Dwie kawalerki zamiast jednego domu: Historia mojego rozczarowania
— Co to znaczy, że kupiłeś dwie kawalerki? — mój głos drżał, a serce waliło jak oszalałe. Stałam w kuchni, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą, patrząc na Pawła, który unikał mojego wzroku.
— To była dobra okazja, Aniu. Wiesz, jak trudno teraz o mieszkania… — zaczął tłumaczyć, ale każde jego słowo brzmiało jak wymówka.
— Ale przecież mieliśmy kupić DOM. Razem. Dla nas, dla naszej rodziny. Rozmawialiśmy o tym tyle razy! — nie mogłam powstrzymać łez. Czułam, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi.
Paweł westchnął ciężko, podrapał się po głowie, jakby szukał odpowiednich słów. — Mama nie poradzi sobie sama. Wiesz, jak jest po śmierci taty. Nie mogłem jej zostawić bez wsparcia.
— Ale dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Dlaczego nie zapytałeś, co ja o tym myślę? — głos mi się łamał, a w oczach miałam łzy złości i bezsilności.
Wiedziałam, że Paweł zawsze był blisko z matką, ale nigdy nie przypuszczałam, że postawi ją ponad nas. Przez ostatnie miesiące planowaliśmy wspólny dom – ogród, miejsce na dzieci, przestrzeń, gdzie każdy znajdzie swój kąt. Teraz okazało się, że zamiast tego będziemy mieszkać w dwóch ciasnych kawalerkach, a jego matka tuż obok, za ścianą.
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdy szczegół ostatnich tygodni. Czy coś przeoczyłam? Czy powinnam była zauważyć, że Paweł coraz częściej rozmawia z matką szeptem, wychodzi z domu bez słowa, wraca późno? Może to ja byłam zbyt zajęta pracą, marzeniami o przyszłości, żeby dostrzec, że on już dawno podjął decyzję beze mnie.
Rano, kiedy Paweł wyszedł do pracy, zadzwoniłam do mojej mamy. — Mamo, Paweł kupił dwie kawalerki. Jedną dla nas, drugą dla swojej mamy. Nic mi nie powiedział. — Głos mi się łamał, a łzy płynęły po policzkach.
— Aniu, kochanie, musisz z nim porozmawiać. Tak nie można. Małżeństwo to partnerstwo, nie wolno podejmować takich decyzji samemu — powiedziała spokojnie, ale słyszałam w jej głosie niepokój.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była gęsta jak mgła. Paweł unikał rozmów, a ja czułam się coraz bardziej samotna. W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do jego matki, pani Haliny.
— Dzień dobry, pani Halino. Chciałam porozmawiać o tych mieszkaniach… — zaczęłam niepewnie.
— Aniu, ja nie chciałam być ciężarem. To Paweł nalegał, żebym była blisko. On się o mnie martwi, a ty… — spojrzała na mnie z wyrzutem. — Ty zawsze byłaś taka niezależna, może nie rozumiesz, jak to jest być samotną.
Poczułam, jakby ktoś mnie spoliczkował. Czy naprawdę byłam aż tak ślepa na potrzeby innych? Czy może to oni nie widzieli, jak bardzo mnie to wszystko boli?
Wieczorem, kiedy Paweł wrócił, usiedliśmy naprzeciwko siebie przy stole.
— Paweł, musimy porozmawiać. Nie mogę tak żyć. Czuję się zdradzona. Zawsze myślałam, że jesteśmy drużyną, a ty podjąłeś najważniejszą decyzję w naszym życiu beze mnie.
Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. — Aniu, przepraszam. Chciałem dobrze. Bałem się, że jeśli powiem ci o mamie, będziesz zła. Nie chciałem cię ranić.
— Ale zraniłeś mnie jeszcze bardziej, robiąc to za moimi plecami. — Głos mi się łamał. — Czy naprawdę myślisz, że tak wygląda miłość? Że można budować rodzinę na tajemnicach i kłamstwach?
Przez chwilę milczeliśmy. W końcu Paweł powiedział cicho: — Nie wiem, co teraz zrobić.
— Ja też nie wiem. Ale wiem, że nie chcę żyć w dwóch kawalerkach, udając, że wszystko jest w porządku.
Kolejne tygodnie były pełne napięcia. Próbowaliśmy rozmawiać, szukać kompromisów, ale każde słowo bolało. Paweł coraz częściej nocował u matki, a ja czułam się coraz bardziej obca we własnym życiu. Znajomi pytali, kiedy się przeprowadzimy, a ja nie miałam odwagi powiedzieć prawdy.
Pewnego dnia, wracając z pracy, zobaczyłam Pawła i jego matkę na ławce przed blokiem. Śmiali się, rozmawiali, jakby nic się nie stało. Poczułam, że już nie należę do tej rodziny, że jestem tylko dodatkiem, który można pominąć przy ważnych decyzjach.
Zaczęłam rozważać, czy nie lepiej odejść. Czy warto walczyć o związek, w którym nie ma zaufania? Czy można odbudować coś, co zostało tak brutalnie zniszczone?
Dziś siedzę w pustym mieszkaniu i zastanawiam się, co dalej. Czy powinnam wybaczyć Pawłowi? Czy może lepiej zacząć wszystko od nowa, bez niego i jego matki?
Czasem myślę, że życie to nieustanne wybory między sobą a innymi. Ale czy można być szczęśliwym, jeśli ciągle rezygnuje się z własnych marzeń dla cudzych potrzeb? Co wy byście zrobili na moim miejscu?