Nieoczekiwana wdzięczność synowej: Czy potrafię ją przyjąć?
— Pani Ewo, nie wiem, jak mam się Pani odwdzięczyć… — głos Eli był cichy, ledwo słyszalny spod sterty poduszek. Stałam przy jej łóżku z talerzem zupy pomidorowej, którą gotowałam rano, nie mogąc przestać myśleć o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie w ostatnich miesiącach.
Jeszcze pół roku temu byłam przekonana, że po pięćdziesiątce nic mnie już nie zaskoczy. Mój syn, Tomek, miał dobrą pracę w Warszawie, żonę Elę i dwuletnią córkę Zosię. Wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Aż do tego dnia, kiedy zadzwonił telefon.
— Mamo… — głos Tomka był napięty. — Ela miała wypadek samochodowy. Jest w szpitalu. Nie wiem, co robić.
Pamiętam, jak serce mi zamarło. Pojechałam do Warszawy pierwszym pociągiem. W szpitalu zobaczyłam Elę — bladą, z opuchniętą twarzą, ledwo przytomną. Lekarze powiedzieli, że przez jakiś czas nie będzie mogła chodzić.
Tomek początkowo był przy niej codziennie. Ale potem zaczął znikać. Najpierw tłumaczył się pracą, potem coraz częściej nocował poza domem. W końcu przestał odbierać telefony. Zostałyśmy same — ja, Ela i mała Zosia.
Nie byłam przygotowana na to, że będę musiała przejąć całą opiekę nad synową i wnuczką. Przez pierwsze tygodnie robiłam wszystko mechanicznie: gotowałam, sprzątałam, przewijałam Zosię, podawałam Eli leki. Czułam się jak robot. W głowie miałam tylko jedno pytanie: „Dlaczego Tomek nas zostawił?”
Ela nigdy nie narzekała. Nawet wtedy, gdy widziałam łzy w jej oczach, gdy Zosia płakała za tatą. Pewnego wieczoru usiadła na łóżku i powiedziała:
— Pani Ewo… ja wiem, że to dla Pani trudne. Ale dziękuję. Bez Pani nie dałabym rady.
Zamurowało mnie. Przez całe życie myślałam o sobie jako o surowej matce i teściowej. Zawsze miałam swoje zdanie i nie bałam się go wyrażać. Z Elą nie zawsze się zgadzałyśmy — szczególnie jeśli chodziło o wychowanie Zosi czy porządek w domu. Ale teraz…
Zaczęłyśmy rozmawiać coraz więcej. Ela opowiadała mi o swoim dzieciństwie w małym miasteczku pod Lublinem, o tym, jak jej mama zmarła wcześnie i jak musiała szybko dorosnąć. Ja opowiadałam jej o Tomku — jaki był uparty jako dziecko i jak zawsze chciał być najlepszy.
Pewnego dnia Ela zapytała:
— Myśli Pani, że Tomek jeszcze wróci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Sama zadawałam sobie to pytanie każdej nocy.
— Nie wiem, Elu… Ale wiem jedno: nie zostawię was.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jej oczach ulgę.
Z czasem zaczęłam zauważać drobne gesty wdzięczności ze strony Eli: uśmiech, ciepłe słowo, czasem łza wzruszenia. Kiedyś znalazłam na stole kartkę: „Dziękuję za wszystko. Ela”.
Nie umiałam sobie z tym poradzić. Przecież to ja powinnam być zła — na Tomka, na los, na siebie za to, że nie wychowałam syna na lepszego człowieka. A tymczasem to Ela okazywała mi wdzięczność i czułość.
Zaczęłyśmy razem oglądać seriale wieczorami, śmiać się z głupich żartów w telewizji. Zosia coraz częściej przychodziła do mnie po przytulenie zamiast do mamy. Czułam się potrzebna — po raz pierwszy od lat.
Ale wciąż miałam w sobie żal do Tomka. Pewnego dnia zadzwonił:
— Mamo… Chciałem tylko powiedzieć, że… nie wrócę do Eli. Poznałem kogoś innego.
Zatkało mnie. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
— Tomek… Jak mogłeś? Przecież Ela cię potrzebuje! Zosia cię potrzebuje!
— Mamo… Proszę cię… Nie mieszaj się.
Rzuciłam słuchawką o stół i rozpłakałam się jak dziecko.
Ela usłyszała moją rozmowę. Podjechała na wózku do kuchni i położyła mi rękę na ramieniu.
— Pani Ewo… Proszę się nie martwić o mnie. Damy radę razem.
Wtedy po raz pierwszy poczułam coś dziwnego — jakby Ela była moją córką, a nie tylko synową.
Od tamtej pory nasza relacja stała się jeszcze bliższa. Razem gotowałyśmy obiady, razem płakałyśmy nad starymi zdjęciami Tomka i razem śmiałyśmy się z Zosi, która uczyła się mówić „babcia”.
Czasem jednak nachodzi mnie myśl: czy powinnam tak bardzo angażować się w życie Eli? Czy nie powinnam trzymać dystansu? Przecież to ona powinna być dla mnie „obca”, a ja dla niej tylko teściową.
Ale kiedy patrzę na Elę i Zosię, wiem jedno: nie potrafiłabym ich zostawić.
Dziś wieczorem Ela znów powiedziała:
— Pani Ewo… Dziękuję za wszystko.
A ja tylko uśmiechnęłam się przez łzy i pomyślałam: czy potrafię przyjąć tę wdzięczność? Czy jestem gotowa być dla niej kimś więcej niż tylko teściową?
A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy można naprawdę pokochać synową jak własną córkę?