„Mamo, zapomniałaś o plamie!” – Moje życie jako teściowa w Polsce. Czy rodzina to naprawdę wszystko?
– Mamo, zapomniałaś o plamie! – głos Anety przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam nad zlewem, z rękami mokrymi od płynu do naczyń, próbując zetrzeć tłustą smugę z obrusu. W tej chwili poczułam się jak dziecko przyłapane na błędzie, choć przecież to ja byłam tu najstarsza. To był mój dom, a jednak od kilku lat czułam się w nim jak intruz.
Kiedy mój syn, Michał, przyprowadził Anetę do naszego mieszkania na warszawskim Ursynowie, byłam szczęśliwa. Wreszcie miał kogoś, z kim mógł dzielić życie. Pomagałam im jak mogłam – oddałam im największy pokój, gotowałam obiady, prałam ich rzeczy. Myślałam, że tak trzeba, że rodzina to wsparcie i poświęcenie. Ale z czasem zaczęło się to zmieniać.
– Jadwiga, czy możesz nie wstawiać tych kubków do zmywarki? Wolę je myć ręcznie – powiedziała Aneta pewnego wieczoru, kiedy wróciła z pracy. Uśmiechnęła się uprzejmie, ale w jej oczach widziałam cień irytacji. Michał milczał, zajęty telefonem. Czułam się coraz bardziej zbędna.
Zawsze byłam silna. Po śmierci męża sama wychowałam Michała. Pracowałam jako pielęgniarka na trzy zmiany, żeby niczego mu nie brakowało. Kiedy zachorował na zapalenie płuc w wieku siedmiu lat, nie spałam przez trzy noce, czuwając przy jego łóżku. Teraz miałam wrażenie, że te wszystkie lata troski i wyrzeczeń nic nie znaczą.
Najgorsze były niedziele. Zamiast rodzinnego obiadu przy stole – ciche napięcie. Aneta przynosiła własne przepisy i poprawiała moje dania. – Mamo, może następnym razem spróbujesz mniej soli? – rzucał Michał niby żartem, ale wiedziałam, że to nie żart.
Czasem słyszałam ich rozmowy przez cienką ścianę. – Twoja mama znowu przestawiła moje rzeczy w łazience – narzekała Aneta. – Nie moglibyśmy wynająć czegoś swojego? – Michał wzdychał ciężko: – Wiesz, że nas nie stać.
Zaczęłam się wycofywać. Przestałam pytać, jak minął im dzień. Ograniczyłam się do sprzątania i gotowania. Wieczorami zamykałam się w swoim pokoju z książką albo patrzyłam przez okno na szare bloki. Czułam się coraz bardziej niewidzialna.
Pewnego dnia przyszła do mnie sąsiadka, pani Zofia. – Jadwigo, czemu taka smutna chodzisz? – zapytała. Usiadłyśmy na ławce pod blokiem. Opowiedziałam jej o wszystkim: o Anetce, o tym, jak Michał się zmienił, o tym, że czuję się jak służąca we własnym domu.
– Wiesz co ci powiem? – powiedziała Zofia. – Moja synowa też mnie nie lubiła. Ale w końcu postawiłam granice. Powiedziałam: „To mój dom i będę żyć po swojemu”. I wiesz co? Przestali mnie wykorzystywać.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Myśli kłębiły mi się w głowie: Czy naprawdę muszę poświęcać siebie dla innych? Czy rodzina to tylko obowiązek?
Następnego ranka postanowiłam porozmawiać z Michałem.
– Michał, musimy pogadać – zaczęłam niepewnie.
– Co się stało, mamo?
– Źle się tu czuję. Mam wrażenie, że jestem tylko od sprzątania i gotowania. Chciałabym… żebyście mnie traktowali z szacunkiem.
Michał spojrzał na mnie zaskoczony.
– Przecież cię szanujemy…
– Nie czuję tego. Aneta ciągle mnie poprawia, ty milczysz…
W tym momencie weszła Aneta.
– O co chodzi?
– Chodzi o to, że czuję się tu obco – powiedziałam drżącym głosem.
Zapadła cisza.
– Może rzeczywiście powinniśmy poszukać czegoś swojego – odezwała się Aneta po chwili.
Michał spuścił głowę.
– Nie chcę cię zranić, mamo…
Poczułam łzy pod powiekami. Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć: „To ja was wychowałam! To ja wam daję dach nad głową!” Ale tylko westchnęłam.
Od tamtej rozmowy minęły tygodnie. Michał i Aneta zaczęli szukać mieszkania do wynajęcia. W domu zrobiło się jeszcze ciszej. Czasem miałam ochotę ich zatrzymać, czasem czułam ulgę.
Któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie córka mojej przyjaciółki:
– Pani Jadwigo, może chciałaby pani pomóc mi przy wnuczce? Szukam kogoś zaufanego…
Zgodziłam się bez wahania. Po raz pierwszy od dawna poczułam się potrzebna nie jako służąca, ale jako człowiek.
Dziś siedzę przy kuchennym stole sama i patrzę na plamę na obrusie. Nie ścieram jej od razu. Myślę o tym wszystkim, co poświęciłam dla rodziny i pytam siebie: Czy naprawdę warto oddawać całe życie innym? A może czas zacząć żyć dla siebie?
Czy wy też czuliście się kiedyś niewidzialni we własnym domu? Co byście zrobili na moim miejscu?