Zamknięte Drzwi, Otwarte Rany: Historia Marty z Białegostoku

— Marta! Ile razy mam powtarzać, żebyś nie zostawiała otwartych okien?!

Głos ojca przeszył powietrze jak nóż. Stałam w kuchni, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, szorując talerze po śniadaniu. Woda ściekała mi po nadgarstkach, a serce waliło jak oszalałe. Znowu zapomniałam. Znowu zawiodłam. Przez uchylone okno wpadał zapach świeżo skoszonej trawy i odległy śmiech dzieci z podwórka. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystko i pobiec do nich, zostawić ten dom pełen krzyków i pretensji.

Ojciec wszedł do kuchni, jego twarz była czerwona, a oczy błyszczały gniewem. — Nie słyszysz mnie?! — wrzasnął. Mama siedziała przy stole, milcząca jak zawsze, z dłonią zaciśniętą na kubku herbaty. Jej spojrzenie wbite było w blat stołu, jakby mogła tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie nasze problemy.

— Przepraszam — wyszeptałam, ale on już nie słuchał. Wyszedł trzaskając drzwiami tak mocno, że szklanki zadzwoniły w kredensie.

Miałam wtedy siedemnaście lat i czułam się jak więzień we własnym domu. Każdy dzień był walką o przetrwanie — o to, by nie sprowokować kolejnej awantury, by nie usłyszeć kolejnych gorzkich słów. Moja młodsza siostra, Zosia, chowała się wtedy pod stołem z książką, udając, że jej tu nie ma.

Wieczorem próbowałam odrobić lekcje, ale głowa mi pękała od natłoku myśli. Zosia przyszła do mnie do pokoju i usiadła na łóżku.

— Marta… czemu tata tak krzyczy? — zapytała cicho.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Sama zadawałam sobie to pytanie setki razy. Może był zmęczony życiem? Może nienawidził siebie za to, że utknął w tej pracy na kolei i nigdy nie spełnił swoich marzeń? A może po prostu nie potrafił kochać?

— Nie wiem, Zosiu — powiedziałam tylko i przytuliłam ją mocno.

W szkole byłam cicha i zamknięta w sobie. Nauczyciele mówili: „Marta jest zdolna, ale nieśmiała”. Koleżanki plotkowały o chłopakach i imprezach, a ja marzyłam tylko o tym, żeby ktoś mnie zauważył — żeby ktoś zapytał, czy wszystko u mnie w porządku. Ale nikt nie pytał.

Pewnego dnia po lekcjach podszedł do mnie Kuba z równoległej klasy. Miał jasne włosy i uśmiech, który rozświetlał nawet najbardziej pochmurny dzień.

— Hej, Marta! Idziesz na ognisko do lasu w sobotę? — zapytał.

Zaskoczył mnie. Nigdy wcześniej ze mną nie rozmawiał.

— Nie wiem… chyba nie mogę — odpowiedziałam niepewnie.

— Szkoda. Fajnie by było pogadać poza szkołą — rzucił i odszedł.

Cały wieczór myślałam o tej rozmowie. Chciałam pójść. Chciałam poczuć się wolna choć przez chwilę. Ale wiedziałam, że ojciec nigdy by mi na to nie pozwolił.

W sobotę wieczorem siedziałam przy oknie i patrzyłam na światła ogniska migoczące gdzieś za drzewami. Słyszałam śmiechy i muzykę niosącą się przez pola. Zosia spała już od dawna, a mama sprzątała kuchnię w milczeniu.

Nagle usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Ojciec wrócił pijany. Zaczął krzyczeć na mamę bez powodu. Słowa były ostre jak brzytwa:

— Ty nic nie rozumiesz! Wszystko przez ciebie! Gdybyś była inna…

Mama płakała cicho, a ja stałam w drzwiach i czułam narastającą wściekłość. Po raz pierwszy w życiu zebrałam się na odwagę.

— Przestań! — krzyknęłam. — Zostaw ją!

Ojciec spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Przez chwilę myślałam, że mnie uderzy. Ale tylko splunął pod nogi i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.

Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

— Nie powinnaś była… On się zdenerwuje jeszcze bardziej…

— Mamo, ile jeszcze będziemy to znosić? — zapytałam drżącym głosem.

Nie odpowiedziała. Tylko przytuliła mnie mocno.

Od tamtej nocy coś się we mnie zmieniło. Zaczęłam walczyć o siebie — małymi krokami. Zapisałam się na zajęcia teatralne w domu kultury. Tam poznałam ludzi, którzy patrzyli na świat inaczej niż moi rodzice. Tam pierwszy raz poczułam się akceptowana.

Kuba zaczął przychodzić na moje przedstawienia. Po jednym z nich zaprosił mnie na spacer nad rzekę.

— Marta… jesteś niesamowita — powiedział cicho, patrząc mi prosto w oczy.

Zarumieniłam się i spuściłam wzrok.

— Nie jestem… Ja tylko próbuję przetrwać — wyszeptałam.

— Wiem, co przeżywasz — odpowiedział niespodziewanie poważnie. — Mój ojciec też pił…

Patrzyliśmy na siebie przez długą chwilę w milczeniu. Po raz pierwszy poczułam, że ktoś naprawdę mnie rozumie.

W domu sytuacja się nie poprawiała. Ojciec coraz częściej znikał na całe noce albo wracał pijany i agresywny. Mama zamykała się w sobie jeszcze bardziej. Zosia zaczęła mieć problemy w szkole — przynosiła jedynki i skarżyła się na bóle brzucha.

Pewnego dnia znalazłam ją płaczącą w łazience.

— Nie chcę tu mieszkać… — szlochała.

Objęłam ją i obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby ją ochronić.

W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do pedagoga szkolnego. Opowiedziałam jej o wszystkim — o krzykach, o strachu, o tym, że boję się wracać do domu.

Pani pedagog była cicha przez dłuższą chwilę, a potem powiedziała:

— Marta… to nie twoja wina. Pomożemy wam.

Kilka dni później do naszego domu przyszła opieka społeczna. Ojciec był wściekły jak nigdy wcześniej. Krzyczał, że go zdradziłyśmy, że jesteśmy niewdzięczne.

Ale wtedy mama po raz pierwszy stanęła po naszej stronie.

— Dość! — powiedziała stanowczo. — Albo się leczysz, albo odchodzimy!

Ojciec patrzył na nas przez długą chwilę, a potem wyszedł z domu bez słowa.

Przez kilka tygodni żyliśmy jakby w zawieszeniu. Bałyśmy się każdego dźwięku za oknem, każdego telefonu. Ale powoli zaczynałyśmy oddychać pełną piersią.

Mama znalazła pracę w sklepie spożywczym na osiedlu. Ja zdałam maturę i dostałam się na studia pedagogiczne w Warszawie. Zosia zaczęła chodzić na terapię i powoli odzyskiwała radość życia.

Ojciec czasem dzwonił — pijany lub trzeźwy — błagał o wybaczenie albo groził nam przez telefon. Ale już nie miał nad nami władzy.

Dziś mam dwadzieścia sześć lat i pracuję jako psycholog szkolny w Białymstoku. Pomagam dzieciom takim jak ja kiedyś — zagubionym, przestraszonym, szukającym nadziei tam, gdzie wydaje się jej nie być.

Czasem pytam siebie: czy naprawdę można wybaczyć komuś, kto złamał ci serce? Czy można pokochać życie na nowo po tylu ranach?

A Wy? Czy potrafilibyście wybaczyć? Co byście zrobili na moim miejscu?