Nigdy nie zdążyłam powiedzieć mamie, że jestem w ciąży – historia o rodzinie, tajemnicach i żalu, który zostaje na zawsze
– Magda, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – głos mamy przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, udając, że myję kubek po herbacie, ale w rzeczywistości próbowałam ukryć drżenie rąk. W powietrzu wisiała atmosfera napięcia, której nie dało się już rozładować zwykłym żartem czy czułym gestem. Od śmierci taty nasz dom był jak pole minowe – nigdy nie wiedziałam, gdzie postawić stopę, żeby nie wybuchło.
Mama siedziała przy stole, zgarbiona, z kubkiem kawy w dłoniach. Jej oczy były czerwone od płaczu, ale już nie płakała. Wydawało się, że łzy jej się skończyły. Ja też nie płakałam – nie przy niej. Miałyśmy swoje sposoby na radzenie sobie z bólem: ona zamykała się w sobie, ja uciekałam do pracy i do Michała.
– Słucham cię, mamo – odpowiedziałam cicho, ale wiedziałam, że to kłamstwo. Myślami byłam zupełnie gdzie indziej. W brzuchu czułam dziwne mrowienie – niepokój pomieszany z nadzieją. Byłam w ciąży. Michał już wiedział, cieszył się jak dziecko. Ale mama… Mama nie wiedziała nic.
Od tygodni próbowałam znaleźć odpowiedni moment, żeby jej powiedzieć. Ale każdy dzień przynosił nowe powody, by milczeć: jej łzy po nocach, kłótnie z moim bratem Pawłem o spadek po tacie, wieczne pretensje o to, że nie pomagam jej wystarczająco w domu. Czułam się jak intruz we własnym życiu.
Pamiętam dzień pogrzebu taty. Mama trzymała mnie za rękę tak mocno, że aż bolało. Paweł stał obok, sztywny jak kołek, zaciśnięte usta i wzrok wbity w ziemię. Po mszy wszyscy rozeszli się szybko – nikt nie chciał zostać dłużej niż to konieczne. Wróciliśmy do pustego mieszkania na Grochowie i wtedy zaczęło się prawdziwe piekło.
– Magda, musisz mi pomóc z papierami po tacie – powtarzała mama niemal codziennie. – Paweł tylko obiecuje, a potem znika do swojej dziewczyny.
– Mamo, pracuję do późna…
– Praca! Zawsze ta twoja praca! A ja tu sama ze wszystkim…
Zaciskałam zęby i milczałam. Nie miałam siły na kolejne kłótnie. W pracy udawałam przed koleżankami, że wszystko jest w porządku. Michał próbował mnie wspierać:
– Powiedz jej, Magda. Przecież się ucieszy.
– Nie rozumiesz… Ona nie jest gotowa na takie wieści. Nie teraz.
– A ty? Jesteś gotowa tak żyć?
Nie byłam. Ale bałam się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Któregoś wieczoru mama przyszła do mojego pokoju bez pukania. Usiadła na łóżku i przez chwilę patrzyła na mnie tak intensywnie, że miałam ochotę uciec.
– Magda… czy ty coś przede mną ukrywasz?
Serce mi stanęło. Przez sekundę chciałam wykrzyczeć całą prawdę: „Tak! Jestem w ciąży! Będziesz babcią!” Ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
– Nie… Nic takiego – wyszeptałam.
Mama westchnęła ciężko i wyszła bez słowa. Zostawiła za sobą zapach perfum i poczucie winy, które ściskało mnie za gardło przez całą noc.
Z Pawłem widywałam się coraz rzadziej. On miał swoje życie, swoje sprawy. Kiedy już wpadał do domu, wybuchały awantury o pieniądze po tacie.
– Ty zawsze byłaś ulubienicą mamy! – krzyczał kiedyś na korytarzu. – Wszystko ci wolno!
– Przestań! To nieprawda!
– A co ty wiesz o prawdzie? Nawet nie potrafisz jej powiedzieć!
Nie wiedziałam wtedy jeszcze, jak bardzo te słowa będą mnie prześladować.
Ciąża postępowała. Coraz trudniej było mi ukrywać mdłości i zmęczenie. Mama zauważała moje zmiany nastroju, ale tłumaczyła je stresem po śmierci taty.
W końcu nadszedł ten dzień – dzień, który zmienił wszystko.
Był poniedziałek rano. Mama nie zeszła na śniadanie. Znalazłam ją w łóżku – wyglądała jakby spała spokojnie po raz pierwszy od miesięcy. Ale nie spała. Lekarz powiedział później: zawał serca.
Świat zatrzymał się w miejscu.
Nie pamiętam pogrzebu mamy. Wszystko działo się jakby poza mną: kondolencje sąsiadów, łzy ciotki Basi, szloch Pawła gdzieś w kącie kaplicy. Michał trzymał mnie za rękę i szeptał coś uspokajającego do ucha. Ale ja byłam jak pusta skorupa.
Po wszystkim wróciłam do pustego mieszkania na Grochowie. Usiadłam przy stole w kuchni – tym samym stole, przy którym mama piła kawę każdego ranka – i rozpłakałam się pierwszy raz od miesięcy.
Nie zdążyłam jej powiedzieć.
Nie zdążyłam podzielić się największą radością mojego życia.
Przez kolejne tygodnie żyłam jak automat: praca, lekarz, rozmowy z Michałem o przyszłości dziecka. Paweł przestał się odzywać – chyba miał mi za złe, że to ja zostałam z mieszkaniem po rodzicach.
Czasem siadałam na łóżku mamy i wyobrażałam sobie rozmowę:
– Mamo… jestem w ciąży.
Widzę jej oczy szeroko otwarte ze zdziwienia. Widzę łzy wzruszenia albo może gniewu – bo przecież „to jeszcze za wcześnie”, „nie jesteś gotowa”, „co ludzie powiedzą”. Ale widzę też jej dłonie na moim brzuchu i słyszę szept: „Będę babcią…”
Ale to tylko wyobraźnia.
Zostały mi tylko zdjęcia i niedokończone rozmowy.
Czasem zastanawiam się: gdybym wtedy zdobyła się na odwagę i powiedziała mamie prawdę… Czy wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy byłaby szczęśliwa? Czy może znalazłybyśmy wspólny język na nowo?
Może nigdy się tego nie dowiem. Ale jedno wiem na pewno: tajemnice mają swoją cenę. I czasem płaci się ją przez całe życie.