Siostra, której nienawidziłam od zawsze – historia o zazdrości, rodzinnych ranach i przebaczeniu
— Zostaw to! — wrzasnęłam, widząc jak Amelia znowu grzebie w mojej szufladzie. — To moje! — wyciągnęłam jej z rąk zeszyt, aż kartki rozsypały się po podłodze.
— Mamo! Zuzka znowu się na mnie drze! — rozległ się natychmiast jej pisk.
Mama wbiegła do pokoju, z twarzą zmęczoną po nocnej zmianie w szpitalu. — Zuza, czy ty naprawdę nie możesz być choć trochę wyrozumiała dla młodszej siostry? — westchnęła ciężko. — Amelka, chodź do kuchni, pomóż mi przy obiedzie.
Zacisnęłam pięści. Zawsze to samo. Ja – starsza, rozumna, odpowiedzialna. Ona – oczko w głowie wszystkich, wiecznie rozpieszczana. Nawet babcia powtarzała: „Amelka taka delikatna, trzeba ją chronić”.
A ja? Ja miałam być silna. I niewidzialna.
W szkole też nie miałam lekko. Wszyscy nauczyciele znali Amelię, bo mama pracowała w przychodni przy szkole. — Zuzanno, czy pomagasz siostrze w lekcjach? — pytała matematyczka. — Amelka taka zdolna, a ty taka… zamyślona.
Zamyślona? Byłam wściekła. Bo nikt nie widział, ile muszę się starać, żeby dostać czwórkę. Amelia przynosiła szóstki bez wysiłku. W domu mama chwaliła ją przy każdej okazji:
— Amelka wygrała konkurs recytatorski! — opowiadała przez telefon cioci Gosi. — A Zuza… no, Zuza pomaga mi w domu.
Pomagałam, bo musiałam. Sprzątałam po obiedzie, robiłam zakupy, odrabiałam lekcje z Amelią, kiedy mama była w pracy. Ale nikt tego nie zauważał.
Najgorsze były święta. Przy stole babcia zawsze sadzała Amelię obok siebie i głaskała ją po włosach:
— Moja śliczna dziewczynka! A ty, Zuziu, podaj barszcz.
Czułam się jak służąca we własnym domu.
Z czasem nauczyłam się chować swoje emocje. Przestałam się odzywać, zamykałam się w pokoju z książkami. Marzyłam tylko o tym, żeby wyjechać na studia do innego miasta i nigdy nie wracać.
Ale los miał inne plany.
W liceum Amelia rozkwitła – była piękna, pewna siebie, miała wokół siebie wianuszek adoratorów. Ja byłam tą „starszą siostrą Amelii”, nikt nie pamiętał mojego imienia. Nawet chłopak, który mi się podobał, zaprosił na studniówkę ją.
— Przepraszam, Zuza… Ale Amelia jest taka fajna — powiedział mi kiedyś Michał na korytarzu.
Poczułam wtedy coś więcej niż zazdrość. To była czysta nienawiść.
Po maturze dostałam się na psychologię w Poznaniu. Wyprowadziłam się z domu i przysięgłam sobie: nigdy więcej nie będę żyć w jej cieniu.
Przez pierwsze miesiące czułam ulgę. Nikt mnie nie porównywał, nikt nie oczekiwał cudów. Poznałam ludzi, którzy widzieli we mnie coś więcej niż „starszą siostrę Amelii”.
Ale rodzina nie dawała o sobie zapomnieć. Mama dzwoniła co tydzień:
— Amelka dostała stypendium! Amelka występuje w teatrze! Amelka ma chłopaka!
A ja? Ja miałam stany lękowe i nieprzespane noce przed egzaminami.
Wróciłam do domu na święta dopiero po dwóch latach. W progu przywitała mnie mama z szerokim uśmiechem:
— Zuzia! Jak dobrze cię widzieć! Amelka zaraz przyjdzie z chłopakiem.
W kuchni siedziała babcia i kroiła sałatkę:
— No i co tam u ciebie? — spytała bez entuzjazmu.
— Studiuję…
— A Amelka mówiła, że ma już propozycję pracy po studiach! — przerwała mi babcia.
Zacisnęłam zęby i wyszłam na balkon zapalić papierosa.
Tam znalazła mnie Amelia.
— Zuza…
Nie chciałam z nią rozmawiać. Ale ona usiadła obok i przez chwilę milczałyśmy.
— Wiem, że mnie nie lubisz — powiedziała nagle cicho.
Zaskoczyło mnie to. Spojrzałam na nią – pierwszy raz od dawna naprawdę uważnie. Była blada, miała podkrążone oczy.
— Coś się stało? — zapytałam niepewnie.
— Rozstałam się z Bartkiem… I… mam kłopoty na uczelni. Nie wiem, czy dam radę skończyć ten rok.
Patrzyłam na nią osłupiała. Przecież ona zawsze była idealna!
— Mama nic nie wie — dodała Amelia szeptem. — Nie chcę jej martwić…
Nagle poczułam coś dziwnego – współczucie? Litość? A może ulgę?
— Może pogadamy? — zaproponowałam nieśmiało.
Siedziałyśmy na balkonie do późnej nocy. Po raz pierwszy opowiedziałyśmy sobie wszystko: o zazdrości, o tym jak bolało nas porównywanie przez rodzinę, o samotności i presji bycia „tą lepszą” albo „tą silną”.
Amelia płakała:
— Myślisz, że było mi łatwo? Mama zawsze mówiła: „Bądź jak Zuza – odpowiedzialna”. Bałam się cię zawieść…
A ja płakałam razem z nią:
— Myślałam, że mnie nienawidzisz za to, że jestem inna…
Od tamtej rozmowy minęło kilka lat. Nasza relacja nie jest idealna – czasem wracają stare żale i pretensje. Ale nauczyłyśmy się rozmawiać ze sobą jak dorosłe kobiety, a nie jak rywalizujące dzieci.
Kiedy mama zachorowała na raka piersi, trzymałyśmy się razem. Razem jeździłyśmy z nią na chemioterapię, razem płakałyśmy w samochodzie pod szpitalem.
Wtedy zrozumiałam: rodzina to nie konkurs piękności ani wyścig o uwagę rodziców. To wspólnota bólu i radości – nawet jeśli czasem rani bardziej niż ktokolwiek inny.
Dziś Amelia jest moją przyjaciółką. Czasem jeszcze czuję ukłucie zazdrości – kiedy widzę jej sukcesy albo słyszę pochwały od mamy. Ale już wiem: ona też nosi swoje blizny.
Często zastanawiam się: ile rodzinnych ran powstaje tylko dlatego, że nikt nas nie nauczył mówić o swoich emocjach? Czy można naprawdę pokochać kogoś, kogo przez lata się nienawidziło?
A wy? Macie takie historie w swoich rodzinach? Czy potrafilibyście przebaczyć?