Nie mogę już dłużej wytrzymać z mamą pod jednym dachem

— Znowu zamknęłaś się w łazience na pół godziny! — głos mojej mamy przebił się przez cienką ścianę. — Wszyscy czekają!

Zacisnęłam zęby. Stałam przed lustrem, próbując nie wybuchnąć. To był już trzeci raz tego ranka, kiedy usłyszałam pretensje. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam, mijając mamę, która patrzyła na mnie z wyrzutem.

— Mamo, przecież wiesz, że muszę się przygotować do pracy — powiedziałam cicho, ale ona tylko machnęła ręką i weszła do środka.

Mój mąż, Piotr, stał w kuchni i nerwowo mieszał kawę. Nasza córka, Zosia, siedziała przy stole z książką, a syn, Kuba, przewracał oczami. Wszyscy byliśmy zmęczeni. Od kiedy mama zamieszkała z nami pół roku temu, nasz dom przestał być miejscem odpoczynku.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Mama miała problemy ze zdrowiem po śmierci taty. Była samotna, a ja nie mogłam patrzeć, jak gaśnie w pustym mieszkaniu na Pradze. Zaproponowałam jej przeprowadzkę do nas — przecież mamy trzy pokoje. Wydawało mi się to naturalne. Przecież rodzina powinna sobie pomagać.

Ale już pierwszego dnia pojawiły się zgrzyty. Mama od razu zaznaczyła: „Potrzebuję własnego pokoju. Muszę mieć swoją przestrzeń.”

— Ale mamo… — zaczęłam tłumaczyć — Zosia i Kuba są już nastolatkami, każdy ma swój pokój. My z Piotrem śpimy w salonie na rozkładanej kanapie.

— To nie jest normalne! — przerwała mi ostro. — Matka powinna mieć swój kąt!

Nie chciałam się kłócić. Przeprowadziliśmy się do salonu, oddaliśmy jej naszą sypialnię. Przez pierwsze tygodnie zaciskałam zęby i powtarzałam sobie: „To tylko przejściowe.”

Ale przejściowe stało się codziennością. Mama zaczęła rządzić domem. Ustalała godziny posiłków, narzekała na bałagan w pokojach dzieci, krytykowała Piotra za to, że za głośno ogląda telewizję.

— W moim domu tak by nie było! — powtarzała.

Zosia zamknęła się w sobie. Przestała zapraszać koleżanki. Kuba coraz częściej wychodził z domu bez słowa. Piotr milczał, ale widziałam w jego oczach zmęczenie i żal.

Pewnego wieczoru usiedliśmy razem w kuchni. Dzieci były u znajomych.

— Aniu, tak dalej być nie może — powiedział Piotr cicho. — Ja rozumiem twoją mamę, ale my też mamy prawo do życia.

Poczułam łzy pod powiekami.

— Co mam zrobić? Oddać ją do domu opieki? Przecież to moja matka!

Piotr ujął moją dłoń.

— Nie mówię o domu opieki. Ale musimy ustalić zasady. Dla wszystkich.

Następnego dnia zebrałam się na odwagę i zaprosiłam mamę na rozmowę.

— Mamo, musimy porozmawiać o tym, jak żyjemy razem. Każdy z nas potrzebuje trochę prywatności i swobody…

Nie dała mi dokończyć.

— Czyli przeszkadzam wam! — krzyknęła. — Najlepiej by było, żebym wróciła do siebie i umarła w samotności!

Zamarłam. Wiedziałam, że jest jej ciężko po stracie taty, ale nie mogłam już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.

— Mamo, nikt nie chce cię wyrzucać. Ale musimy znaleźć kompromis…

— Kompromis? — prychnęła. — Ty zawsze byłaś egoistką!

Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Przez kolejne dni mama chodziła obrażona, nie odzywała się do mnie prawie wcale. Dzieci pytały szeptem: „Mamo, kiedy to się skończy?”

Zaczęłam unikać własnego domu. Zostawałam dłużej w pracy, szukałam pretekstów do wyjścia na zakupy czy spaceru z psem sąsiadów.

Pewnej nocy usłyszałam płacz mamy za ścianą. Chciałam wejść do niej, przytulić ją jak kiedyś… Ale nie potrafiłam. Czułam się rozdarta między lojalnością wobec niej a potrzebami własnej rodziny.

W końcu przyszedł dzień, kiedy Zosia wybuchła przy stole:

— Babciu, dlaczego ciągle mówisz nam, co mamy robić? To nasz dom!

Mama spojrzała na mnie z wyrzutem.

— Widzisz? Nawet twoje dzieci mnie nie chcą!

Wybiegła do swojego pokoju i trzasknęła drzwiami.

Po tej scenie długo siedzieliśmy w ciszy. Piotr objął mnie ramieniem.

— Musisz podjąć decyzję — powiedział cicho.

Nie spałam całą noc. Rano zapukałam do drzwi mamy.

— Mamo… musimy coś zmienić. Może spróbujesz wrócić do siebie? Pomogę ci znaleźć opiekunkę albo kogoś do towarzystwa…

Mama długo milczała.

— Myślałam, że tu będę potrzebna… Ale chyba się myliłam.

Łzy spływały mi po policzkach.

— Jesteś potrzebna… Ale nie możemy żyć razem pod jednym dachem bez zasad i wzajemnego szacunku.

Kilka tygodni później mama wróciła do swojego mieszkania. Pomogłam jej znaleźć sąsiadkę do pomocy i odwiedzam ją regularnie. W naszym domu powoli wraca spokój, ale blizny zostały.

Czasem patrzę na zdjęcia z dzieciństwa i zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy da się pogodzić lojalność wobec rodziców z troską o własną rodzinę? A może każda decyzja w takich sytuacjach niesie ze sobą ból i poczucie winy?