Kasia i Marek: Miłość, która przetrwała próbę czasu, ale nie przeszła próby rodziny
„Nie chcę go widzieć!” – krzyknął Paweł, trzaskając drzwiami swojego pokoju. Jego słowa odbiły się echem w mojej głowie, a serce zamarło na chwilę. Stałam w korytarzu, próbując zebrać myśli. Jak mogłam doprowadzić do takiej sytuacji? Marek, mój były mąż i pierwsza miłość, wrócił do naszego życia po latach nieobecności. A ja, mimo że byłam teraz z Michałem, nie mogłam przestać myśleć o Marku.
Marek i ja poznaliśmy się w liceum. Był dwa lata starszy, przystojny i pełen życia. Ja byłam cicha, skupiona na nauce, zawsze z książką w ręku. Nasze drogi przecięły się przypadkiem na szkolnym korytarzu, kiedy upuściłam stos książek. Pomógł mi je pozbierać i uśmiechnął się tym swoim zawadiackim uśmiechem. Od tego momentu wszystko się zmieniło.
Zakochaliśmy się w sobie bez pamięci. Byliśmy nierozłączni przez całe liceum, a potem na studiach. Marek miał swoje problemy – nie przykładał się do nauki, często wagarował, ale ja wierzyłam, że mogę go zmienić. Wierzyłam w naszą miłość.
Pobraliśmy się młodo, zbyt młodo jak na mój gust teraz, gdy patrzę wstecz. Mieliśmy syna, Pawła. Ale życie nie było bajką. Marek nie potrafił znaleźć stałej pracy, a ja musiałam utrzymywać rodzinę. Kłóciliśmy się coraz częściej, aż w końcu Marek odszedł. Zostałam sama z małym dzieckiem.
Przez lata starałam się być najlepszą matką dla Pawła. Poznałam Michała – stabilnego, odpowiedzialnego mężczyznę, który pokochał mnie i mojego syna jak własnego. To on nauczył Pawła jeździć na rowerze, to on był przy nim podczas pierwszego dnia w szkole. Paweł zawsze mówił do niego „tato”.
A teraz Marek wrócił. Twierdził, że się zmienił, że chce być częścią życia Pawła. Nie wiedziałam, co robić. Serce mówiło jedno, rozum drugie. Michał był moją ostoją przez te wszystkie lata, ale Marek był moją pierwszą miłością.
„Mamo, dlaczego on teraz wraca? Gdzie był przez te wszystkie lata?” – zapytał Paweł pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy razem przy stole.
„Nie wiem, kochanie. Może zrozumiał swoje błędy” – odpowiedziałam niepewnie.
„Nie chcę go znać” – powiedział stanowczo Paweł.
Czułam się rozdarta między dwoma światami. Z jednej strony chciałam dać Markowi szansę na naprawienie relacji z synem, z drugiej bałam się stracić to, co zbudowałam z Michałem.
Pewnego dnia Marek przyszedł do nas do domu. Michał był w pracy, a Paweł u kolegi. Rozmawialiśmy długo o przeszłości i przyszłości.
„Kasia, wiem, że zawiodłem cię i Pawła. Ale naprawdę się zmieniłem” – powiedział Marek z powagą w głosie.
„Chciałabym ci wierzyć” – odpowiedziałam cicho.
„Daj mi szansę” – poprosił.
Nie wiedziałam, co robić. Czy mogłam mu zaufać? Czy powinnam ryzykować to wszystko dla dawnej miłości?
Wieczorem usiadłam z Michałem i opowiedziałam mu o rozmowie z Markiem.
„Kasia, kocham cię i Pawła jak własnego syna. Ale jeśli chcesz dać Markowi szansę… Zrozumiem” – powiedział Michał spokojnie.
Jego słowa były jak cios prosto w serce. Jak mogłam zranić tak dobrego człowieka?
Przez kilka dni chodziłam jak we mgle. Nie mogłam podjąć decyzji. Aż pewnego dnia Paweł przyszedł do mnie z listem w ręku.
„To od taty” – powiedział cicho.
Otworzyłam list i zaczęłam czytać:
„Drogi Pawle,
Wiem, że mnie nie znasz i że zawiodłem cię jako ojciec. Ale chciałbym to naprawić. Chciałbym być częścią twojego życia, jeśli mi na to pozwolisz.
Z miłością,
Tata”
Łzy napłynęły mi do oczu. Paweł spojrzał na mnie z determinacją.
„Mamo, może powinniśmy dać mu szansę?”
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy można przebaczyć komuś po tylu latach? Czy można zacząć od nowa? A może to tylko iluzja?
Czy naprawdę można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? Może czasem trzeba wybrać między tym, co jest dobre dla nas samych a tym, co jest dobre dla naszych dzieci?