadko, bo mieszkają w Warszawie, a ja w małym miasteczku pod Radomiem. Przygotowałam się najlepiej jak umiałam: kupiłam nowe zabawki, upiekłam jego ulubione drożdżówki z serem, nawet odświeżyłam pokój gościnny.
Pierwsze dni były cudowne. Antoś śmiał się do rozpuku, kiedy razem podlewaliśmy ogródek albo karmiliśmy kaczki nad stawem. Wieczorami czytałam mu bajki — te same, które kiedyś czytałam Tomkowi. Czułam się potrzebna i kochana. Ale potem zaczęły się drobne problemy: Antoś nie chciał jeść obiadu, marudził przy zasypianiu, a raz nawet dostał lekkiej gorączki po spacerze w deszczu.
Zadzwoniłam do Magdy, żeby zapytać, co robić. — Daj mu syrop, który zostawiłam w torbie — powiedziała bez emocji. Zrobiłam wszystko zgodnie z jej wskazówkami. Gorączka minęła po kilku godzinach.
Ale potem zaczęły się telefony. — Mamo, Antoś płakał dziś po południu? — pytała Magda codziennie. — A co jadł na obiad? Czy spał w ciągu dnia? Czy nie był za długo na dworze? Czułam się jak uczennica na egzaminie.
Wszystko pękło ostatniego dnia ich urlopu. Magda i Tomek wrócili wieczorem. Antoś rzucił im się na szyję, a ja stałam z boku i patrzyłam. Po godzinie Magda weszła do kuchni i zamknęła za sobą drzwi.
— Muszę to powiedzieć wprost — zaczęła bez ogródek. — Antoś jest rozregulowany. Nie śpi o stałych porach, je byle co, cały czas jest rozdrażniony. Mamo, ja wiem, że się starałaś, ale to nie tak powinno wyglądać.
Poczułam się jak dziecko przyłapane na czymś złym. — Magda… Ja naprawdę robiłam wszystko…
— Wiem, ale to nie wystarczyło — przerwała mi ostro. — On potrzebuje rutyny! A ty pozwalałaś mu na wszystko. Nawet lody jadł przed obiadem!
Zacisnęłam dłonie na blacie stołu. — Chciałam mu sprawić przyjemność…
— Ale to nie jest twoja rola! — wybuchła Magda. — Ty masz być babcią, ale też odpowiedzialną opiekunką!
Wyszła trzaskając drzwiami. Zostałam sama w kuchni i poczułam łzy napływające do oczu. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tylko jedno pytanie: czy naprawdę jestem złą babcią? Czy przez te dwa tygodnie zrobiłam coś tak strasznego?
Następnego dnia Tomek próbował mnie pocieszyć. — Mamo, Magda jest zmęczona i przewrażliwiona…
— Ale może ma rację? Może nie nadaję się już do opieki nad dzieckiem? — spytałam cicho.
Tomek objął mnie ramieniem. — Przesadzasz. Antoś cię uwielbia.
Ale słowa Magdy bolały mnie bardziej niż chciałam przyznać. Przez kolejne dni unikałam kontaktu z synem i synową. Nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na wiadomości. Czułam się winna i niepotrzebna.
Po tygodniu dostałam SMS-a od Tomka: „Mamo, Antoś pyta o ciebie codziennie. Przyjedź do nas na weekend?”. Zgodziłam się z wahaniem.
W Warszawie Magda była chłodna i oficjalna. Antoś rzucił mi się na szyję: — Babciu! Opowiesz mi bajkę o smoku?
Usiadłam z nim na dywanie i zaczęliśmy czytać. Po chwili Magda weszła do pokoju.
— Mamo… Przepraszam za tamtą rozmowę — powiedziała cicho. — Wiem, że się starałaś. Po prostu… bałam się o Antosia.
Spojrzałam jej w oczy. — Ja też się bałam… że już nie umiem być dobrą babcią.
Magda usiadła obok mnie i Antosia. — Może po prostu musimy się lepiej dogadać? Ustalić zasady?
Pokiwałam głową ze łzami w oczach.
Dziś już wiem, że nie ma idealnych babć ani idealnych matek. Każda z nas popełnia błędy i każda chce jak najlepiej dla dziecka. Ale czy naprawdę jestem złą teściową tylko dlatego, że kocham mojego wnuka inaczej niż jego mama? Czy można być dobrą babcią i jednocześnie spełnić oczekiwania synowej?
A Wy? Jak radzicie sobie z takimi konfliktami w rodzinie? Czy naprawdę można pogodzić różne wizje wychowania dzieci?