Znalazłam wiadomości męża i od tamtej nocy nie wiem, czy jeszcze mam do czego wracać

– To kto to jest i nie mów mi, że z pracy – powiedziałam, trzymając telefon tak mocno, że aż mi ręka zdrętwiała.

Mąż stał przy zlewie, blady jak ściana. Nawet nie próbował od razu wyrwać mi telefonu. To było najgorsze. Jakby wiedział, że już po wszystkim.

Na ekranie miał otwarty czat. Serduszka, głupie teksty, „szkoda, że nie mogę teraz przytulić”, „z tobą mogę być sobą”, „w domu znowu ciężka atmosfera”. I od niej: „gdybyś był mój, to byś tak nie siedział wiecznie naburmuszony”.

Zapytałam drugi raz:

– Kto. To. Jest.

– Monika – powiedział cicho. – Ale to nie było tak, jak myślisz.

No jasne. Zawsze jest to słynne „nie tak, jak myślisz”.

Była prawie północ. Syn spał w swoim pokoju, córka u mamy, bo miała na drugi dzień iść z nią do dentysty na NFZ. Ja wróciłam wcześniej z drugiej zmiany w drogerii, bo kierowniczka puściła mnie godzinę przed końcem. Mąż poszedł pod prysznic, a telefon pikał jeden za drugim. Nigdy mu nie grzebałam. Serio. Ale to pikanie było co chwilę, jakby ktoś nie mógł wytrzymać minuty. Spojrzałam. I już.

– Od kiedy? – zapytałam.

– Kilka miesięcy.

Usiadłam. Normalnie usiadłam na tej podłodze, bo nogi miałam jak z waty.

– Kilka miesięcy piszesz do obcej baby, że ze mną ci źle?

– Nie obcej. Znamy się z firmy, z oddziału w Poznaniu.

– Aha, to super, to prawie rodzina.

Mąż pracuje w hurtowni materiałów budowlanych, jeździ czasem między magazynami. Ja od razu zaczęłam łączyć fakty. Delegacja do Poznania. Dłuższe siedzenie w aucie pod blokiem. Uśmiechy do ekranu. Mówienie, że jest zmęczony. To wszystko zaczęło mi się układać w bardzo brzydki obraz.

– Spałeś z nią? – zapytałam.

– Nie.

Powiedział to za szybko. Potem dodał:

– Nie spotkaliśmy się sami poza pracą.

I niby to nie było dokładnie to samo pytanie, ale wtedy byłam tak wściekła, że rzuciłam telefonem o stół. Syn się obudził i wyszedł zapłakany do kuchni. I to mnie dobiło najbardziej, bo od razu zaczął: „Mamo, czemu krzyczysz?”. Jakbym to ja wszystko rozwaliła.

Przez dwa dni mąż spał u swojego brata. Ja chodziłam do pracy, odbierałam dzieci, robiłam zakupy w Biedronce, odpisywałam mamie, że „wszystko okej”, a w środku mi się gotowało. Potem przyszła teściowa. Bez zapowiedzi.

– Nie będę go bronić – powiedziała od progu. – Ale ty też nie jesteś łatwa.

Myślałam, że ją wyproszę. Naprawdę. Ale wpuściłam ją, bo dzieci były w pokoju.

– Słucham? – zapytałam.

– Ostatni rok to wy żyjecie obok siebie. On do mnie dzwonił nieraz, że nie daje rady.

To mnie ścięło. Bo ja do teściowej nigdy nie biegałam ze skargami. A on jak widać tak.

– To może niech się do pani wprowadzi na stałe – powiedziałam.

Teściowa westchnęła i dopiero wtedy powiedziała coś, czego nie wiedziałam.

Że mąż od miesięcy spłacał dług swojego taty. Po cichu. Bo teść narobił sobie zaległości po jakichś ratach i chwilówkach, a potem zaczęły przychodzić pisma. Mąż bał się, że komornik wejdzie teściom na konto i mieszkanie. Pożyczał, nadgodziny brał, sprzedał nawet swój motor, a ja myślałam, że po prostu mu się znudził.

