Zapach żalu: Jak domowy odświeżacz powietrza wywołał rodzinny chaos

— Co tu tak śmierdzi?! — krzyknęła mama, wchodząc do łazienki. Stałam przy umywalce, ściskając w ręku plastikową butelkę z moim najnowszym wynalazkiem: domowym odświeżaczem powietrza. W powietrzu unosiła się dziwna mieszanka octu, cytryny i czegoś, co miało być lawendą, ale bardziej przypominało zapach starej szafy. — To ja… próbowałam coś poprawić — odpowiedziałam niepewnie, czując jak policzki mi płoną.

Mama spojrzała na mnie z niedowierzaniem, a potem na butelkę. — Ty zawsze musisz coś wymyślić! — westchnęła ciężko. — Czy nie możesz po prostu kupić normalnego odświeżacza jak wszyscy?

Zacisnęłam usta. Od kilku tygodni nasza łazienka pachniała jak mokre ręczniki po siłowni. Tata twierdził, że to przez stare rury, brat narzekał na kota, a mama… mama po prostu zamykała drzwi i udawała, że problem nie istnieje. Ja jednak nie mogłam tego znieść. Chciałam pokazać wszystkim, że potrafię coś naprawić. Że mogę być zaradna.

Wyszłam z łazienki, zostawiając za sobą chmurę mojego „zapachu świeżości”. W kuchni brat Bartek już czekał z ironicznym uśmiechem.

— Gratulacje, siostrzyczko. Teraz nasza łazienka pachnie jak kebab z octem.

— Przynajmniej próbuję coś zrobić! — rzuciłam przez zaciśnięte zęby.

— Może następnym razem spróbuj nie truć rodziny — odpowiedział i wyszedł na balkon.

Wieczorem atmosfera w domu była gęsta jak ten mój nieszczęsny odświeżacz. Tata wrócił z pracy zmęczony i od progu zapytał:

— Co tu się dzieje? Czemu w całym mieszkaniu śmierdzi jak w pralni chemicznej?

Mama spojrzała na mnie wymownie. — Twoja córka postanowiła zostać chemikiem.

Tata tylko pokręcił głową i poszedł do łazienki. Po chwili usłyszeliśmy kaszel i przekleństwo pod nosem. Wtedy zadzwonił domofon.

— Dobry wieczór, tu pani Kowalska z trzeciego piętra… Czy u państwa coś się rozlało? Bo u mnie w łazience czuć dziwny zapach…

Zamarłam. Nie dość, że narobiłam zamieszania w domu, to jeszcze zapach przedostał się do sąsiadów! Mama przejęła słuchawkę:

— Przepraszamy, to tylko eksperyment mojej córki… Już wszystko naprawiamy.

Po tej rozmowie mama była bliska płaczu. — Zawsze musisz robić z siebie pośmiewisko? — zapytała cicho.

Poczułam gulę w gardle. Przecież chciałam dobrze! Chciałam, żeby byli ze mnie dumni, żeby choć raz ktoś powiedział: „Dzięki tobie jest lepiej”.

Następnego dnia w szkole nie mogłam się skupić. W głowie miałam tylko ten zapach i słowa mamy. Po lekcjach wróciłam do domu i zobaczyłam Bartka siedzącego przy stole z miną obrażonego kota.

— Mama cały dzień wietrzy mieszkanie — rzucił bez entuzjazmu.

— Przepraszam… — wyszeptałam.

Spojrzał na mnie i wzruszył ramionami. — Wiesz co? Może następnym razem po prostu zapytaj kogoś o pomoc. Nie musisz wszystkiego robić sama.

Te słowa zabolały bardziej niż wszystkie wcześniejsze docinki. Zawsze myślałam, że muszę być samodzielna, bo nikt nie ma czasu na moje problemy. Ale może Bartek miał rację?

Wieczorem zebrałam się na odwagę i poszłam do rodziców.

— Przepraszam za ten bałagan… Chciałam tylko pomóc. Może następnym razem spróbujemy razem coś wymyślić?

Mama spojrzała na mnie łagodniej niż zwykle. — Wiesz… czasem lepiej po prostu porozmawiać niż działać na własną rękę.

Tata uśmiechnął się pod nosem. — A może po prostu kupimy nowy odświeżacz?

Wszyscy się roześmialiśmy. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że jesteśmy razem, nawet jeśli czasem coś nam nie wychodzi.

Kilka dni później spotkałam panią Kowalską na klatce schodowej.

— Dziecko, następnym razem daj znać, to ci pożyczę mój przepis na cytrusowy odświeżacz! — mrugnęła do mnie porozumiewawczo.

Uśmiechnęłam się szeroko. Może nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale dzięki temu nauczyłam się czegoś ważnego o sobie i o innych.

Czasem wystarczy jeden mały błąd, żeby zobaczyć, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem. Czy naprawdę warto udawać przed rodziną, że wszystko potrafimy sami? A może lepiej czasem przyznać się do słabości i poprosić o pomoc?