Zimowy rachunek – historia rodzinnej tajemnicy

– Aniu, czy mogłabyś mi pomóc z rachunkiem za ogrzewanie? – głos mamy przez telefon był cichy, jakby wstydliwy. Był początek grudnia, śnieg już przykrył naszą małą miejscowość pod Krakowem, a ja siedziałam w kuchni, patrząc na parujące okno. W tle słyszałam śmiech mojej córki, która układała puzzle na podłodze.

– Mamo, co się stało? Przecież zawsze radziłaś sobie sama – odpowiedziałam, czując niepokój. Mama nigdy nie prosiła o pieniądze. Nawet kiedy tata odszedł dziesięć lat temu, zacisnęła zęby i wszystko dźwigała na swoich barkach.

– Wiesz… teraz wszystko takie drogie. A ja… nie chcę, żeby było mi zimno tej zimy – jej głos zadrżał.

Obiecałam, że przyjadę następnego dnia. Całą noc przewracałam się z boku na bok, myśląc o tej rozmowie. Coś było nie tak. Mama zawsze była dumna, czasem aż za bardzo. Skoro teraz prosi o pomoc, musiało wydarzyć się coś poważnego.

Rano zadzwoniłam do mojego brata, Pawła. – Słuchaj, mama dzwoniła do mnie wczoraj. Prosiła o pieniądze na ogrzewanie. Dziwne to wszystko…

– Do mnie też dzwoniła – przerwał mi Paweł. – I do Magdy. Każdego z nas poprosiła o to samo.

Zamilkliśmy na chwilę. W naszej rodzinie nigdy nie było łatwo rozmawiać o pieniądzach. Każdy miał swoje życie, swoje problemy. Ale mama była dla nas jak kotwica – zawsze mogliśmy na nią liczyć.

Po południu pojechałam do niej. Dom był zimny, jakby ktoś specjalnie nie włączał kaloryferów. Mama siedziała przy stole, owinięta w gruby sweter.

– Mamo, dlaczego nie powiedziałaś nam wcześniej, że masz kłopoty? – zapytałam delikatnie.

Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. – Nie chciałam was martwić. Myślałam, że dam radę… Ale rachunki są coraz wyższe.

Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Paweł z Magdą. Wszyscy usiedliśmy przy stole. Atmosfera była ciężka.

– Mamo, powiedz nam prawdę – zaczął Paweł. – Ile ci brakuje? Możemy się złożyć.

Mama spuściła wzrok i zaczęła bawić się obrączką na palcu. – To nie tylko ogrzewanie… Mam jeszcze inne długi.

Zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Magda pierwsza przerwała milczenie:

– Jakie długi? Przecież masz emeryturę! Co się stało?

Mama zaczęła płakać. – Po śmierci taty zostało trochę kredytu… Potem był remont dachu… A potem…

– Potem co? – zapytałam ostrożnie.

– Potem poznałam kogoś przez internet – wyszeptała mama, a jej głos załamał się całkowicie.

Spojrzeliśmy po sobie z niedowierzaniem.

– Kogo? – Paweł był wyraźnie zszokowany.

– Nazywał się Andrzej… Pisał do mnie przez kilka miesięcy… Był taki miły… Powiedział, że jest samotny jak ja… Potrzebował pieniędzy na leczenie… Przelałam mu wszystko, co miałam…

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Magda zakryła usta dłonią.

– Mamo! Przecież to oszustwo! – krzyknęłam bezwiednie.

Mama zaczęła szlochać jeszcze mocniej.

– Wiem… Teraz już wiem… Ale wtedy tak bardzo chciałam z kimś porozmawiać… Było mi tak strasznie samotnie…

Paweł wstał gwałtownie od stołu i zaczął chodzić po kuchni tam i z powrotem.

– Dlaczego nam nie powiedziałaś?! Dlaczego musimy się o tym dowiadywać w taki sposób?!

Mama tylko płakała, a ja czułam narastającą wściekłość i bezradność jednocześnie. Z jednej strony chciałam ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Z drugiej – miałam ochotę krzyczeć z rozpaczy nad jej naiwnością.

Magda próbowała ją uspokoić:

– Mamo, poradzimy sobie jakoś… Ale musisz nam mówić prawdę! Nie możesz ukrywać takich rzeczy!

Mama kiwała głową przez łzy.

Wieczorem wróciłam do domu rozbita emocjonalnie. Mój mąż zapytał:

– I co? Udało się pomóc?

Opowiedziałam mu wszystko. Siedzieliśmy długo w milczeniu.

– Wiesz – powiedział w końcu – czasem ludzie robią głupie rzeczy z samotności.

Przez kolejne dni próbowaliśmy z rodzeństwem ogarnąć sytuację mamy: kontaktowaliśmy się z bankiem, zgłosiliśmy sprawę na policję, szukaliśmy pomocy u znajomych prawników. Ale najbardziej bolało mnie to, że mama nie zaufała nam wcześniej.

W naszej rodzinie pojawiły się rysy: Paweł miał żal do mamy i do nas wszystkich, Magda zamknęła się w sobie i przestała odbierać telefony. Ja próbowałam być silna dla wszystkich, ale nocami płakałam do poduszki.

Kilka tygodni później spotkaliśmy się wszyscy u mamy na Wigilii. Atmosfera była napięta, ale staraliśmy się udawać normalność dla dzieci i dla niej samej. Mama wyglądała na starszą o kilka lat.

Pod koniec wieczoru podeszła do mnie i wyszeptała:

– Przepraszam cię, Aniu… Nie chciałam was skrzywdzić…

Objęłam ją mocno i poczułam łzy na policzku.

Czasem myślę: ile jeszcze tajemnic kryją nasi najbliżsi? Czy można odbudować zaufanie po takim rozczarowaniu? Czy samotność naprawdę jest aż tak silna, że potrafi popchnąć człowieka do największej głupoty?