– Czemu mi nie powiedział? – spytałam.

– Bo wiedział, jak zareagujesz – odparła.

No i tu mnie trafiła, bo pewnie zrobiłabym awanturę. Tylko że to dalej nie tłumaczy Moniki.

Wieczorem sama do niego zadzwoniłam. Przyjechał po pół godzinie.

– Dług długuje, ale czemu pisałeś do niej takie rzeczy? – zapytałam.

Siedział przy stole i patrzył w kubek z herbatą.

– Bo z tobą już nie umiałem gadać.

– To wygodnie. To się znalazła pani od pocieszania.

– Ona mnie słuchała.

– Ja ci prałam, gotowałam, ogarniałam dzieci, pracę i kredyt. Przepraszam, że jeszcze nie grałam na skrzypcach, żebyś się poczuł wysłuchany.

Wtedy pierwszy raz się wkurzył.

– Właśnie o to chodzi. U nas wszystko było zadaniowe. Grafik na lodówce, kto odbierze córkę, kto zapłaci gaz, kto pojedzie na zebranie. Jak coś mówiłem, to słyszałem, że „teraz nie mam głowy”.

– Bo nie miałam! Ktoś musiał mieć głowę!

I to jest ten moment, którego nienawidzę, bo on też nie mówił całkiem od rzeczy. Tylko że zamiast usiąść i powiedzieć wprost, że jest źle, poszedł z tym do obcej kobiety.

Myślałam, że to koniec historii, ale nie. Następnego dnia napisała do mnie ona. Sama.

„Nie chcę rozwalać pani rodziny. Kończę kontakt. Ale proszę wiedzieć, że mąż od dawna chciał od pani odejść i mówił, że jesteście razem tylko przez dzieci”.

Ręce mi się trzęsły. Pokazałam to mężowi.

– To prawda? – zapytałam.

Zamilkł. A potem powiedział:

– Powiedziałem tak raz. Po kłótni. Chciałem, żeby mnie żałowała.

– Czyli nie tylko ją okłamywałeś. Mnie też. I siebie przy okazji.

Usiadł wtedy na podłodze przy drzwiach balkonowych i się popłakał. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby płakał. Mówił, że nic fizycznego nie było, że się zapędził, że poczuł się ważny, że jak ona pisała, to przez chwilę nie myślał o długach, o domu, o tym, że wszystko go przerasta. Usunął kontakt przy mnie, zgodził się na terapię małżeńską, nawet sam znalazł psychologa na Znanym Lekarzu. Przeniósł numer służbowy, zmienił hasła, zostawia telefon na stole. Robi wszystko, co „powinien”.

A ja i tak jak słyszę dźwięk wiadomości, to mnie ściska. Jak wraca 20 minut później, od razu mam film w głowie. Jak mnie przytula, to czasem chcę go odepchnąć, a czasem mam ochotę się rozpłakać i udawać, że nic się nie stało. Najgorsze jest to, że nie umiem go już widzieć tylko jako drania, bo wiem o tych długach, o presji, o tym, że też był w jakimś swoim bagnie. Ale to nadal nie zmienia faktu, że mnie upokorzył.

Mama mówi: „Jak nie zdradził fizycznie i żałuje, to walcz o rodzinę”. Siostra mówi odwrotnie: „Jak raz przesunął granicę, to zrobi to znowu”. Ja siedzę między tym wszystkim jak głupia. Mamy kredyt, dzieci, wspólne życie, zwykłe rzeczy typu rata, wywiadówka, zakupy, lekarze. I nagle nic nie jest zwykłe.

Na razie mąż wrócił do domu, ale śpię odwrócona plecami i sama nie wiem, czy to jeszcze próba ratowania małżeństwa, czy tylko odwlekanie tego, co i tak padło. Wkurza mnie, że dalej go kocham, i wkurza mnie też, że może trochę go rozumiem.

Nie wiem, czy większym świństwem była ta jego relacja z tamtą kobietą, czy to, że przez tyle miesięcy udawał przede mną, że wszystko jest normalnie. Wy na moim miejscu próbowalibyście to jeszcze sklejać czy już odpuścili?