„Dałaś nam zły ogródek. Ziemia jest fatalna i nic nie rośnie” – historia rodzinnej walki o kawałek ziemi
– Ty naprawdę myślisz, że to jest sprawiedliwe? – głos Agaty drżał od złości i rozczarowania. Stałyśmy naprzeciwko siebie na środku ogródka, który jeszcze kilka miesięcy temu należał do naszej mamy. Wokół nas pachniały resztki przekwitłych róż, a w powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi.
Patrzyłam na nią, próbując zapanować nad własnym gniewem. – Agata, przecież to los zdecydował, która z nas dostanie którą działkę. Mama podzieliła wszystko po równo. – Mówiłam spokojnie, choć w środku aż się gotowałam.
– Po równo? – prychnęła. – Ty dostałaś tę lepszą, gdzie zawsze rosły pomidory i maliny. U mnie nawet trawa nie chce rosnąć! To nie jest sprawiedliwe. Powinniśmy się zamienić.
Zacisnęłam dłonie na łopacie, którą trzymałam od rana. Przyszłam tu z zamiarem przekopania grządek, żeby przygotować je na wiosnę, ale zamiast tego utknęłam w kolejnej rodzinnej kłótni.
Pamiętam dzień pogrzebu mamy – jak obiecałyśmy sobie, że będziemy się wspierać i dbać o siebie nawzajem. Ale życie szybko zweryfikowało te obietnice. Od tamtej pory wszystko było inne. Każda rozmowa kończyła się pretensjami, a każda decyzja była powodem do sporu.
Agata rzuciła mi spojrzenie pełne wyrzutu. – Wiesz dobrze, że mama zawsze faworyzowała ciebie. Nawet teraz, po śmierci, zostawiła ci lepszą ziemię.
– Przestań! – wybuchłam. – To nieprawda! Mama chciała, żebyśmy obie miały coś swojego. To nie moja wina, że twoja działka jest bardziej zacieniona.
– Ale ty możesz mi pomóc! – jej głos był już bardziej błagalny niż zły. – Proszę cię, zamieńmy się. Przecież to tylko kawałek ziemi.
Zamilkłam na chwilę, patrząc na jej twarz. Była zmęczona, pod oczami miała cienie, a dłonie drżały lekko ze zdenerwowania. Wiedziałam, że ostatnie miesiące były dla niej trudne – rozpad małżeństwa, problemy w pracy… Ale czy to wystarczający powód, by oddać jej coś, co dla mnie też miało ogromne znaczenie?
Przypomniałam sobie dzieciństwo – jak biegałyśmy po tych samych ścieżkach, zbierałyśmy poziomki i budowałyśmy domki z gałęzi. Mama zawsze mówiła: „Ziemia to nie tylko praca, to pamięć”. Dla mnie ta działka była właśnie tym – wspomnieniem mamy, miejscem, gdzie czułam jej obecność.
– Agata, nie mogę się zgodzić – powiedziałam cicho. – Ta działka to jedyne miejsce, gdzie czuję się blisko mamy.
– A ja? Myślisz, że dla mnie to nic nie znaczy? – łzy napłynęły jej do oczu. – Próbowałam wszystkiego! Nawet nawozy kupowałam za ostatnie pieniądze. Nic nie rośnie! Czuję się jakby mama zostawiła mnie z niczym.
Poczułam ukłucie winy. Może rzeczywiście miałam więcej szczęścia? Moja działka była słoneczna, ziemia żyzna… Ale czy to znaczyło, że powinnam oddać ją siostrze?
– Może spróbujemy razem coś posadzić u ciebie? – zaproponowałam ostrożnie. – Może trzeba przekopać ziemię głębiej albo dodać kompostu?
Agata pokręciła głową. – Próbowałam już wszystkiego. Po prostu… czuję się przegrana. Nawet tu nie mogę niczego zrobić dobrze.
Zrobiło mi się jej żal. Zawsze była tą silniejszą z nas dwóch – przebojowa, pewna siebie… A teraz stała przede mną złamana i bezradna.
– Agata… – zaczęłam, ale ona mi przerwała.
– Wiesz co? Zawsze miałaś wszystko lepsze ode mnie. Lepsze oceny w szkole, lepszych przyjaciół… Nawet mama bardziej cię kochała.
Te słowa zabolały mnie bardziej niż cokolwiek innego. Przecież zawsze starałam się być dobrą siostrą! Ale może rzeczywiście czegoś nie widziałam?
– To nieprawda – wyszeptałam. – Po prostu… może powinniśmy spróbować razem coś zmienić?
Przez chwilę milczałyśmy obie, każda pogrążona w swoich myślach. W końcu Agata odwróciła się i ruszyła w stronę swojej działki.
– Nie chcę już o tym rozmawiać – rzuciła przez ramię.
Patrzyłam za nią długo, aż zniknęła za żywopłotem. Wtedy usiadłam na ławce i ukryłam twarz w dłoniach. Czułam się rozdarta między lojalnością wobec mamy a współczuciem dla siostry.
Wieczorem zadzwonił telefon. To była ciocia Zofia.
– Słyszałam, że znowu się pokłóciłyście – powiedziała bez ogródek.
– Skąd wiesz? – zapytałam zmęczonym głosem.
– Agata przyszła do mnie z płaczem. Dziecko, musicie się dogadać. Mama by tego chciała.
Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że ciocia ma rację… Ale jak pogodzić własne potrzeby z oczekiwaniami innych?
Następnego dnia poszłam na działkę Agaty. Zastałam ją siedzącą na starym krześle ogrodowym, zapatrzoną w ziemię.
– Przyniosłam trochę kompostu i sadzonek pomidorów – powiedziałam cicho.
Spojrzała na mnie zaskoczona.
– Chcesz mi pomóc?
– Tak… Może razem uda nam się coś wyhodować.
Przez kilka godzin pracowałyśmy razem w milczeniu. Przekopywałyśmy ziemię, sadziłyśmy rośliny… Czułam, jak powoli opada napięcie między nami.
Pod koniec dnia Agata uśmiechnęła się słabo.
– Dziękuję… Może rzeczywiście razem będzie łatwiej?
Uśmiechnęłam się do niej przez łzy.
Teraz siedzę na swojej ławce i patrzę na zachodzące słońce nad ogrodem mamy. Zastanawiam się: czy naprawdę warto walczyć o kawałek ziemi kosztem rodziny? Czy czasem nie lepiej odpuścić dumę i spróbować zrozumieć drugiego człowieka? Może właśnie o to chodziło mamie…