„Chcę jechać do babci. Jak pojadę, ty zostajesz w domu” – czyli jak mój syn postawił mnie pod ścianą
– Chcę jechać do babci. Jak pojadę, ty zostajesz w domu – powiedział Kuba, patrząc na mnie z powagą, której nie spodziewałabym się po ośmiolatku. Stał w przedpokoju z plecakiem, jakby już był gotowy do drogi, a ja poczułam, jak coś we mnie pęka.
– Kuba, przecież zawsze jeździmy razem – próbowałam zachować spokój, choć w środku aż się gotowałam. – Babcia się ucieszy, jak nas zobaczy oboje.
– Ale ja chcę być tylko z nią. Ty zawsze wszystko psujesz – rzucił i odwrócił się na pięcie.
To był ten moment, kiedy poczułam się jak intruz we własnej rodzinie. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć, zabronić mu wyjazdu, ale powstrzymałam się. Zamiast tego usiadłam na schodach i poczułam łzy napływające do oczu. Jak to się stało, że moje dziecko woli babcię ode mnie?
Kuba zawsze był żywym dzieckiem, ale od kiedy zaczął regularnie jeździć do mojej mamy na weekendy, coś się zmieniło. Po powrotach był rozkapryszony, nie słuchał mnie, domagał się słodyczy i nowych zabawek. Gdy próbowałam postawić granice, wpadał w histerię. Zaczęłam podejrzewać, że u babci wszystko mu wolno.
Pewnego wieczoru zadzwoniłam do mamy.
– Mamo, musimy porozmawiać o Kubie – zaczęłam ostrożnie.
– Co się stało? – zapytała zaniepokojona.
– Po każdym pobycie u ciebie jest coraz gorzej. On mnie nie słucha, wszystko mu wolno…
– Przesadzasz. To tylko dziecko. U mnie jest szczęśliwy – odpowiedziała urażona.
– Ale ja potem muszę to wszystko prostować! – głos mi zadrżał.
– Może jesteś za surowa? Dzieciństwo powinno być radosne.
Rozłączyłam się z poczuciem winy i bezsilności. Moja mama zawsze była ciepła i opiekuńcza, ale nigdy nie rozumiała mojego podejścia do wychowania. Dla niej byłam „za twarda”, dla mnie ona była „za miękka”.
Kuba tymczasem coraz częściej mówił o babci jak o najlepszej przyjaciółce. – Babcia pozwala mi grać na komputerze ile chcę! Babcia daje mi lody na śniadanie! Babcia mówi, że jestem najfajniejszy na świecie! – wyliczał z zachwytem.
Czułam narastającą frustrację. Zaczęłam porównywać siebie do mojej mamy i wypadałam blado. Ona była tą dobrą, ja tą złą. Próbowałam rozmawiać z mężem:
– Tomek, musimy coś zrobić. Kuba mnie odtrąca.
– Przesadzasz – machnął ręką. – Każde dziecko kocha babcię. Przejdzie mu.
Ale nie przechodziło. Pewnego dnia Kuba wrócił z babci i rzucił tornister w kąt.
– Nie będę odrabiał lekcji! Babcia mówiła, że szkoła jest nudna!
– Kuba, musisz…
– Nie muszę! Babcia powiedziała!
Wtedy wybuchłam:
– Dość! W tym domu obowiązują moje zasady!
Kuba rozpłakał się i zamknął w swoim pokoju. Siedziałam pod drzwiami i płakałam razem z nim. Czułam się jak najgorsza matka świata.
Następnego dnia pojechałam do mamy bez Kuby.
– Mamo, musimy ustalić wspólne zasady – powiedziałam stanowczo.
– Nie przesadzaj. Przecież to tylko weekendy…
– Ale potem przez cały tydzień nie mogę dojść z nim do ładu! On mnie nie słucha! – głos mi drżał.
Mama spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Może jesteś zazdrosna? O własną matkę?
To było jak policzek. Może rzeczywiście byłam zazdrosna? Może bałam się, że Kuba kocha ją bardziej niż mnie?
Wróciłam do domu rozbita. Przez kilka dni unikałam rozmów z Kubą. On też był cichy, zamknięty w sobie. W końcu przyszedł do mnie wieczorem.
– Mamo… czy ty mnie jeszcze kochasz?
Serce mi pękło.
– Kocham cię najbardziej na świecie – wyszeptałam i przytuliłam go mocno.
– Ale dlaczego nie mogę mieć wszystkiego tak jak u babci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Próbowałam tłumaczyć o granicach, odpowiedzialności, ale widziałam w jego oczach niezrozumienie i smutek.
Zaczęliśmy chodzić razem na spacery, rozmawiać o tym, co dla niego ważne. Powoli odbudowywaliśmy naszą więź. Ale za każdym razem, gdy dzwoniła mama i pytała: „Może Kuba przyjedzie na weekend?”, czułam ukłucie lęku i zazdrości.
Dziś wiem jedno: relacje rodzinne są trudniejsze niż myślałam. Każda z nas chce dla Kuby jak najlepiej, ale nasze wizje szczęścia są różne. Czy można być dobrą matką i jednocześnie pozwolić dziecku kochać kogoś innego równie mocno? Czy jestem zazdrosna o własną mamę… czy po prostu boję się stracić syna?
A wy? Czy też czuliście kiedyś, że wasze dziecko wybiera kogoś innego? Jak sobie z tym poradziliście?