Kiedy choroba mojej córki odkryła rodzinny sekret: Historia ojca, który musiał zacząć od nowa

– Tato, dlaczego mama nie odbiera telefonu? – zapytała Zosia, patrząc na mnie wielkimi, podkrążonymi oczami. Siedziała na szpitalnym łóżku, jej drobne dłonie ściskały pluszowego misia. W tej chwili poczułem, jakby ktoś wyciągnął mi serce z piersi. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Sam od dwóch dni nie miałem kontaktu z Magdą. Zniknęła. Po prostu przestała istnieć w naszym świecie.

Jeszcze tydzień temu byłem przekonany, że mam wszystko: kochającą żonę, zdrową córkę, stabilną pracę w warszawskiej firmie budowlanej. Nasze życie nie było idealne, ale kto ma idealne życie? Kłóciliśmy się czasem o drobiazgi – rachunki, bałagan w kuchni, jej wieczne zmęczenie. Ale zawsze wracaliśmy do siebie. Tak myślałem.

Wszystko zaczęło się od zwykłego przeziębienia. Zosia miała gorączkę, kaszel, była osłabiona. Lekarz rodzinny uspokajał: „To tylko wirus, proszę dać jej odpocząć”. Ale po kilku dniach stan się pogorszył. Zosia przestała jeść, zaczęła tracić na wadze. Trafiliśmy do szpitala. Diagnoza: ostra białaczka limfoblastyczna. Świat mi się zawalił.

Pamiętam, jak siedziałem na plastikowym krześle w szpitalnym korytarzu i próbowałem dodzwonić się do Magdy. Była w pracy, nie odbierała. Wysłałem SMS: „Zosia w szpitalu. Oddzwoń”. Odpowiedzi nie było. Wieczorem zadzwoniłem do jej matki – nie wiedziała, gdzie jest Magda. Następnego dnia zadzwoniłem do jej pracy – powiedzieli, że nie przyszła i nie odbiera telefonu.

Zosia pytała o mamę codziennie. Kłamałem – mówiłem, że mama jest zajęta, że musi pracować, że przyjdzie jutro. Ale z każdym dniem coraz bardziej czułem, że coś jest nie tak. Zacząłem przeszukiwać jej rzeczy w domu. Znalazłem list – krótki, napisany w pośpiechu: „Piotrze, przepraszam. Nie mogę już tak żyć. Muszę odejść”.

Nie mogłem uwierzyć. Przecież byliśmy rodziną! Jak mogła zostawić mnie i chorą córkę? Przez kilka dni funkcjonowałem jak automat – praca, szpital, dom, praca… W nocy płakałem do poduszki, żeby Zosia nie słyszała.

Pewnego dnia przyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała: „Pan Piotr? Proszę iść do gabinetu lekarskiego”. Tam czekał na mnie lekarz i… kobieta z opieki społecznej. „Pana żona nie odbiera telefonów ani od nas, ani od rodziny” – powiedziała cicho urzędniczka. „Musimy ustalić sytuację prawną Zosi”.

Wtedy pierwszy raz poczułem prawdziwy strach – nie o siebie, ale o córkę. Czy mogliby mi ją odebrać? Czy jestem wystarczająco dobrym ojcem?

Zacząłem walczyć – o zdrowie Zosi i o naszą rodzinę. Spędzałem z nią całe dnie w szpitalu, czytałem bajki, opowiadałem historie z dzieciństwa. Uczyłem się robić zastrzyki i podawać leki. Były dni, kiedy miałem ochotę uciec – jak Magda – ale patrzyłem na Zosię i wiedziałem, że nie mogę jej zostawić.

Po miesiącu leczenia Zosia zaczęła wracać do sił. Wtedy odezwała się Magda – wysłała mi maila z zagranicy: „Przepraszam cię i Zosię. Nie umiałam sobie poradzić z tym wszystkim. Jestem w Berlinie z Michałem”. Michał… Nasz dawny przyjaciel ze studiów.

Poczułem gniew i upokorzenie. Przez lata ufałem Magdzie bezgranicznie. Teraz okazało się, że miała romans i uciekła z innym mężczyzną w najgorszym momencie naszego życia.

Nie wiedziałem, co powiedzieć Zosi. Pytała o mamę coraz rzadziej – chyba wyczuwała prawdę lepiej niż ja sam. Pewnego wieczoru zapytała: „Tato, czy mama już nas nie kocha?”.

Zabrakło mi słów. Przytuliłem ją mocno i powiedziałem tylko: „Zawsze będziemy razem”.

Z czasem nauczyliśmy się żyć we dwoje. Było ciężko – musiałem pogodzić pracę z opieką nad chorą córką, gotować obiady, prać ubrania, pomagać w lekcjach online. Czasem sąsiedzi pomagali nam zrobić zakupy albo odebrać leki z apteki.

Najtrudniejsze były noce – kiedy Zosia spała pod kroplówką, a ja siedziałem przy jej łóżku i myślałem o tym wszystkim, co straciliśmy. O zdradzie Magdy, o mojej bezradności wobec choroby córki.

Ale były też chwile nadziei – kiedy Zosia śmiała się podczas gry w karty albo rysowała laurkę dla pielęgniarki. Wtedy czułem dumę i wdzięczność za każdy wspólny dzień.

Po pół roku leczenia lekarze powiedzieli: „Zosia jest w remisji”. Płakałem ze szczęścia jak dziecko.

Magda próbowała wrócić po roku – napisała listy do mnie i do Zosi. Chciała naprawić relacje, ale ja już byłem innym człowiekiem. Nauczyłem się być ojcem i matką jednocześnie.

Czasem zastanawiam się: czy można wybaczyć zdradę? Czy można odbudować rodzinę po takim bólu? A może najważniejsze to nauczyć się żyć na nowo – dla siebie i dla tych, których kochamy najbardziej?