Mam dość: Weekendowe granice z moją szwagierką, Laurą – Jak nauczyłam się walczyć o własny dom
– Znowu? – wyszeptałam do siebie, słysząc dźwięk klucza w zamku. Była piątkowa 18:30, a ja właśnie kończyłam sprzątać kuchnię po kolacji. Piotr siedział w salonie, udając, że czyta gazetę, ale dobrze wiedziałam, że czeka na ten moment. Drzwi otworzyły się z hukiem i do mieszkania wpadła Laura – jego młodsza siostra, z walizką na kółkach i torbą pełną zakupów.
– Cześć, kochani! – krzyknęła radośnie, jakby była u siebie. – Mam prosecco i sernik z Lidla! Piotruś, pomożesz mi z torbami?
Patrzyłam na nią przez chwilę, czując, jak narasta we mnie irytacja. Laura od miesięcy spędzała u nas każdy weekend. Zawsze miała powód: a to remont w jej kawalerce na Pradze, a to „samotność po rozstaniu”, a to „potrzeba rodzinnego ciepła”. Piotr nigdy nie umiał jej odmówić. Ja za to coraz częściej czułam się jak intruz we własnym domu.
– Cześć, Laura – powiedziałam chłodno. – Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o swoich kosmetykach w łazience. Ostatnio nie mogłam znaleźć szczoteczki do zębów.
– Oj, przepraszam! – zaśmiała się beztrosko. – Ale przecież jesteśmy rodziną! Możesz korzystać z mojej pasty.
Piotr spojrzał na mnie z wyrzutem. Wiedziałam, co myśli: „Nie rób sceny”. Ale ja już nie mogłam dłużej udawać.
Wieczorem Laura rozłożyła się na kanapie z laptopem i słuchawkami. Zajęła cały stół kawowy swoimi notatkami do pracy magisterskiej. W kuchni zostawiła kubek po kawie i talerzyk po serniku. W łazience jej kosmetyczka leżała na pralce, a na haczyku wisiał jej szlafrok.
W sobotę rano obudził mnie hałas blendera. Laura robiła smoothie „na zdrowie”. Piotr już siedział z nią przy stole i śmiał się z jej żartów. Ja weszłam do kuchni w piżamie, czując się jak obca.
– O, przepraszam, obudziłam cię? – zapytała Laura z udawaną troską.
– Nie, po prostu chciałam zrobić sobie kawę – odpowiedziałam sztywno.
– To ja ci zrobię! – zaoferowała się entuzjastycznie.
– Nie trzeba – odparłam i wyszłam z kuchni.
Przez cały dzień czułam się coraz gorzej. Laura była wszędzie: w salonie, w kuchni, w łazience. Piotr był szczęśliwy, że ma siostrę pod dachem. Ja miałam ochotę wyjść z własnego mieszkania.
Wieczorem usiedliśmy we trójkę przy stole. Laura opowiadała o swoich randkach z Tindera, śmiała się głośno i komentowała mój gust kulinarny.
– Wiesz, Anka, mogłabyś spróbować zrobić kiedyś wegańskie curry. To takie modne teraz!
– Może kiedyś – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Piotr spojrzał na mnie pytająco:
– Coś się stało?
– Nic – skłamałam.
W nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, słysząc przez ścianę śmiech Laury i Piotra. Poczułam łzy pod powiekami. Dlaczego nikt nie widzi, jak bardzo mnie to boli?
W niedzielę rano Laura znów była pierwsza w kuchni. Zajęła łazienkę na pół godziny. Piotr zaproponował wspólne śniadanie.
– Nie jestem głodna – powiedziałam i zamknęłam się w sypialni.
Po południu Laura zaczęła się pakować.
– Dzięki za gościnę! Jesteście najlepsi! – rzuciła na odchodne.
Kiedy drzwi się zamknęły, usiadłam na kanapie i rozpłakałam się.
Piotr wszedł do pokoju i usiadł obok mnie.
– Anka… co się dzieje?
Popatrzyłam mu prosto w oczy:
– Mam dość. To nie jest już mój dom. Czuję się tu jak gość. Laura jest tu co weekend, a ja nie mam gdzie odpocząć. Nie mam prywatności. Nie mam nawet swojej półki w łazience!
Piotr milczał przez chwilę.
– Ale ona nie ma nikogo…
– A ja? Ja też jestem twoją rodziną! Czy moje potrzeby są mniej ważne?
Zapanowała cisza. Po raz pierwszy od dawna poczułam ulgę, że powiedziałam to głośno.
Wieczorem Piotr zaproponował rozmowę we troje przez telefon.
– Laura… musimy ustalić nowe zasady – zaczął niepewnie.
Laura była zaskoczona:
– Ale… myślałam, że wam nie przeszkadzam…
– Przeszkadzasz – powiedziałam spokojnie. – Potrzebuję swojego domu tylko dla siebie i Piotra przynajmniej przez część weekendów.
Laura długo milczała, potem westchnęła:
– Rozumiem… Przepraszam, nie chciałam być ciężarem.
Od tamtej pory Laura przyjeżdża rzadziej. Czasem spotykamy się na mieście albo umawiamy na wspólny obiad poza domem. Nasze relacje są trudniejsze, ale bardziej szczere.
Czasem zastanawiam się: dlaczego tak trudno jest postawić granice najbliższym? Czy naprawdę musimy wybierać między własnym spokojem a lojalnością wobec rodziny? Może czasem trzeba po prostu zawalczyć o siebie…