Ostatni dzień w domu rodzinnym – historia o rozstaniu, winie i przebaczeniu
– Nie wyjadę stąd, słyszysz? – krzyknęła mama, a jej głos odbił się echem od pustych ścian kuchni. Stałam w progu, z walizką w ręku, drżącymi dłońmi ściskając rączkę. Zapach gotującego się rosołu mieszał się z zapachem starego domu, wilgoci i leków. – Nie zostawię tego wszystkiego, nie zostawię ciebie!
Mój brat, Tomek, wszedł do kuchni z impetem. – Mamo, przestań! – rzucił zniecierpliwiony. – Musisz jechać do szpitala. Lekarz powiedział jasno: jeszcze tydzień i może być za późno.
– A kto zajmie się domem? Kto nakarmi kury? Kto podleje ogród? – Mama patrzyła na mnie, jakby to ode mnie zależało wszystko. – Ty, Aniu? Ty nawet nie wiesz, gdzie jest klucz do piwnicy!
Zacisnęłam zęby. Od lat mieszkałam w Białymstoku, wracałam tu tylko na święta. Tomek wyjechał do Anglii zaraz po maturze, wrócił dopiero teraz, kiedy mama zaczęła chorować. Każde z nas miało swoje życie, a dom rodzinny… Dom był jak stara fotografia – piękny tylko z daleka.
– Mamo, nie możesz tu zostać sama – powiedziałam cicho. – Tomek ma rację.
– A ty? Ty też wyjeżdżasz? – Jej głos był nagle cichy, łamiący się. – Zostawiasz mnie tu na pastwę losu?
– Przecież jadę z tobą do szpitala – próbowałam ją objąć, ale odsunęła się gwałtownie.
– Nie chcę szpitala! Chcę mojego domu! – łzy spływały jej po policzkach.
Tomek spojrzał na mnie bezradnie. Przez chwilę widziałam w nim tego samego chłopca, który kiedyś chował się za moimi plecami przed psem sąsiadów. Teraz był dorosły, zmęczony życiem za granicą i poczuciem winy.
– Anka, musimy ją przekonać – szepnął. – Ja już nie mam siły.
Usiadłam przy stole. Wzięłam mamę za rękę. – Mamo… Ja też nie chcę tego wszystkiego zostawiać. Ale jeśli nie pojedziesz, możesz umrzeć. Chcesz tego?
Milczała długo. W końcu skinęła głową.
***
Pakowanie było jak rozdzieranie starej rany. Każda rzecz miała swoją historię: fartuch babci, zdjęcie ojca w mundurze strażaka, dziecięce rysunki przyklejone do lodówki. Mama płakała nad każdym drobiazgiem.
– Zostaw to! – krzyknęła nagle, gdy próbowałam spakować jej ulubiony kubek z napisem „Najlepsza Mama na świecie”. – To zostaje tutaj! Jak wrócę…
Nie odpowiedziałam. Bałam się powiedzieć jej prawdę: że może już nigdy tu nie wróci.
Tomek wynosił walizki do samochodu. Widziałam, jak ociera łzy rękawem kurtki.
– Myślisz, że ona to przeżyje? – zapytał szeptem.
– Nie wiem… Ale jeśli zostanie tu sama, na pewno nie.
***
Droga do szpitala była cicha. Mama patrzyła przez okno na znajome pola i lasy. W pewnym momencie powiedziała:
– Kiedyś myślałam, że dom to ludzie… Ale dom to też ziemia, zapach trawy po deszczu, śpiew ptaków o świcie…
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
***
W szpitalu wszystko było białe i zimne. Mama leżała na łóżku, podłączona do kroplówki. Tomek siedział przy niej i trzymał ją za rękę.
– Przepraszam was… – wyszeptała nagle mama. – Przepraszam za wszystko…
– Za co? – zapytałam zdziwiona.
– Za to, że was nie rozumiałam… Za to, że zawsze chciałam was zatrzymać przy sobie…
Poczułam łzy pod powiekami.
– Mamo… My też przepraszamy. Za to, że tak rzadko wracaliśmy…
Tomek odwrócił wzrok. Wiedziałam, że płacze.
***
Mama została w szpitalu trzy tygodnie. Każdego dnia jeździliśmy do niej z Tomkiem na zmianę. Dom stał pusty. Kury gdakały głodne, ogród zarastał chwastami. Sąsiadka pani Zosia czasem zaglądała i przynosiła świeże mleko.
Pewnego dnia zadzwonił telefon.
– Aniu… Mama jest bardzo słaba… Może powinnaś przyjechać…
Wbiegłam do sali jak oszalała. Mama leżała z zamkniętymi oczami, oddychała ciężko.
– Mamo… To ja…
Otworzyła oczy i uśmiechnęła się słabo.
– Aniu… Obiecaj mi jedno…
– Co tylko chcesz!
– Nie sprzedawaj domu… Niech zostanie w rodzinie…
Pokiwałam głową przez łzy.
Mama odeszła tej nocy.
***
Pogrzeb był skromny. Przyszli sąsiedzi, ciotki z Suwałk, nawet stary pan Marian spod lasu. Stałam nad grobem mamy i czułam się pusta w środku.
Po wszystkim wróciliśmy z Tomkiem do domu. Siedzieliśmy w kuchni przy zimnej herbacie.
– Co teraz? – zapytał cicho Tomek.
– Nie wiem… Może powinniśmy tu zostać? Choćby na jakiś czas?
Spojrzał na mnie smutno.
– Ja muszę wracać do Anglii… Tam mam pracę…
Zostałam sama w pustym domu. Wieczorem usiadłam na ganku i patrzyłam na zachód słońca nad polami. Czułam żal i ulgę jednocześnie.
Czy można przebaczyć sobie to, że nie było się przy rodzicach wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowali? Czy dom rodzinny to tylko miejsce – czy może coś więcej? Ciekawa jestem waszych historii i przemyśleń…