Niedziela, która rozdarła naszą rodzinę: Prawda, której nie mogłam przemilczeć
– Mamo, poznaj Martę – powiedział Piotr, wprowadzając do salonu wysoką, szczupłą dziewczynę o ciemnych włosach i nieco zbyt pewnym uśmiechu. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. W mojej głowie rozbrzmiało echo dawnych krzyków, płaczu Ani zamkniętej w swoim pokoju, jej cichych próśb: „Mamo, nie każ mi tam wracać”.
Marta. Marta Nowak. Dziewczyna, która przez trzy lata była koszmarem mojej córki. Dziewczyna, przez którą Ania przestała wierzyć w siebie, przez którą musieliśmy zmienić szkołę. A teraz stoi tu, w moim domu, ściska dłoń mojego syna i patrzy mi prosto w oczy.
– Dzień dobry, pani Barbaro – powiedziała z uśmiechem. – Piotr tyle o pani opowiadał.
Czułam, jak serce wali mi w piersi. Przez chwilę miałam ochotę wybiec z pokoju, zamknąć się w łazience i płakać jak wtedy, gdy Ania po raz pierwszy przyznała się do wszystkiego. Ale nie mogłam. Musiałam być silna.
– Dzień dobry – odpowiedziałam chłodno. – Cieszę się, że do nas dołączyłaś.
Piotr spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem. Zawsze byłam serdeczna dla jego dziewczyn. Ale nie tym razem. Nie potrafiłam.
Obiad przebiegał w napiętej atmosferze. Ania siedziała naprzeciw Marty, blada jak ściana, ledwo dotykając widelcem ziemniaków. Marta udawała, że jej nie zauważa. Piotr próbował ratować sytuację żartami, ale nikt się nie śmiał.
W końcu nie wytrzymałam.
– Piotrze – zaczęłam powoli – czy ty wiesz, kim naprawdę jest Marta?
Zapanowała cisza. Marta spojrzała na mnie z wyzwaniem w oczach. Ania spuściła głowę.
– Mamo, co ty mówisz? – Piotr był wyraźnie zdezorientowany.
– Może powinnaś sama opowiedzieć Piotrowi o tym, co robiłaś w gimnazjum? – zwróciłam się do Marty.
Marta zacisnęła usta.
– To było dawno temu – powiedziała cicho. – Ludzie się zmieniają.
– Niektórzy nie zapominają – odpowiedziałam równie cicho.
Piotr patrzył to na mnie, to na Martę.
– O co chodzi? – zapytał w końcu zniecierpliwiony.
Ania zerwała się od stołu i wybiegła z pokoju. Usłyszałam trzask drzwi na piętrze.
– Piotrze – zaczęłam drżącym głosem – Marta była jedną z osób, które przez lata dręczyły twoją siostrę. To przez nią Ania przestała wychodzić z domu. To przez nią musieliśmy zmienić szkołę.
Piotr pobladł.
– To… to niemożliwe – szepnął. – Marta?
Marta patrzyła na mnie z nienawiścią.
– To było dziecinne wygłupy! – wybuchła nagle. – Każdy robił głupoty w szkole!
– To nie były wygłupy! – krzyknęłam. – To była przemoc! Psychiczna i fizyczna! Wiesz dobrze, co robiliście Ani!
Piotr spojrzał na Martę z niedowierzaniem.
– Czy to prawda? – zapytał cicho.
Marta spuściła wzrok.
– Przepraszam… – wymamrotała. – Ale to było dawno temu…
Wstałam od stołu i poszłam do Ani. Siedziała na łóżku skulona jak dziecko. Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
– Przepraszam, kochanie – wyszeptałam. – Nie mogłam dłużej milczeć.
Ania spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
– Bałam się tego dnia całe życie – powiedziała cicho. – Bałam się, że ona wróci i wszystko znowu się zacznie.
Wróciłyśmy razem na dół. Piotr siedział przy stole z głową w dłoniach. Marta stała przy oknie i płakała.
– Nie wiedziałem… – zaczął Piotr. – Aniu… przepraszam, że cię tu ściągnąłem.
Ania tylko pokręciła głową.
– To nie twoja wina – powiedziała cicho.
Marta podeszła do Ani i uklękła przed nią.
– Przepraszam cię… Naprawdę… Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo cię ranię…
Ania patrzyła na nią długo i uważnie.
– Wybaczam ci – powiedziała w końcu. – Ale nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Marta zerwała się i wybiegła z domu bez słowa. Piotr pobiegł za nią, ale po chwili wrócił sam. Usiadł naprzeciwko mnie i Ani.
– Dlaczego mi nie powiedziałyście wcześniej? – zapytał cicho.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
– Chciałyśmy ci oszczędzić bólu. Ale kiedy zobaczyłam ją tutaj… Nie mogłam już milczeć.
Przez kolejne dni dom był pełen ciszy i niedopowiedzeń. Piotr zamknął się w sobie. Ania znów zaczęła spać przy zapalonym świetle. Ja chodziłam po domu jak cień, zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam.
Kilka dni później Marta zadzwoniła do drzwi. Przyszła sama, bez makijażu, z podkrążonymi oczami.
– Chciałam jeszcze raz przeprosić – powiedziała do Ani i do mnie. – Wiem, że nie zasługuję na wasze przebaczenie. Ale chciałabym spróbować to naprawić… Jeśli tylko pozwolicie.
Ania spojrzała na mnie pytająco. Westchnęłam ciężko.
– Nie wiem, czy da się naprawić to, co było – powiedziałam szczerze. – Ale jeśli naprawdę chcesz spróbować… droga jest długa.
Marta skinęła głową i wyszła bez słowa więcej.
Piotr długo nie mógł się pozbierać po tym wszystkim. Zerwał zaręczyny z Martą, ale przez wiele miesięcy był zamknięty w sobie i unikał rozmów ze mną i z Anią. Nasza rodzina już nigdy nie była taka sama jak wcześniej. Coś pękło na zawsze.
Czasem zastanawiam się nocami: czy dobrze zrobiłam? Czy prawda zawsze jest ważniejsza od spokoju rodziny? Czy można wybaczyć komuś tak wielką krzywdę? Może wy też kiedyś musieliście wybierać między prawdą a milczeniem? Jak byście postąpili na moim miejscu?